Nie mieli żadnego mydła, ale to nie miało dla księcia najmniejszego znaczenia. Liczyło się tylko to, że woda była czysta i mogli korzystać z niej bez ograniczeń. Milo wymył włosy księcia, a on moczył się jeszcze długo, po prostu dryfując na spokojnej rzece. Dopiero gdy ich skurczone żołądki znów o sobie przypomniały, wyszli z wody i ubrali się. Skierowali się w trasę powrotną do wioski bez pośpiechu, a po drodze zebrali nawet trochę owoców do toreb przy siodłach, aby odwdzięczyć się Umkhaya za gościnę.
– Milo, spójrz – zawołał w pewnym momencie Jeran, siedząc na grzbiecie Cadogana, gdy w oddali, pośród bardzo wysokiej trawy, dostrzegł dwa duże koty wygrzewające się na kamieniu... Dwa duże, nakrapiane koty.
Callisto bardzo szybko dogoniła ogiera, a oczy Milo otworzyły się szeroko, gdy dostrzegł zwierzęta.
– To gepardy? – Zapytał z niedowierzaniem, spoglądając krótko na Jerę, ale bardzo szybko powrócił spojrzeniem do kotów. – A co, jeżeli twój Milo znalazł tu... właśnie inne koty?
Już wcześniej widzieli w oddali odpoczywające lwy, ale Jeran nie spodziewał się, że gepardy również żyły właśnie tutaj... Choć przecież powinien. Nkosi oraz Umkhaya nazywali je "szybka śmierć", co miało odnosić się nie do tego, jak szybko zabijały, a do tego, z jaką łatwością potrafiły dopaść każdą ofiarę. Nie sądził jednak, że spotkają je naprawdę, a wraz ze słowami czarnowłosego pojawiła się w nim nadzieja, że może...
– Milo! – Zawołał, ile tylko miał sił w płucach. Szybko zszedł z końskiego grzbietu, aby złożyć obie dłonie przy ustach i krzyknąć jeszcze głośniej: – Milo!
Czarnowłosy od razu dołączył do Jery i również krzyknął, starając się przy tym zrobić to jak najgłośniej:
– Milo!
Jeran dostrzegł, jak jeden z wielkich kotów podnosi się na kamieniu. Drugi jedynie uniósł głowę, patrząc w ich kierunku... Aż w końcu ten pierwszy zaczął biec. Sadził susy przez wysoką trawę, biegnąc prosto w ich kierunku. W głowie Milo mógł pojawić się cień zwątpienia, że to wcale nie jego imiennik, że to zwierzę biegło w ich stronę, aby ich zaatakować.. Ale gdy książę padł na kolana, rozkładając ręce, już wiedział. Gepard wpadł w jego ramiona, wydając z siebie przy tym głośne miauknięcie, i przewrócił go przy tym, zupełnie nie przejmując się swoim rozmiarem oraz masą.
Ludzki Milo odetchnął głośno, z wyraźną ulgą, obserwując to czułe przywitanie. Zbliżył się do nich powoli i kucnął tuż obok, wyciągając rękę w stronę wielkiego kota.
– Witaj, Milo – powiedział z uśmiechem.
Jera próbował go przytulić, jednak gepard był w tak wielkiej euforii, że nie potrafił wytrzymać sekundy w miejscu. Ocierał się o wszystko – o jego dłonie, barki, ramiona, twarz, a także o ręce Milo. Minęła zaledwie doba od ich rozstania, co było nieporównywalne do zamknięcia w niewoli u Sulotów – ale zdarzyło się po raz kolejny, a koci Milo, pozostawiony na pastwę losu po drugiej stronie rzeki, musiał czuć się zwyczajnie porzucony. Książę czuł ogromne wzruszenie i jeszcze większą ulgę, wiedząc, że był cały i zdrowy.
– Przepraszam, Milo – wydusił, obejmując go. – Już nigdy więcej cię nie zostawię, przysięgam...
Ostatecznie ludzki Milo usiadł obok nich, głaszcząc geparda za każdym razem, gdy ten się do niego zbliżył.
– Poznałeś kogoś, Milo? – Zapytał z uśmiechem, podnosząc wzrok na drugiego geparda, trzymającego się od nich z daleka.
Zeskoczył już z kamienia i znalazł się trochę bliżej, jednak wciąż była to spora odległość. Koci Milo, kiedy nacieszył się ich obecnością, jakby rozumiejąc język swojego imiennika, spojrzał w kierunku drugiego osobnika i wydał z siebie wysoki, skrzeczący dźwięk... Taki, jak wówczas, gdy nawoływał Jerę z drugiego brzegu rzeki.
CZYTASZ
Zapach malin [bxb]
RomanceKwitnące królestwo Derynii nie ma sobie równych na Wspólnym Kontynencie. Po wieloletnich wojnach z Pars, nad oboma państwami nareszcie rozciąga się widmo pokoju. W deryńskim pałacu nic nie jest jednak takie, jak się wydaje. Nadchodzi czas, w którym...
![Zapach malin [bxb]](https://img.wattpad.com/cover/358888733-64-k428914.jpg)