Rozdział 39

515 62 6
                                        

Reeva

– Wszyscy źle skończymy – mówi Lorenzo. – Tracimy ludzi i sojuszników. Odejście Nikolevy mocno nas osłabiło.

Bardzo powoli, zważając na każdy krok, schodzę po schodach, a potem przysiadam na stopniu tak, by lepiej słyszeć rozmowę, ale jednocześnie nie być widoczną.

– Radziliśmy sobie bez niego – zauważa Vincenzo.

Głos ma ochrypnięty. Ostatnie godziny musiał mocno się wysilać, skoro teraz ledwie mówi.

– Wcześniej nie prowadziliśmy wojny.

– Twierdzisz, że to jej wina? – pyta ostro, mogłabym nawet stwierdzić, że teraz Vincenzo mierzy kuzyna wrogim spojrzeniem.

– Nie to mam na myśli – broni się Lorenzo. – Podziwiam to, że dla niej idziesz na wojnę. To dowód twoich uczuć, a tutaj niewiele się o nich mówi. Chodzi mi tylko o to, że w obecnej sytuacji powinniśmy zbierać wojsko, a nasze próby kończą się tym, że tracimy ludzi. Jeśli czegoś nie zrobimy...

– Więc wymyśl coś i przyjdź z propozycją – przerywa mu Vin. – Byle szybko, czas nas goni.

Oddalające się kroki świadczą, że ktoś opuścił kuchnie. Jest to Lorenzo, bo chwilę później w dole schodów pojawia się Vin. Unosi brew, gdy napotyka moje spojrzenie. Nie miał pojęcia, że tu siedzę i wszystko słyszę.

Nic nie mówi. Zaczyna się zbliżać i w końcu przysiada na schodku obok mnie, ciężko przy tym wzdychając.

– Dużo słyszałaś?

– Dość, by wiedzieć, że mamy problemy. Jest bardzo źle? – Rzucam mu zatroskane spojrzenie.

Widać po nim, że jest zmęczony. Ten dzień musiał być dla niego uciążliwy, a kolejne nie zapowiadają się lepiej.

– Nie przejmuj się. Nie stoimy na granicy przepaści.

– Jeszcze – szepczę.

Wtedy Vin oplata mnie ramieniem i przyciąga, aż opieram się o jego pierś. Czuję, jak mocno bije mu serce i jak głęboko oddycha. Wplata w to ziewanie, dlatego w końcu wstaję i podaję mu dłoń. Gdy się jej chwyta, prowadzę mężczyznę do sypialni, potem do łazienki, gdzie pomagam mu zdjąć ubrania.

– Jestem zmęczony – oznajmia.

– Umyję cię i wymasuję, jeśli pozwolisz. Ja też nie mam siły na nic więcej.

– Skoro chcesz. – Uśmiecha się leniwie, po czym chwyta dół mojej koszulki i ją unosi.

Wkrótce oboje jesteśmy nadzy, ciepła woda spływa po naszych ciałach, a moje dłonie błądzą po ramionach Vincenza. Podoba mu się to. Zamyka oczy i się tym rozkoszuje.

– Tylko nie zaśnij – szepczę.

W odpowiedzi unosi kąciki ust.

– Nie mógłbym wymarzyć sobie lepszego wieczoru.

Otwiera oczy i patrzy na mnie spod przymrużonych powiek. Potem się pochyla, obdarza usta czułym acz namiętnym pocałunkiem.

– Będzie ich jeszcze wiele – zapewniam.

– Mam nadzieję. – Układa dłonie na moich policzkach. – Chcę mieć cię już zawsze przy sobie. Zasypiać przy tobie i tak samo się budzić.

– I tak będzie. Chodź do łóżka.

– Z tobą pójdę nawet do piekła, moja piękna żono.

Uwielbiam, gdy nazywa mnie swoją żoną. Czuję się wtedy najważniejsza na świecie.

Nieczysta Gra | 18+Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz