Rozdział 25

1.2K 93 6
                                        

Witam w kolejnym, chyba tylko weekendowym, maratonie. Raczej nie napiszę kilku rozdziałów jednego dnia, by codziennie publikować, ale postaram się mieć co tydzień min jeden rozdział.

─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ───


Reeva

Odbezpieczam broń, zabezpieczam. Wyjmuję magazynek, biorę inny i wymieniam. Znowu odbezpieczam i zabezpieczam. Powtarzam te czynności pod czujnym okiem Valerie, aż nabieram wprawy.

– To teraz spróbujemy strzelania w tarczę.

Podchodzi do panelu i po wciśnięciu przycisku tarcza, którą mam przed sobą rusza prawie na koniec toru.

– Na razie dziesięć jardów.

– A tak po ludzku? – Rzucam na nią okiem.

– Dziewięć metrów. Vincenzo tłumaczył ci, co jest na tarczy? Pokazywał broń?

– Uczył, jak się z nią obchodzić.

O całej reszcie zapomniał. Postawił na coś innego...

– Odłóż broń i spójrz na tarczę – poleca i to robię.

Vincenzo prosił, bym skupiła się na lekcjach, ale nie przez niego tak się angażuję. Chcę nauczyć się samoobrony, by nie liczyć na ratunek i móc samej się ocalić. Pragnę być niezależna w świecie, który tego ode mnie wymaga.

– Białe linie są dla ciebie podpowiedzią, gdzie celować. Najlepiej w głowę, bo nie założysz na czoło kamizelki kuloodpornej. Wtedy śmierć gwarantowana. Jeśli chcesz kogoś unieszkodliwisz, celuj w ramiona i nogi. Na pewien czas to spowolni napastnika. Gdy trafisz w pierś albo go zatrzymasz na kilka minut albo zabijesz.

– A jeśli ma kamizelkę?

– Wtedy ktoś się wkurwi. – Sięga po wiszące słuchawki i podaje mi jedne. – Zakładaj i strzelaj aż opróżnisz magazynek.

Zakrywam uszy, potem ustawiam się na wprost do tarczy, biorę broń i odblokowuję. Skupiam się na ciężarze pistoletu, na fakturze oraz świadomości, jak bardzo jest niebezpieczny. Mam w dłoni coś, z czego zginęło wiele osób i wielu zostało rannych. Już raz kogoś zraniłam. Prawie zabiłam i gdybym miała większe umiejętności, może trafiłabym celniej.

Biorę wdech. Wymierzam i długo się nie zastanawiam. Wypuszczając oddech uwalniam pocisk. Najpierw jeden. Robię po nim krótką przerwę, a później strzelam dalej. Przestaję dopiero, gdy nie mam naboi.

Szturchnięcie daje mi znak, że wystarczy, więc wyjmuję pusty magazynek i odkładam broń na blat. W jej ślady idą słuchawki.

– Zobaczmy bliżej.

Tarcza się zbliża, aż jest tuż przed moim nosem, cała podziurawiona.

– Twoja pierwsza kula tylko drasnęłaby napastnika. Kolejne są już lepsze, choć żadna nie trafiła w głowę. Nie jest źle. Któraś na pewno doprowadziłaby do wykrwawienia się, a reszta dałaby ci dość czasu na ucieczkę. Będziemy ćwiczyć celność. Myślę, że kilka dni na strzelnicy wystarczy, potem pójdziemy strzelać do puszek i w ruchome cele.

– A jakaś samoobrona? Mówiłaś też coś o nożach.

Uśmiech Valerie zdradza niecne plany.

– Z nożami sobie poczekaj. Widziałam ten wzrok Vincenza. Zgodził się na broń palną, ale z nożami może być różnie. I nauka trwa zdecydowanie dłużej. Trzeba mieć wprawę, aby nie pozbawić się palców.

Nieczysta Gra | 18+Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz