Rozdział 19

1.2K 101 8
                                        

Musicie mi wybaczyć brak maratonu, niestety nie napisałam wystarczającej ilości rozdziałów, by wyszło z tego coś konkretnego.

*


Reeva

Pewna część mnie ma nadzieję, że Vincenzo nie czeka za drzwiami, jednak po opuszczeniu toalety z westchnieniem odkrywam, że nadal czeka. Normalny facet miałby dość po pięciu minutach i tylko napisał wiadomość, że gdzieś idzie. Ale nie on. Stałby tu i wieczność, gdybym nie zamierzała wyjść, a w najgorszym razie wparował do pomieszczenia i mnie z niego zabrał.

– Zestarzałeś się, czekając – rzucam, by oderwał wzrok od telefonu.

Wtedy unosi wzrok, chowa urządzenie do kieszeni i nagle znajduje się tuż u mojego boku.

– Ładna ta szminka – komentuje zupełnie bez kontekstu.

Ignoruję tę uwagę. Albo komplement, sama nie wiem. W każdym razie na to nie odpowiadam i wkrótce słyszę ciche westchnienie nad głową.

– Val już jest, chodź zaprowadzę cię.

– A co? Nie trafię? – oburzam się.

– Obawiam, że zgubisz się w tłumie – odpiera i po umieszczeniu dłoni w dole moich pleców, prowadzi w stronę stolików.

Tam też znajduje się Valerie w towarzystwie bliźniaka. Widać, że Arisowi nie podoba się biel, z kolei Val wygląda w niej zniewalająco. Jej włosy idealnie wpasowują się w kreację, a uśmiech, jaki posyła mężczyznom mógłby zwalić ich z nóg albo wszystkich zagonić do jej łóżka, gdyby na to pozwoliła. Jest definicją seksapilu.

– Reeva! Czego się napijesz? Zgarnąłem całkiem niezłe wina i szampana – chwali się Aris, pokazując nieotwarte butelki na stoliku.

– Ona nic nie pije – odpowiada Vincenzo, czego teraz nie zignoruję.

Rzucam mu groźne spojrzenie.

– Zamknij się – mówię, po czym zwracam się do Arisa: – Napiję się wina.

Chłopak zerka na kuzyna, jakby czekał na zgodę lub też nie. Na całe szczęście Vincenzo nie reaguje, więc dostaję upragnioną lampkę czerwonego trunku.

– Niedługo wrócę. Gdyby coś się działo...

– Od razu damy ci znać – dokańcza za niego Val. – Możesz być spokojny, damy sobie radę.

Vincenzo nas opuszcza i w końcu czuję się nieco bardziej wolna. Valerie oraz Aris to zdecydowanie lepsze towarzystwo od nierozmownych ochroniarzy.

– Testujemy wszystkie? – Zbliżam się do stolika pełnego alkoholi.

– Mieszamy? – Aris w zamyśleniu marszczy brew.

– To zły pomysł – podsumowuje Val. – Ale w to wchodzę, o ile nikt z was nie padnie po godzinie.

– To wyzwanie? Jeśli tak, to przegrasz, Valuś, wszyscy w rodzinie wiedzą, że jestem zajebistym mikserem wszystkiego, co ma procenty. Nie wygracie.

Uśmiecham się. I na taką rozrywkę się piszę.

– Nie dam ci wygrać i nie mów do mnie Valuś – ostrzega go. – Jeszcze raz, a skopię ci dupę.

– Będę dopingować – wcinam się w ich wymianę zdań, a następnie sięgam po jedną z butelek. – Ale chodźcie z tym to ogrodu, tu jest za dużo ludzi, a ja nie zamierzam być główną atrakcją przyjęcia.

Wszyscy się z tym zgadzają i każdy bierze ze sobą butelki. Idziemy z nimi na zewnątrz, w ogrodzie jest znacznie mniej ludzi i udaje nam się znaleźć dogodne miejsce, skryte od głównej ścieżki. Siadam na ławce, nalewając do kieliszka wino. Muszę uważać, by nie zaplamić sukienki.

Nieczysta Gra | 18+Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz