Justin i Melanie od dziecka byli najlepszymi przyjaciółmi. Znali siebie nawzajem lepiej, niż ktokolwiek inny, a ich przyjaźń była jedną z tych "od zawsze i na zawsze". Do momentu, gdy w jej miejsce wkroczyło uczucie o wiele silniejsze, którego nie m...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Melanie
W tym tygodniu chyba wybuchła w mieście jakaś epidemia, co o tej porze roku było raczej nietypowe. Połowa szkoły była nagle nieobecna, a druga połowa przeziębiona. Ja póki co się trzymałam, ale Jake od poniedziałku też leżał w łóżku z goraczką.
Wyszło więc na to, że sobotnim sprzątaniem domu musiałam zająć się sama. Skończyłam około dwudziestej, bo wcześniej jeszcze musiałam iść po zakupy. Miałam plan wieczorem się pouczyć, ale stwierdziłam, że sobie odpuszczę, bo perspektywa łóżka i serialu była zbyt kusząca.
Jak się jednak okazało, nie wyszło mi ani jedno, ani drugie. Ledwo wzięłam do ręki telefon, zobaczyłam trzy nieodebrane połączenia od Jazmyn. Natychmiast oddzwoniłam, licząc na to, że nie jest za późno.
- Co się dzieje? - zapytałam z telefonem przyciśniętym ramieniem do ucha, wolną ręką wyciągając torebkę z herbaty.
- Mel, potrzebuję twojej pomocy - powiedziała od razu, a jej głos brzmiał poważnie, aż się przestraszyłam.
- Jaxon jest chory. Rano było okej, ale ledwo mama wyszła, zaczął gorączkować. Ma z czterdzieści stopni. Nie wiem, co robić, dzwoniłam do niej i powiedziała, że mam dać mu paracetamol, ale sama musiała już lecieć na operację - wyrzuciła z siebie na jednym wdechu i niemalże widziałam, jak swoim zwyczajem nerwowo przeczesuje włosy dłonią - A ja w ogóle go nie mam, bo rano się skończył. Nie mogę iść do apteki i go zostawić, a Justina też nie wyślę, bo sam jest ledwo żywy.
- Justin? - zmarszczyłam brwi, mieszając w kubku łyżeczką - Nic mi nie mówił.
- Wstał dopiero jakieś pół godziny temu. Wczoraj wieczorem mówił już, że chyba coś go łapie, no i jak widać złapało - wyjaśniła - Błagam cię, ja skoczę do apteki, a ty posiedź przy Jaxonie, bo boję się, żeby mu się nie pogorszyło.
- Spokojnie, Jazmyn. Poczekaj - rzuciłam, idąc do łazienki. Otworzyłam szafkę z lekami i zaczęłam ją przeszukiwać - Mam paracetamol. Przyniosę ci go po prostu, okej? I nie będziesz musiała nigdzie wychodzić.
Usłyszałam, jak dziewczyna odetchnęła.
- Okej. Dzięki.
- Nie martw się. Zaraz będę - obiecałam, rozłączając się. Oprócz syropu wzięłam jeszcze aspirynę w tabletkach i saszetki do picia i spakowałam to wszystko do płóciennej torby.
- Wychodzę - poinformowałam, stając w progu salonu i jednocześnie zakładając trampki. Ojciec przeniósł na mnie wzrok, oderwawszy go od ekranu telewizora. Skinął milcząco głową.
Aktualnie był trzeźwy i normalnie chodził do pracy, co pewnie nie potrwa długo. W tych krótkich epizodach nigdy nie poruszaliśmy tematu tego, jak nas traktował, kiedy był pijany. Właściwie to w ogóle nie rozmawialiśmy. W przeciwnym wypadku wiedziałam, że bym wybuchła.