XL.

99 11 1
                                        

W wiosce panowała już niemal idealna cisza, ale Milo i tak nie mógł spać. Razem z Jerą położyli się od razu, gdy tylko Nkosi ich zostawił, a czarnowłosy od tamtego momentu próbował usnąć... Bezskutecznie, pomimo tak ogromnego zmęczenia. W końcu westchnął głęboko i usiadł, przecierając twarz dłonią.

Książę leżał przy nim w bezruchu przez cały ten czas... Ale również nie mógł zasnąć. Obrócił się, aby na niego spojrzeć.

– Dlaczego nie śpisz? – Zapytał cicho, a w jego głosie nie było żadnych pretensji... Tylko troska.

Milo drgnął widocznie i od razu spojrzał na Jerę, zaskoczony tym, że chłopak również nie spał.

– Nie mogę zasnąć – wyznał cicho.

– Dlaczego? – Powtórzył Jera, również powoli siadając.

Czarnowłosy odwrócił wzrok, nie odpowiadając. Zgarbił się bardziej, zanim podciągnął kolana pod brodę i objął je ramionami.

– Martwię się. I jestem wściekły, że... że nie wróciłem po Milo.

Jeran odetchnął drżąco... A potem przysunął się do Milo i delikatnie dotknął jego ramienia.

– To nie twoja wina. Rhys... Rhys był ważniejszy.

– Oczywiście, że to moja wina – przerwał mu. – Jestem odpowiedzialny za was i... zawaliłem. Najpierw pozwoliłem Sulotom na to, by nas porwali, a teraz... jeśli Rhys umrze, to będzie moja wina – wyznał, a jego głos załamał się.

– Milo... – zaczął prosząco książę, zanim przekręcił się i wspiął się na jego kolana. Objął obiema dłońmi jego policzki. – Nic z tego nie jest twoją winą. Nie mieliśmy na to wpływu. Powinniśmy się cieszyć, że wszyscy jesteśmy cali, uciekliśmy i żyjemy. No, prawie wszyscy – dodał, zanim jego głos zatrząsł się niebezpiecznie. Sam nie mógł zasnąć, bo bez ustanku myślał o Rhysie... oraz Milo.

Minęła dłuższa chwila, zanim Milo powoli objął jego drobne ciało.

– Wybaczysz mi? – Zapytał ledwie słyszalnym szeptem.

– Nie ma takiej rzeczy, której bym ci nie wybaczył, Milo – odszepnął od razu Jera, choć jego głos załamał się wyraźnie.

Dopiero po usłyszeniu tych słów, Milo oparł swoje czoło o czoło księcia, powoli się uspokajając.

– Już niedługo dotrzemy na północ – obiecał.

Jeran potarł delikatnie czołem o czoło Milo, napawając się jego bliskością.

– Milo... – Zaczął po chwili ciszy. – A co potem?

– Chciałbym znać odpowiedź na to pytanie... Ale nie znam. Jeszcze.

– Na razie... Zostańmy tutaj – poprosił Jeran, głaszcząc jego policzek. – Rhys musi dojść do siebie. Nie możemy podróżować, póki nie wyzdrowieje.

– Myślę, że Nkosi pozwoli nam zostać – stwierdził Milo, uśmiechając się przy tym jednym kącikiem ust. – Zostaniemy tyle, ile będziemy musieli – obiecał.

Książę odsunął się odrobinę, aby na niego spojrzeć, i kiwnął głową. Czuł się znacznie spokojniejszy niż wtedy, gdy byli u Revny. Był już bowiem absolutnie pewien, że Eihwaz porzucił ich pościg na rzecz najemnika... A jego bezpowrotnie się pozbyli. No, Rhys się pozbył.

– Chodźmy spać – poprosił, powoli schodząc z jego kolan. – Pierwszy raz naprawdę możemy się wyspać.

Położyli się, tym razem o wiele bliżej niż wcześniej. Ostatecznie Milo przyległ przodem ciała do pleców księcia, obejmując to drobne ciało ramieniem.

Zapach malin [bxb]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz