Rozdział 10

1.5K 109 3
                                        

Czeka mnie we wtorek  wyjazd, więc niestety  w następnym tygodniu nie pojawi się rozdział.

Miłego czytania :) 

hasztag na twitterze: #denaro2

**

Reeva

Czy jestem zadowolona z tego, co zrobiłam?

Owszem.

Czy satysfakcjonuje mnie reakcja Vincenza?

Jak najbardziej.

Czy zamierzam zrobić coś podobnego?

Nic mnie nie powstrzyma.

Na razie jednak nie robię nic. Cieszę się ze swojego małego sukcesu, relaksuję przy winie, leżąc na leżaku przy basenie. Rozkoszuję się ciszą, gdy nagle słyszę trzask zbitego szkła. Podrywam się gwałtownie zupełnie tak, jak moje serce. Momentalnie robi mi się gorąco i słabo. Przed oczami widzę restaurację, pękające szyby oraz krzyczących ludzi. Rozglądam się w obawie, że ujrzę krew, martwe ciała oraz Maxima z dziurą w głowie, ale otaczają mnie jedynie ściany domu. Żadnych zwłok. Żadnej śmierci.

Niestety tracę dobry humor, a tym bardziej chęci na siedzenie tutaj. Tyle że w domu też nie mam co robić. Zostaję więc z dręczącymi mnie obrazami i lampką wina, na którą nie mam już ochoty.

*

Burza dotrze do Denver wieczorem. Towarzyszą jej silny wiatr oraz opady gradu nawet do pięciu centymetrów. Zalecamy zabezpieczyć okna. W wielu częściach miasta mogą wystąpić podtopienia.

Wzdycham, głaszcząc Honsu leżącego na moich kolanach. Z tych nudów włączyłam telewizor, ale nie ma na nim ciekawych programów. Sam sport i wiadomości, z których dowiaduję się o dzisiejszej burzy. Teraz już wiem, dlaczego pracownicy Vincenza sprzątają wokół domu i zabezpieczają cenne przedmioty. Honsu chyba też wyczuwa zbliżającą się burze. Zrobił się niespokojny, wszędzie za mną chodzi, a ogon ma tak napuszony, że można nim zamiatać podłogę. Mruczy, gdy przesuwam ręką po miękkiej sierści.

Jednak nagle zrywa się silny wiatr. W okno uderza gałąź i kot zrywa się do ucieczki. Rusza do schodów, przebiega między nogami mężczyzny i znika na drugi piętrze. Vincenzo odprowadza go wzrokiem, a ja w tym czasie zamykam klapę laptopa.

– Nie będzie kolejnego przedstawienia – oznajmiam, zniżając głos.

Spogląda najpierw na okno, o które uderzyła gałąź, pewnie szukając uszkodzeń. Nie ma ich, więc nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy. Nie spuszcza go, gdy siada naprzeciwko na drugim fotelu.

– Nie prosiłbym o to.

– Ale też byś nie narzekał.

– Nie – przyznaje.

Zakładam nogę na nogę i mrużę na niego oczy. Zwracam uwagę na kamizelkę. Jest nieco pomięta, bo nie dbałam o to, wrzucając ją do szuflady, ale jemu najwyraźniej też to nie przeszkadza. Cały dzień chodził dość niechlujnie.

– Załatwiłeś już sobie nowe kamizelki? – zagaduję.

– A ty nożyczki?

Marszczę czoło. Co ma na myśli?

– Kazałem je pochować, abyś znowu nie wywinęła podobnego numeru.

Parskam śmiechem.

– W takim razie schowaj też noże.

Uśmiecha się rozbawiony. A ja mówię poważnie. I chociaż nie planuję już niszczyć mu ubrań, jeśli moje plany uległyby zmianom, wzięłabym ten nóż kuchenny zastanawiając się tylko, czy wybrać ten z ząbkami, czy gładki.

Nieczysta Gra | 18+Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz