Ha! Nie spodziewaliście się mnie tak wcześnie XD
*
Vincenzo
Nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłem śniadanie wraz z rodziną. Zwykle jadam sam albo z Reevą, jednak doceniam dzisiejszy ranek spędzony z kuzynostwem.
No i bratem Reevy.
Siedzi cicho, więc łatwo go ignorować. Tak łatwo, że kiedy zerkam w bok, przypominam sobie o jego istnieniu. Nie lubię go. Pojawia się nagle i zamiast skupić się na zapewnieniu bezpieczeństwa żonie, myślę o tym, by nikt ze znajomych Jovaniego nie zaczął go szukać. Chłopak potrzebuje nowej tożsamości, historii, dokumentów, wszystkiego tak właściwie. Istnieje szansa, że po wszystkim będzie chciał odejść i będę musiał temu zapobiec. Lepiej trzymać go blisko, zamiast pozwolić mu na samowolkę i kontrolować każdy jego krok, by przypadkiem czegoś nie odjebał.
Z Reevą nie miałem takiego problemu. Ona chciała zostać, błagała o to i to ja postąpiłem jak idiota, odsyłając ją i nie mówiąc, że to część planu. Żałuję, że zachowałem to dla siebie i pozwoliłem jej wierzyć, że nie chcę jej w swoim życiu. Potrzebuję jej.
Gdy kładzie swoją drobną dłoń na stole, korzystam z okazji i ją chwytam. Splatam nasze palce i dziewczyna nawiązuje ze mną kontakt wzrokowy. Ma cudowne oczy, uśmiechnięte, pełne miłości. Kurwa mać, jakim cudem ta wspaniała kobieta jest moją żoną?
– W porządku? – pyta cicho tak, bym tylko ja to usłyszał.
Ściskam jej dłoń i przytakuję. Na razie jest dobrze, choć to tylko kwestia czasu nim nadejdzie burza, która rozpierdoli nam życie. Muszę zapamiętać ten ranek, bo boję się, że drugi taki nigdy nie nadejdzie.
– Dzisiaj zaczynamy zbierać ludzi – oznajmiam, przerywając rozmowy.
Zapada cisza. Wszystkie oczy są skierowane na mnie, z kolei Reeva kciukiem masuje moją dłoń, dając mi wsparcie.
– Nie możemy czekać – kontynuuję. – Potrzebujemy ludzi, wojska, broni i amunicji. Dostaniecie listę rodzin, do których pojedziecie. Macie im przypomnieć o przysiędze, którą nam złożyli i uświadomić, że są żołnierzami.
– W takim razie podeślij listę, od razu zajmę się robotą – mówi Lorenzo, wstając od stołu.
– Weź kilku ludzi – radzę. – Od dziś nikt nie opuszcza domu bez obstawy, czy to zrozumiałe?
– Tak – odpowiadają zgodnie.
– To ja też się zmywam. – Aris także się podnosi. – Idę o zakład, że będę szybszy od Val.
Valerie prycha. Robi tę swoją minę walecznej, urażonej kobiety i już wiem, że przyjęła wyzwanie od brata.
– Nie ma chuja. – Wyciera usta serwetką i gdy wstaje, Aris jak dzieciak zaczyna uciekać.
No a Val go goni. Czasem wątpię w to, czy są dorośli i czy kiedyś dojrzeją. Choć nie wiem, czy chcę, aby przypominali Corrada albo Lorenza. Ta ich powaga nawet mi momentami przeszkadza.
– Jak dzieci – mamroczę z westchnieniem, a Reeva chichocze.
– Jak myślisz, kto wygra?
Spoglądam na nią.
– Serio chcesz się założyć? – Unoszę brew. – Znam ich całe życie. Skończy się remisem.
– Albo czyimś zwycięstwem.
Kręcę głową.
– No weź. Załóż się ze mną – nalega.
– Załóż się z bratem – mówię, znów przypominając sobie o jego istnieniu.
CZYTASZ
Nieczysta Gra | 18+
RomanceDrugi tom Niebezpiecznej Umowy. Złamane serce z czasem się zagoiło. Reeva zaczęła żyć życiem, które kiedyś obiecał jej Vincenzo i chociaż zapragnęła zostać u jego boku, pogodziła się z faktem, że ją odesłał. Dotrzymał umowy. Ona również. Pół roku sp...
