Vincenzo
Dawno nie miałem tak spokojnego snu, że to aż podejrzane. Nawet nie mam ochoty wstać jedynie wtulam się w poduszkę, a ręką sięgam na drugą stronę łóżka w poszukiwaniu Reevy. Niestety wyczuwam chłód i to sprawia, że otwieram oczy.
Dziewczyny nie ma w sypialni. Rzucam okiem w stronę łazienki, drzwi do niej są otwarte, ale jej tam nie ma. Zaniepokojony podnoszę się do siadu, a potem sięgam po telefon. Dochodzi dziesiąta, Reeva mogła już wstać, więc i ja to robię. Idzie mi to o wiele ciężej niż zwykle. Motywuje mnie jedynie chęć zobaczenia żony.
Rzeczywiście potrzebowałem snu, szkoda tylko, że nie obudziłem się przy Reevie. Ale nie szkodzi. Zaraz znajdę ją w kuchni, obejmę i pocałuję. Tak wiele ostatnio znosi, że to ja powinienem przygotować dla niej śniadanie.
Jednak wchodząc do kuchni, nie zastaję w niej nikogo. Salon też jest pusty, a cały dom jest pogrążony w ciszy. Zaglądam do każdego pomieszczenia, nawet na taras i okazuje się, że dziewczyny nigdzie nie ma. Ostatnim miejscem, w którym mogłaby być jest druga część domu i to tam idę. Może chciała mi dać przestrzeń? Albo nudziła się i poszła szukać towarzystwa?
Tyle że tutaj mieszka pies. Dobrze pamiętam, że Reeva się ich boi.
– Szukasz Lorenza? – pyta Val, która nagle wyłania się zza rogu. – Pojechał do szpitala. Wymieniliśmy się, bym się wyspała, ale i tak czuję się jak gówno.
– Była tu Reeva? – Sam zadaję pytanie.
Valerie mruży oczy, po czym kręci głową.
– Wróciłam prawie nad ranem. Nie widziałam jej.
Zaciskam wargi. To gdzie ona jest?
– Coś się stało?
Zatrzymuję się przed drzwiami.
– Pewnie gdzieś się zaszyła. Nie mów nic Jordanowi, nie chcę wzbudzać paniki.
– Nie ma jej? – pyta szeptem i podchodzi.
– Nie jest głupia, nie zniknęłaby od tak. Może poszła do stajni, idź tam – nakazuję.
Sam idę do gabinetu w nadziei, że niepotrzebnie panikuję i dziewczyna po prostu siedzi tam i na mnie czeka. Ale po otwarciu drzwi nie dostrzegam nikogo. Mam już wyjść, gdy na biurku zauważam kartkę, a na niej rozpoznaję pismo Reevy. To wystarcza, bym ciężko opadł na fotel.
Jeszcze wczoraj leżał na podłodze, teraz nawet zniszczony laptop znalazł miejsce na blacie, co świadczy, że ktoś tutaj był. A tylko Reeva mogłaby tu zajrzeć. I to zrobiła. Mało tego zostawiła list, którego treść na pewno mnie nie pocieszy. Spodziewam się, co w nim znajdę, a i tak go czytam.
Gdy to czytasz, wiesz już, że nie ma mnie w domu. Przepraszam. Naprawdę jest mi przykro, że przeze mnie spotkało was tyle złego. Nie chciałam być kolejnym problemem, ale nim jestem. Przeze mnie dzieją się złe rzeczy, a twoi bliscy na tym cierpią. Dziś to zrozumiałam. Widzę, jak ta sytuacja cię wykańcza, jak rodzina, którą trzymałeś razem, rozpada się z mojego powodu. Jestem niszczycielką rodzin, nawet swoją zniszczyłam. Powiedz Jovaniemu, że go kocham. Wszystkim to powiedz. I przeproś ich ode mnie. Gdybym oddała się w ręce Ruiza już wcześniej, nie straciłbyś cennych sojuszy ani ludzi. Zamierzam zakończyć tą wojnę, nim przerodzi się w rzeź. To na mnie im zależy. Ułatwię im to. Kocham cię, Vin, proszę, nie obwiniaj się. To tylko i wyłącznie moja wina.
Zgniatam kartkę, po czym rzucam ją w dal. Jak może sądzić, że to wszystko jest jej winą? Nie chciała tego. Została czyimś celem i nie miała nic do powiedzenia. Nie jej wina, że to się tyle ciągnie i każda kolejna osoba uważa ją za zagrożenie.
CZYTASZ
Nieczysta Gra | 18+
RomanceDrugi tom Niebezpiecznej Umowy. Złamane serce z czasem się zagoiło. Reeva zaczęła żyć życiem, które kiedyś obiecał jej Vincenzo i chociaż zapragnęła zostać u jego boku, pogodziła się z faktem, że ją odesłał. Dotrzymał umowy. Ona również. Pół roku sp...
