Rozdział 33

1.1K 100 9
                                        

Pisanie idzie mi ciut wolniej, bo piszę na boku inną książkę, którą niedługo będę tu publikować, ale też dlatego, że obecnie zbliżam się do momentu, kiedy trzeba ogarniać akcję pod zakończenie tej historii.

*


Reeva

Chcę, by Jovani poczuł się tutaj dobrze. Od Val wiem, że traktuje ten dom, jak więzienie, a to, że ona cały czas z nim przebywa, nie pomaga mu oswoić się z nową sytuacją. Mimo zapewnień, że nie jest więźniem, tak to odbiera.

Dlatego rano zapraszam brata na wspólne śniadanie, co nie było moim pomysłem, a Vincenza. Sam uznał, że powinnam wykorzystać ten czas i przy okazji nie będzie się martwił tym, że się nudzę, gdy on zajmuje ważnymi sprawami. Na ten moment nie chcę wiedzieć, co robi ani dokąd jeździ.

Słyszę zbliżające się kroki oraz tupot małych łapek. Najpierw w jadalni pojawia się Honsu, unosząc swój napuszony ogon, zaraz za nim idzie Jovani. Kot zdaje się go prowadzić, choć pewnie wyczuł jedzenie i liczy, że coś zgarnie ze stołu.

Uśmiecham się do brata, by poczuł się pewniej. Nie odwzajemnia go, jedynie rozgląda po pomieszczeniu swoim analizującym wzrokiem. Gdy on szuka potencjalnych zagrożeń, ja dostrzegam nowe ubranie. Są to luźne spodnie dresowe oraz biała koszulka.

– Któryś z braci dał ci ubrania? – pytam, by przerwać niezręczną ciszę.

– Valerie mi je dała. Mówiła coś, że Cristian nie będzie miał za złe, ale nie wiem, bo go nie spotkałem.

– Cristiana na razie nie ma i nie wiem, kiedy się pojawi. Jest dosyć... zajęty.

– Co tak właściwie robi?

Nie wiem, czy mogę o tym mówić i wolę ominąć temat zanim powiem coś, czego nie powinnam.

– Ma swoje sprawy – zbywam go. – Siadaj, zanim Honsu dobierze się do jedzenia.

Zapraszam brata do stołu.

– W sensie, że kot?

Przytakuję.

Jovani zajmuje miejsce naprzeciwko tam, gdzie ustawiłam talerz. To w sumie jedyne, co dziś zrobiłam, bo kiedy Vincenzo zarzucił pomysłem o śniadaniu uznał też, że załatwi swojego kucharza. Facet przyjechał z samego rana ze swoim pomocnikiem i rozgościł się w kuchni, jakby należała do niego. Nie wchodziłam im w drogę. Poczekałam aż skończą pracę i dopiero wtedy ustawiłam naczynia. Z początku nie byłam przekonana do tego, by ktoś mnie wyręczył, jednak teraz przynajmniej mam z czego wybierać i śniadanie nie skończy się na jajecznicy z kromką chleba.

– Honsu liczy na dodatkową porcję. Pewnie zaraz wskoczy na stół.

Ewentualnie ugryzie kogoś w kostkę albo wbije pazury w łydkę, chcąc zwrócić na siebie uwagę.

– Zawsze chciałaś mieć kota – przypomina sobie. – Łapałaś każdego dachowca z ulicy, co irytowało mamę.

Wspomnienie wywierca dziurę w mojej piersi i dobry humor, jaki miałam rano, zaczyna znikać. Nie chcę zniszczyć sobie dnia żałobą. Nie taką, podczas której chodzi się ubranym na czarno, nie wychodzi z domu i z reguły opłakuje zmarłą osobę. Wypłakałam już dość i nie chcę ponownie tego przechodzić.

– Honsu też jest z ulicy.

– I on pozwolił ci go zabrać? – Unosi brew. – Nie wygląda na takiego, który chciałby w czystym domu takie zwierzę.

Akcentuje, że dom jest czysty i wcale nie chodzi tu o zmytą podłogę, czy starte kurze. W większości pomieszczeń nie widać elementów, które świadczyłyby, że ktoś tutaj mieszka. Każdy przedmiot zawsze stoi na swoim miejscu, z kolei osobiste przedmioty nie leżą na widoku. Wyjątkiem jest moja sypialnia, a także pokój Vincenza. Z tą jednak różnicą, że Vin nie wykorzystuje fotela jako składzik na ciuchy.

Nieczysta Gra | 18+Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz