Rozdział 42

562 63 4
                                        


Vincenzo

Dawno nie miałem tak spokojnego snu, że to aż podejrzane. Nawet nie mam ochoty wstać jedynie wtulam się w poduszkę, a ręką sięgam na drugą stronę łóżka w poszukiwaniu Reevy. Niestety wyczuwam chłód i to sprawia, że otwieram oczy.

Dziewczyny nie ma w sypialni. Rzucam okiem w stronę łazienki, drzwi do niej są otwarte, ale jej tam nie ma. Zaniepokojony podnoszę się do siadu, a potem sięgam po telefon. Dochodzi dziesiąta, Reeva mogła już wstać, więc i ja to robię. Idzie mi to o wiele ciężej niż zwykle. Motywuje mnie jedynie chęć zobaczenia żony.

Rzeczywiście potrzebowałem snu, szkoda tylko, że nie obudziłem się przy Reevie. Ale nie szkodzi. Zaraz znajdę ją w kuchni, obejmę i pocałuję. Tak wiele ostatnio znosi, że to ja powinienem przygotować dla niej śniadanie.

Jednak wchodząc do kuchni, nie zastaję w niej nikogo. Salon też jest pusty, a cały dom jest pogrążony w ciszy. Zaglądam do każdego pomieszczenia, nawet na taras i okazuje się, że dziewczyny nigdzie nie ma. Ostatnim miejscem, w którym mogłaby być jest druga część domu i to tam idę. Może chciała mi dać przestrzeń? Albo nudziła się i poszła szukać towarzystwa?

Tyle że tutaj mieszka pies. Dobrze pamiętam, że Reeva się ich boi.

– Szukasz Lorenza? – pyta Val, która nagle wyłania się zza rogu. – Pojechał do szpitala. Wymieniliśmy się, bym się wyspała, ale i tak czuję się jak gówno.

– Była tu Reeva? – Sam zadaję pytanie.

Valerie mruży oczy, po czym kręci głową.

– Wróciłam prawie nad ranem. Nie widziałam jej.

Zaciskam wargi. To gdzie ona jest?

– Coś się stało?

Zatrzymuję się przed drzwiami.

– Pewnie gdzieś się zaszyła. Nie mów nic Jordanowi, nie chcę wzbudzać paniki.

– Nie ma jej? – pyta szeptem i podchodzi.

– Nie jest głupia, nie zniknęłaby od tak. Może poszła do stajni, idź tam – nakazuję.

Sam idę do gabinetu w nadziei, że niepotrzebnie panikuję i dziewczyna po prostu siedzi tam i na mnie czeka. Ale po otwarciu drzwi nie dostrzegam nikogo. Mam już wyjść, gdy na biurku zauważam kartkę, a na niej rozpoznaję pismo Reevy. To wystarcza, bym ciężko opadł na fotel.

Jeszcze wczoraj leżał na podłodze, teraz nawet zniszczony laptop znalazł miejsce na blacie, co świadczy, że ktoś tutaj był. A tylko Reeva mogłaby tu zajrzeć. I to zrobiła. Mało tego zostawiła list, którego treść na pewno mnie nie pocieszy. Spodziewam się, co w nim znajdę, a i tak go czytam.

Gdy to czytasz, wiesz już, że nie ma mnie w domu. Przepraszam. Naprawdę jest mi przykro, że przeze mnie spotkało was tyle złego. Nie chciałam być kolejnym problemem, ale nim jestem. Przeze mnie dzieją się złe rzeczy, a twoi bliscy na tym cierpią. Dziś to zrozumiałam. Widzę, jak ta sytuacja cię wykańcza, jak rodzina, którą trzymałeś razem, rozpada się z mojego powodu. Jestem niszczycielką rodzin, nawet swoją zniszczyłam. Powiedz Jovaniemu, że go kocham. Wszystkim to powiedz. I przeproś ich ode mnie. Gdybym oddała się w ręce Ruiza już wcześniej, nie straciłbyś cennych sojuszy ani ludzi. Zamierzam zakończyć tą wojnę, nim przerodzi się w rzeź. To na mnie im zależy. Ułatwię im to. Kocham cię, Vin, proszę, nie obwiniaj się. To tylko i wyłącznie moja wina.

Zgniatam kartkę, po czym rzucam ją w dal. Jak może sądzić, że to wszystko jest jej winą? Nie chciała tego. Została czyimś celem i nie miała nic do powiedzenia. Nie jej wina, że to się tyle ciągnie i każda kolejna osoba uważa ją za zagrożenie.

Nieczysta Gra | 18+Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz