Justin i Melanie od dziecka byli najlepszymi przyjaciółmi. Znali siebie nawzajem lepiej, niż ktokolwiek inny, a ich przyjaźń była jedną z tych "od zawsze i na zawsze". Do momentu, gdy w jej miejsce wkroczyło uczucie o wiele silniejsze, którego nie m...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Melanie
W domu panowała całkowita cisza. Mój pokój, tak samo jak resztę mieszkania, spowijała ciemność. Jedynie blask księżyca padał na podłogę, rzucając na ściany blade światło. Nie potrzebowałam więcej. Mrok potęgował wrażenie tego charakterystycznego zawieszenia w czasie, które panowało tylko w nocy. Uwielbiałam ten spokój, choć nijak miał się on do plątaniny myśli, panującej teraz mojej głowie.
Podeszłam do biurka, starając się być jak najciszej i nie obudzić nikogo swoim krążeniem po pokoju. Dochodziła druga nad ranem, a ja, z wiadomych powodów, nie byłam w stanie zasnąć. Więc robiłam jedyne, co w tej chwili pozwalało mi nie oszaleć. Sprzątałam.
Poskładałam ubrania, które wisiały bezcelowo na oparciu krzesła i odłożyłam je do szafy. To samo zrobiłam z plecakiem, a podręczniki upchnęłam na jednej z półek zamykanego regału. Nie będą mi potrzebne przez najbliższe dwa miesiące. Starając się nie hałasować, wyciągnęłam pudełko pinezek, by przypiąć do ściany zdjęcie od Lauren.
Znalazło swoje miejsce wśród polaroidów, które wisiały nad moim łóżkiem. To pierwsze zdjęcie, na którym mnie nie było. Przymocowałam je do ściany, przelotnie spoglądając przy tym na dziesiątki innych wspomnień, uwiecznionych wokół. Minął ledwo dzień od zakończenia roku, a ja już tęskniłam za przyjaciółmi. Jedynym plusem szkoły było to, że wszyscy widywaliśmy się codziennie. W okresie wakacyjnym zawsze staraliśmy się spotykać tak często, jak tylko się dało, ale przez to, że każdy miał jakieś rodzinne wyjazdy, ciężko było się zgrać. Przynajmniej mieliśmy teraz przed sobą perspektywę wspólnego wyjazdu.
Odgarnęłam za ucho włosy, które opadały mi na twarz i rozejrzałam się po pokoju, aby sprawdzić, co jeszcze pozostało do ogarnięcia. Mój wzrok padł na półkę, zawieszoną nad biurkiem. Konkretniej na wazon, w którym nadal stały kwiaty od Justina. Już dawno straciły różowy kolor i, rzecz jasna, uschły całkowicie, ale nie chciałam ich wyrzucać. Zamierzałam zachować je ususzone na pamiątkę wieczoru, którego zmieniło się wszystko — choć i bez tego wspomnienie wzroku Justina, gdy wtedy na mnie patrzył, naszych splecionych dłoni, szumu fal i gwiazd wciąż tkwiło we mnie jak żywe.
Nie wyrzuciłam nawet liściku, który mi wtedy dał, mimo, że karteczka była cała zmięta. W świetle ostatnich wydarzeń było to raczej żałosne, biorąc pod uwagę, że ja i Justin nie byliśmy tak naprawdę niczym. Nigdy nie sądziłam, że będę należeć do osób, które pod wpływem zakochania się tracą rozsądek, a jednak. Tym bardziej absurdalne było, że powodem jest właśnie on – osoba, która zawsze była najbardziej stabilną i niezmienną częścią mojego życia. Ale już się z tym pogodziłam. Przestał być dla mnie tylko przyjacielem, z którym przeżyłam wszystkie najbardziej żenujące momenty. Teraz był po prostu chłopakiem, który zawrócił mi w głowie.
Pokój wyglądał porządniej, niż kiedykolwiek, nawet w półmroku. Z westchnieniem uznałam, że chyba pora iść spać, choć wiedziałam, że mimo zmęczenia, z zaśnięciem będzie ciężko. Podeszłam do szafy, żeby wziąć ciuchy do spania, ale nie mogłam się powstrzymać. Sięgnęłam do najwyższej z półek, gdzie Justin trzymał swoje rzeczy i wzięłam jedną z luźnych koszulek, którą często nosił, śpiąc u mnie.