Rozdział 1

1.8K 116 28
                                        


Mam nadzieję, że przeczytaliście moją notatkę? Bardzo mi na tym zależy, by potem nie było nieporozumień.


6 miesięcy później

Vincenzo

Posiadanie emocji to jedna z trudniejszych rzeczy w życiu. W szczególności, gdy jest się kimś takim, jak ja i ma na głowie jedno wielkie gówno do ogarnięcia. Najgorzej jest skupić się na tym, by nie okazać tych emocji ani uczuć. Trzeba zachować zimną krew w każdej sytuacji. Nawet przy rozpierdalaniu czyjejś głowy o betonową ścianę.

Czaszka pęka, krew plami mur i przy okazji moją kamizelkę. Jest, kurwa, świeżo wyprana i już musi trafić do pralni po raz drugi. Nie dotykam plamy, by nie pogorszyć sytuacji, a następnie odsuwam się od leżącego u mych stóp ciała. Corrado przygląda się mi w milczeniu, po czym kiwa na swoich ludzi i ci zabierają się za wysprzątanie garażu. Wychodzę na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza. Kuzyn idzie w moje ślady. Chwilę później czuję lecący w moją stronę dym. Corrado kieruje w moją stronę paczkę papierosów, ale odmawiam, co rzadko się zdarza.

Ostatnie miesiące były prawdziwą męczarnią i próbą dla moich nerwów. Mało sypiam, choć wszyscy moi bliscy mówią mi, bym w końcu zrobił sobie chwilę przerwy. Pilnują moich spraw, pomagają w szukaniu ludzi Ruiza oraz poszerzaniu swoich wpływów w mieście. Ostatnio udało się pozyskać trzech gliniarzy, dzięki czemu niektóre dostawy trafiają do moich rąk bez problemu. Byłoby jeszcze miło, mając w garści jakiegoś prokuratora czy sędziego, ale na razie musi mi wystarczyć to, co mam.

– Co dalej? – pyta Corrado, przydeptując skręta butem. – Nie mamy dalszych tropów.

– Wiem przecież – odpieram niezadowolony, że mi o tym przypomina. – Wracamy do domu – decyduję i ruszam do czekającego za bramą samochodu.

Jensen na mój widok otwiera drzwi, czeka aż wraz z kuzynem siądziemy na tyłach, po czym zajmuje miejsce kierowcy i wyjeżdża na pustą drogę. Moi ludzie zostają, aby uprzątnąć miejsce i upozorować samobójstwo, choć może to być sporym wyzwaniem zważywszy na to, co zrobiłem.

Nie żałuję niczego. Żałowanie byłoby oznaką tego, że popełniłem błąd, a tego nie uczyniłem. Facet, którego imienia nie chciałem poznać, pracował dla Ruiza, a to wystarczający powód, by uznać go za zagrożenie i zabić. Nie mam litości dla tych, którzy żyją, aby zaszkodzić mojej rodzinie.

Całą drogę do domu odbywamy w ciszy. Pomijając rozmowy telefoniczne Corrado odnośnie obowiązków, jakie dla mnie pełni. Dobrze, że zajmuje się tym, czym powinien i nie bawi się w klubach tak, jak to robi Aris, byle nie brudzić sobie rąk. Twierdzi, że pilnuje mi interesów, ale doskonale wiem, że jest tam tylko po to, by zaciągać pracownice do loży Vipowskiej albo magazynku. Chyba czas mu przypomnieć, że moczenie kutasa w cipkach nie zalicza się do jego obowiązków.

W domu docieram późnym wieczorem. Wycieńczony ostatnimi dniami spędzonymi na brudzeniu sobie ciuchów czyjąś krwią, wdrapuję się po schodach na piętro. W budynku panuje cisza, dlatego nie spodziewam się zastać nikogo w mojej części, jednak w kuchni spotykam Valerie.

Patrzy na mnie z ukosa, zalewając kubek wrzątkiem.

– Dawno wróciłaś?

Odstawia czajnik na płytę, po czym wrzuca do wody saszetkę herbaty.

– Godzinę temu – wyjaśnia.

Kiwam lekko głową i zmierzam w stronę schodów. Słyszę za sobą głośne westchnienie kobiety.

Nieczysta Gra | 18+Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz