Rozdział 35

872 94 13
                                        


Reeva

– No i ja mu mówię, że takie teksty to nie do mnie – kontynuuje Val, ale zupełnie się na tym nie skupiam.

Znowu sprawdzam lokalizację Vincenza. Znacznik jest w innym miejscu, dokładniej w okolicach pola golfowego. Niecałą godzinę temu był w południowej części miasta, potem kilka dzielnic na północ. Pomimo że kropka ciągle zmienia lokalizację, nie jestem spokojna, bo nie mam pojęcia, co robi.

– Kurwa, Reeva, słuchasz mnie w ogóle? Dawaj ten telefon!

Nim zdołam zareagować, Val mi go wyrywa.

– Jeśli nie są to nagie fotki to... Oh... – Unosi brew, bierze solidny łyk wina i rzuca mi krótkie spojrzenie. – Więc go śledzisz.

Oddaje mi urządzenie. Ostatni raz zerkam na kropeczkę, ale nadal jest w tym samym miejscu, więc wyłączam telefon.

– Chciał tego – odpieram. – Nie prosiłam.

Uśmiecha się i wiem, co chodzi jej po głowie. Na szczęście nie mówi tego na głos, pozostawia to w domysłach i siedzący z nami Jovani wydaje się trochę zagubiony. Lepsze to niż gdyby miał słuchać sprośnych gadek Val. Nie tylko on spaliłby się ze wstydu. Co innego mówić o tym z nią, Vincenzem czy którymś z jego braci, a co innego gadać o takich rzeczach z własnym bratem. Na samą myśl, jakby to miało wyglądać, mam ochotę zapaść się pod ziemię.

– Ja też mam lokalizację swoich braci – wyznaje po chwili. – Nie zawsze. Głównie wtedy, gdy dzieje się coś poważnego.

– Czyli mam się martwić – wnioskuję.

– Nie to powiedziałam.

– Zasugerowałaś – stwierdzam. – Gdy dzieje się coś poważnego, udostępniacie sobie lokalizację. To właśnie powiedziałaś, a skoro Vincenzo zrobił to samo...

– Robimy to, by w ciężkich chwilach nie wyrywać sobie włosów z głowy, myśląc, gdzie jest każde z rodzeństwa – przerywa mi. – Ty jesteś bliska wyrywania sobie włosów z głowy – mówi z naciskiem. – Przyznaj, bardziej byś się martwiła, gdybyś nie wiedziała, gdzie jest.

Zaciskam wargi. Tak, wtedy byłabym bardziej zdenerwowana i może straciłabym trochę pukli z głowy. Cała ta sytuacja źle na mnie działa.

– Powiecie mi w ogóle, o co chodzi? – pyta Jovani. – Gadacie sobie, jakby mnie tu nie było, ale jestem i żądam wyjaśnień.

Val z uśmiechem unosi brew.

– Żądasz – powtarza powoli, wręcz akcentując to słowo. Potem patrzy mi w oczy. – Co można mu powiedzieć?

Zerkam to na nią to na niego.

– W zasadzie to wszystko – odpowiadam. – Vin kazał go wprowadzić.

– Czyli nie będzie ucieczki – stwierdza.

Kręcę głową.

Nie, nie będzie. Jovani już wdepnął w to bagno, został wchłonięty przez ten świat, a on nikogo nie wypuszcza ze swoich szponów. Jestem tego idealnym przykładem.

– No dobra, chyba nie jestem na tyle wstawiona, więc wyjaśnię. – Odstawia kieliszek na podłogę, a potem siada po turecku, jakby w ten sposób była bardziej przygotowana to tej rozmowy. – Straciliśmy właśnie sojusznika, wpływowego i pomocnego, a zbliża się wojna, zapewne krwawa.

– Więc on pojechał, bo...

– Na jego miejscu zbierałabym armię – wyjaśnia.

– To właśnie robi? – pytam.

Nieczysta Gra | 18+Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz