XXII.

181 19 8
                                        

Jeran odprowadził kobiety wzrokiem, a kiedy obrócił się w kierunku Milo, ujrzał tylko jego nagie plecy i pośladki. Poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła, i momentalnie zrobił się czerwony na twarzy, prędko odwracając wzrok. Usłyszał, że brunet wchodzi do wody i dopiero po chwili sam zdecydował się rozebrać, zaczynając od koszuli. Kiedy już pozbył się ostatniego elementu garderoby, bardzo sprawnie wszedł do wanny i aż odetchnął z ulgą, kiedy zanurzył się w chłodnej wodzie po samą szyję.

Pozwolił swojemu ciału rozluźnić się całkowicie i położył tył głowy na wodzie. Gdy otworzył oczy, napotkał sufit łazienki, który był równie przepiękny. Maleńkie, turkusowo-złote kafelki układały się w skomplikowane mozaiki, jakich nigdy nie byłby w stanie odtworzyć z pamięci.

– Mógłbym tutaj zasnąć – wyznał, zanim zerknął na Milo i zorientował się, że mężczyzna wpatrywał się w niego w milczeniu.

Brunet nie odezwał się, bo choć słowa same cisnęły mu się na usta, to miał wrażenie, że żadne z nich nie było właściwe. Po prostu... patrzył na niego, nie mogąc oderwać wzroku. Przyłapany, w końcu odwrócił wzrok.

– Ja mógłbym tutaj zostać – odpowiedział mu, zanim sam spróbował się rozluźnić.

Jeran powoli się wyprostował, po czym podpłynął w stronę okien, aby przez nie wyjrzeć.

– Nie miałem pojęcia, że można tak żyć – przyznał cicho.

– Jest zupełnie inaczej niż w Tristram, prawda? – Mruknął Milo, a po chwili i on podpłynął w stronę ogromnych okien.

Książę oparł się przedramionami o kamienny parapet, obserwując zapierający dech w piersiach krajobraz. Krzywa linia brzegowa w dole wzgórza, klify i spokojna, błękitna woda zatoki... Delikatny wiatr poruszał zasłonkami ponad ich głowami i choć woda w basenie była chłodna, to rozgrzane ciało Jery akceptowało tę temperaturę.

– Zawsze myślałem, że nigdzie nie żyje się lepiej niż w Derynii, ale... – zawiesił wymownie głos, zanim westchnął ciężko. – Byłem bardzo głupi. Wydawało mi się, że wiem wszystko, naprawdę bardzo dużo, a jednak okazuje się, że... Nie wiem nic. Przy tobie jestem jak nieporadne dziecko, które nigdy nic nie widziało.

Słuchając go, Milo powoli coraz bardziej się do niego przybliżał, aż w końcu znalazł się na tyle blisko, by móc dotknąć jego nagiego ramienia.

– Pokażę ci to wszystko, co widziałem. I nauczę cię tego, czego sam się nauczyłem podczas mojej podróży – obiecał szeptem, lekko zaciskając palce na jego chudym ramieniu.

Jera drgnął nagle, czując jego dotyk, choć był przecież tak niemiłosiernie delikatny. Powoli podniósł wzrok na Milo, nie odwracając go jednak, a w jego oczach było widać coś jakby... Nadzieję.

– Obiecujesz? – Zapytał, patrząc mu prosto w oczy.

Milo kiwnął delikatnie głową.

– Przysięgam, Jera. Już nigdy cię nie zostawię. Nigdy się nie rozstaniemy – obiecał mu i niesiony uczuciem, nad którym nie potrafił zapanować, pochylił się i musnął wargami usta księcia.

Już nigdy cię nie zostawię.

Nigdy się nie rozstaniemy.

Jera naprawdę chciał wierzyć w te słowa. Chciał, by okazały się prawdziwe. Może był dziecinnie naiwny, myśląc w ten sposób, ale... Tego właśnie pragnął. A jeśli miał jeszcze jakieś wątpliwości, Milo rozwiał je wszystkie właśnie tym pocałunkiem.

Nie odepchnął go. Nawet nie spiął się tak, jak to miał w zwyczaju. W pierwszej chwili jedynie pozostał w bezruchu, aby w następnej sekundzie westchnąć głośno w usta czarnowłosego... I całkowicie się rozluźnić. Odwzajemnił pocałunek, unosząc dłoń, aby położyć ją na jego piersi.

Zapach malin [bxb]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz