XIII.

215 24 1
                                        

Minęło kilka dni, które nie były dla Jerana w najmniejszym stopniu wystarczające, aby przyzwyczaić się do powrotu Milo do pałacu. Po tamtej nocy, o której ani razu nie rozmawiali, a sam książę przez cały ten czas udawał, że niczego nie pamiętał, niewiele zmieniło się pomiędzy nimi... Jera wciąż wolał trzymać się na dystans, choć nie miał serca kazać Milo spędzać nocy pod drzwiami do jego komnat. Pozwolił mu więc spać w pokoju dziennym, na jednej z kanap. Mała Jera również sypiała tam razem z nim, a gepard, ku zaskoczeniu wszystkich, nie traktował jej ani jak zająca, ani ptaka, choć ewidentnie nie potrafił rozgryźć, czym była.

Poprzez uparte milczenie i wyparcie starał się zaakceptować obecność syna Everalda. Nie rozmawiali wiele, nawet jeśli Milo naprawdę nie odstępował go na krok... Nie pozwalał mu jednak przebywać w tym samym pomieszczeniu, gdy się kąpał i przebierał. Traktował go jak cień, którym Milo miał przecież być... Choć w jego sercu trwała nieustanna, niezwykle bolesna burza.

Choć książę przez większą część czasu ignorował jego obecność, Milo powoli oswajał się z tym, że naprawdę wrócił do stolicy. Do domu. Gdy nie był cieniem Jery, spędzał czas z siostrami, głównie z Heloise. Dzięki temu zbliżył się także do księżniczki Berkano, a jednocześnie zauważył, jak bardzo od rodzinny oddaliła się Emelisse.

Nocami często długo leżał na kanapie, wsłuchany w mruczenie małej Jery i oddech większego Jery. Zasypiał późno i wstawał wcześnie, tak bardzo niewyspany.

Tego dnia, jakiś czas po jego przyjeździe, Jera po raz pierwszy nie spała z nim – w nocy przeniosła się na posłanie geparda i to u jego boku, wtulona w ciepłe ciało, spędziła noc.

Książę jeszcze spał, gdy w komnatach pojawił się służący, który zaprosił Milo na rozmowę. Na rozmowę przed obliczem samego króla. Nie został zaprowadzony do sali tronowej, jak mógł się spodziewać, a do znajomej mu już, małej sali narad. Tym razem nie była jednak tak pusta, jak ostatnio – swoje miejsca przy stole zajmował nie tylko król oraz Everald, ale także lordowie sąsiednich prowincji. Pod jedną ze ścian, oparty i ze skrzyżowanymi na torsie ramionami, stał Rhys, a drzwi otworzył mu Raollin. Serce podeszło mu niemal do gardła i z trudem przełknął ślinę, ale w końcu wszedł głębiej i skłonił się przed królem.

– Wasza Wysokość...

Król obdarzył go krótkim spojrzeniem, zanim odchrząknął:

– Powiem to krótko i tylko raz – oznajmił swoim głębokim, nieco ochrypłym głosem. – Ożenisz się z moją córką.

Oczy Milo zrobiły się ogromne, gdy słowa króla dotarły do jego uszu. Miał ożenić się z Berkano? On?

– Panie... – zaczął, ale lord Everald odchrząknął i podniósł się.

– To prawdziwy zaszczyt, Milo – przerwał mu. – Nasza rodzina od lat towarzyszy władcom Derynii, ale... nikt nigdy nie dostąpił zaszczytu poślubienia królewskiej córki – dodał z dumą.

Czarnowłosy najpierw zbladł, a następnie niemal zzieleniał. Nie mógł poślubić Berkano. Nie mógł zrobić tego jej i sobie... I Jerze.

– Na pewno znajdzie się jakiś lepszy kandydat, Wasza Wysokość – spróbował po raz ostatni, ponownie spoglądając na króla.

Szare, chłodne oczy władcy wpatrywały się w niego przenikliwie, ale sam król nie zabrał głosu. Zgodnie ze swoimi słowami – nie zamierzał się powtarzać.

– Mówiłem wam, że się nie zgodzi – Rhys ośmielił się wtrącić, nadal stojąc pod ścianą w absolutnie pozbawionej etykiety pozie.

– Nikt nie udzielił ci głosu, Rhyssein – zrugał go jeden ze starców siedzących przy okrągłym stole, a młody kapitan zacisnął wargi w wąską linię.

Zapach malin [bxb]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz