32 ★ let the light in

97 14 5
                                        

Justin

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Justin

Salę szpitalną spowijała cisza, przerywana jedynie monotonnym dźwiękiem monitorów. Siedziałem obok łóżka, a moje palce splatały się i rozplatały w nerwowym rytmie. Aparaty cicho pikały, przypominając o kruchym, ale wciąż obecnym życiu.

Od operacji minęły już trzy dni, a mama nadal nie otworzyła oczu.

Moje powieki były niesamowicie ciężkie, ale jeszcze się trzymałem, choć nie wiedziałem, jak długo dam radę tak pociągnąć. Wpatrywałem się w jej spokojną, niemal bezczynną twarz. Gdyby nie aparatura i delikatny ruch jej klatki piersiowej, mógłbym pomyśleć, że już jej nie ma. Myśl o tym doprowadzała mnie do szału. I tak cały czas towarzyszył mi strach, że lada moment jej serce znowu się zatrzyma. W tej chwili nic nie było pewne.

- Czy naprawdę nie było innego wyjścia? - zapytałem cicho mamę Melanie, która pochyliła się nad łóżkiem, delikatnie poprawiając poduszkę pod głową mamy.

Spojrzała na mnie i ze smutkiem pokręciła głową.

- To było jedyne, co mogliśmy zrobić. Wprowadzenie śpiączki farmakologicznej pomoże organizmowi się zregenerować. Gdyby nie to, nie uratowalibyśmy jej.

Westchnąłem ciężko, chowając twarz w dłoniach i poczułem dłoń kobiety na moich plecach, gdy stanęła obok.

- Najgorsze jest już za nią, Justin - powiedziała łagodnie, głaszcząc mnie po głowie - Najważniejsze, że nadal jest z nami. Teraz pozostaje tylko czekać, aż się wybudzi.

Uśmiechnęła się do mnie smutno. Wiedziałem, że robi wszystko, by podnieść mnie na duchu.

Pochyliła się, by pocałować mnie w czoło, co było dość zaskakujące, bo na ogół nie była najbardziej wylewną osobą, ale się nie opierałem. Potrzebowałem tej bliskości, choć i tak nic nie mogło zastąpić mi mamy.

Kobieta wyszła z pokoju, a ja odchyliłem się do tyłu w fotelu, czując już ból kręgosłupa i przymknąłem oczy. Promienie słońca wpadały przez okno, ujawniając wirujące w powietrzu drobinki kurzu. Miałem widok na zapełniony parking. Tkwiłem w tej ciszy, trzymając mamę za chłodną, bezwładną rękę.

Drzwi otworzyły się cicho, niemal bezszelestnie. Melanie weszła do środka, zamykając je za sobą. Widziałem troskę na jej twarzy, gdy stanęła obok mnie. Pod jej oczami były cienie z niewyspania, których nie zatuszował nawet makijaż.

- Co tu robisz tak wcześnie? - zapytałem, prostując się - Przecież siedziałaś ze mną wczoraj prawie do pierwszej. Mogłaś pospać trochę dłużej.

- Kto to mówi? - zaśmiała się cicho, ale nie ukryło to napięcia w jej głosie - Nie martw się o mnie, Justin... Sam nie śpisz wcale.

Wzruszyłem ramionami.

- Jeszcze jakoś daję radę.

Nie wyglądała na przekonaną. Wiedziałem, że się martwi. Od operacji byłem w domu tylko na kilka godzin się przespać. Poza tym cały czas siedziałem tutaj. Mama mogła obudzić się w każdej chwili, więc na zmianę z Jazmyn szliśmy do domu odświeżyć się i przebrać, ale tak naprawdę tylko ona wracała na noc spać. Dla mnie to wszystko zeszło na drugi plan.

reflections | justin bieberOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz