Rozdział 28

1K 81 11
                                        

To na razie ostatni rozdział z tego maratonu, ale spokojnie, nie znikam na miesiąc XD Raczej na jakiś tydzień. Wszystko zależy od tego, kiedy skończę kolejny rozdział, ale myślę, że nawet szybko. Tak więc miłego czytania i do zobaczenia w następnym rozdziale!

◦◦,'°.✽✦✽.◦.✽✦✽.°',◦◦


Reeva

Nic nie wymyśliłam, a sobota już jutro. Wtajemniczanie Valerie nie wchodzi w grę, a podchody do Vincenza mi nie wyszły, bo na samą myśl o tym, co zamierzam zrobić się denerwuję. A on dostrzega, gdy coś mnie gryzie. Widzi każdą zmianę nastroju, dlatego od razu zacznie zadawać pytania i upewniać się, że wszystko jest w porządku. Nie mogę go okłamać, skoro sama oczekuję od niego szczerości.

Dlaczego muszę milczeć i chyba skończy się ucieczką z domu. Nic innego nie przychodzi mi do głowy, a tłumaczyć będę się potem.

Myśl, Reeva, myśl.

Takie dopingowanie sobie nie działa. Ilekroć się wysilam, mam pustkę, jakby czarna dziura pochłonęła wszelkie pomysły. Nie mam w sobie grama kreatywności. Muszę jakoś wymknąć się z domu, by Vincenzo nie dowiedział się, że mnie nie ma i jeszcze wsiąść do samochodu z Arisem i ominąć ochronę. Powrotem też się martwię. Wtedy też mogę zostać zauważona, nie tylko przez stróżujących ludzi, ale samego Vina. Nie ma mocnego snu. Zbudzi się, gdy usłyszy samochód, a potem moje kroki.

Czemu to musi być takie trudne do obejścia?

Z frustracji wypycham nogę ponad taflę i woda wychlapuje się poza basen. Chętnie bym do niej wskoczyła, gdyby nie to, że dostałam okresu.

Słysząc zbliżające się kroki, odwracam głowę. Spodziewam się Arisa, ale w pomieszczeniu pojawia się Vincenzo.

– Przyszedłeś mi dotrzymać towarzystwa?

Unosi kącik ust, potem kuca przy krawędzi basenu.

– Gdyby nie waliło tu tak chlorem, pewnie bym posiedział.

Rzeczywiście trochę go tu za dużo i długo tu nie zostanę.

– Więc mnie szukałeś i czegoś chcesz – zauważam. – O co chodzi?

– Mam pilną sprawę w Houston. Jeśli się tam nie pojawię, całe miasto spłonie.

Otwieram szeroko oczy. Mówi serio, czy to metafora?

– Mam się martwić?

– Nie – zaprzecza od razu. – Po prostu muszę załatwić to osobiście.

– Długo cię nie będzie?

Wyczuwam okazję, jednak próbuję to ukryć. Nie pokażę, że cieszę się, że wyjeżdża. Wystarczy mi tylko kilka godzin.

– Jadę jutro rano i jeśli wszystko dobrze pójdzie, przyjadę w niedzielę. W razie czego zawsze możesz zadzwonić. Znajdę czas dla żony.

– Nawet ratując miasto przed spaleniem?

– Nawet wtedy.

Dotyka moich włosów.

– Spędźmy resztę dnia razem.

– Bo znowu znikniesz nad ranem?

Nie ukrywam, że nie napawa mnie to radością. Lubię przy nim zasypiać, ale nie mam okazji się z nim budzić. Kiedy tak znika, jego strona łóżka zawsze jest zimna.

– Jutro mogę cię zbudzić – proponuje.

– Byle nie była to szósta rano albo wcześniej, bo nie będę kontaktować – uprzedzam go.

Nieczysta Gra | 18+Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz