Rozdział 36

1.1K 85 17
                                        

Ha! Nie spodziewaliście się mnie tak wcześnie XD

*


Vincenzo

Nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłem śniadanie wraz z rodziną. Zwykle jadam sam albo z Reevą, jednak doceniam dzisiejszy ranek spędzony z kuzynostwem.

No i bratem Reevy.

Siedzi cicho, więc łatwo go ignorować. Tak łatwo, że kiedy zerkam w bok, przypominam sobie o jego istnieniu. Nie lubię go. Pojawia się nagle i zamiast skupić się na zapewnieniu bezpieczeństwa żonie, myślę o tym, by nikt ze znajomych Jovaniego nie zaczął go szukać. Chłopak potrzebuje nowej tożsamości, historii, dokumentów, wszystkiego tak właściwie. Istnieje szansa, że po wszystkim będzie chciał odejść i będę musiał temu zapobiec. Lepiej trzymać go blisko, zamiast pozwolić mu na samowolkę i kontrolować każdy jego krok, by przypadkiem czegoś nie odjebał.

Z Reevą nie miałem takiego problemu. Ona chciała zostać, błagała o to i to ja postąpiłem jak idiota, odsyłając ją i nie mówiąc, że to część planu. Żałuję, że zachowałem to dla siebie i pozwoliłem jej wierzyć, że nie chcę jej w swoim życiu. Potrzebuję jej.

Gdy kładzie swoją drobną dłoń na stole, korzystam z okazji i ją chwytam. Splatam nasze palce i dziewczyna nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy. Ma cudowne oczy, uśmiechnięte, pełne miłości. Kurwa mać, jakim cudem ta wspaniała kobieta jest moją żoną?

– W porządku? – pyta cicho tak, bym tylko ja to usłyszał.

Ściskam jej dłoń i przytakuję. Na razie jest dobrze, choć to tylko kwestia czasu nim nadejdzie burza, która rozpierdoli nam życie. Muszę zapamiętać ten ranek, bo boję się, że drugi taki nigdy nie nadejdzie.

– Dzisiaj zaczynamy zbierać ludzi – oznajmiam, przerywając rozmowy.

Zapada cisza. Wszystkie oczy są skierowane na mnie, z kolei Reeva kciukiem masuje moją dłoń, dając mi wsparcie.

– Nie możemy czekać – kontynuuję. – Potrzebujemy ludzi, wojska, broni i amunicji. Dostaniecie listę rodzin, do których pojedziecie. Macie im przypomnieć o przysiędze, którą nam złożyli i uświadomić, że są żołnierzami.

– W takim razie podeślij listę, od razu zajmę się robotą – mówi Lorenzo, wstając od stołu.

– Weź kilku ludzi – radzę. – Od dziś nikt nie opuszcza domu bez obstawy, czy to zrozumiałe?

– Tak – odpowiadają zgodnie.

– To ja też się zmywam. – Aris także się podnosi. – Idę o zakład, że będę szybszy od Val.

Valerie prycha. Robi tę swoją minę walecznej, urażonej kobiety i już wiem, że przyjęła wyzwanie od brata.

– Nie ma chuja. – Wyciera usta serwetką i gdy wstaje, Aris jak dzieciak zaczyna uciekać.

No a Val go goni. Czasem wątpię w to, czy są dorośli i czy kiedyś dojrzeją. Choć nie wiem, czy chcę, aby przypominali Corrada albo Lorenza. Ta ich powaga nawet mi momentami przeszkadza.

– Jak dzieci – mamroczę z westchnieniem, a Reeva chichocze.

– Jak myślisz, kto wygra?

Spoglądam na nią.

– Serio chcesz się założyć? – Unoszę brew. – Znam ich całe życie. Skończy się remisem.

– Albo czyimś zwycięstwem.

Kręcę głową.

– No weź. Załóż się ze mną – nalega.

– Załóż się z bratem – mówię, znów przypominając sobie o jego istnieniu.

Nieczysta Gra | 18+Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz