XXIV.

158 17 0
                                        

Po drugiej stronie Wspólnej Zatoki, całą Derynię spowiła żałoba po zmarłym królu. Wieść o jego śmierci rozeszła się wręcz ekspresowo po całej krainie, sięgając jej najdalszych zakątków – od Wysp Południowych, aż po parską granicę, gdzie sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Pomimo tego, że zbiegłego księcia poszukiwano jedynie na terenie wschodnich prowincji, wszyscy Deryńczycy znali już nowy przydomek księcia Jerana – królobójcy.

Nastroje w stolicy były jeszcze bardziej nieciekawe, a zwłaszcza – w królewskim pałacu. Panował tam najprawdziwszy chaos. Lady Idalia została odsunięta od swoich obowiązków, a straż nie opuszczała jej na krok ze względu na możliwe powiązanie z zabójstwem króla. W obliczu braku władcy, w pałacu zjawili się wszyscy lordowie deryńskich prowincji, aby wesprzeć Everalda, dotychczas piastującego pozycję prawej ręki króla. Choć i jego lojalność mogła zostać zakwestionowana, w bardzo łatwy sposób uniknął losu swojej żony. Wystarczyło, że tylko i aż najzwyczajniej w świecie wyparł się Milo, będącego jego jedynym, niedoszłym dziedzicem.

Kiedy książę Eihwaz opuścił dom Elisarii, podążył śladem zbiegłego brata, jednak trop za nim urwał się bardzo szybko. Rozesłał więc wszystkich swoich ludzi po Brivinie i Oriaros, aby roznieśli oni wieści o poszukiwaniu księcia. Choć sam osobiście przetrząsnął większość pobliskich miast i terenów, jego poszukiwania spełzły na niczym. W końcu musiał wrócić do pałacu, aby przekazać wieści starszemu bratu.

Bardzo szybko wyczuł, że coś było nie w porządku, kiedy tylko przekroczył progi zamku. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia oraz zamęt, jaki w nim panował, niemal grobowa cisza wydała mu się dziwnie niepokojąca. Nie zdołał jednak rozejrzeć się na własną rękę – Raollin czekał na niego oraz Dagaza zaraz przed wejściem do królewskiego skrzydła, a potem zaprowadził ich prosto do Sali Lordów.

– Co to ma znaczyć?! – Huknął Eihwaz, gwałtownie wpadając do niewielkiego pomieszczenia. – Dlaczego nikt nie poinformował mnie wcześniej, że zwołana będzie Rada?

Zatrzymał się jednak tuż za drzwiami i zamrugał, zaskoczony, spostrzegając, że wszystkie miejsca przy stole były zajęte. Lordowie wszystkich jedenastu prowincji zgromadzili się pod jego nieobecność, a ostatnie miejsce, dwunaste, należące do króla, zajmował jego najstarszy brat. Hagal.

Lord Everald od razu podniósł się ze swojego miejsca – pierwszego po prawej stronie Hagala, i odchrząknął znacząco.

– O zwołaniu Rady zadecydowaliśmy, gdy byłeś poza pałacem, książę – oznajmił spokojnie, patrząc na Eihwaza uważnie. – Była to decyzja podszyta niepokojem o kraj i... książęcą rodzinę – wyjaśnił.

– Wydawało nam się, że odnalezienie królobójcy jest najważniejsze, ale... – wtrącił się jeden z lordów, lecz Everald mu przerwał:

– W tym momencie najważniejsze jest obsadzenie nowego króla na tronie.

Każdy z tu obecnych wiedział, jak ciężko było zbić Eihwaza z tropu... Jednak słysząc to, zimne, ostre niczym stal miecza oczy księcia otworzyły się szeroko.

– Słucham? – Zapytał prychnięciem, dopiero po kilku długich sekundach, kiedy już otrząsnął się z szoku. – Morderca króla panoszy się po naszych ziemiach, a wy...

– Nie możemy dłużej czekać – przerwał mu lord Myrin z Plemont, prowincji graniczącej całą swoją długością z Pars. – Sytuacja na granicy jest napięta. Jeszcze moment, a Parsowie spróbują wykorzystać nad nami przewagę.

– Czy to nie zbyt pochopna decyzja? – Odezwał się niepewnie Dagaz, do tej pory stojący bardziej z tyłu.

– Od miesięcy rozmawialiśmy z Jego Królewską Mością o jego potencjalnym następcy – odpowiedział mu lord Tannyl z prowincji Beigh, sąsiadującej z Briviną. Był częstym gościem na królewskim zamku i bliskim przyjacielem zmarłego króla. – Jesteśmy gotowi.

Zapach malin [bxb]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz