XXXVI

27 6 0
                                        

Poszliśmy do sali tronowej, w której wszyscy już byli. Poza Thranduilem. No tak... Nie wiem kiedy tu wróce, a Luke w ogóle nie zamierza wracać. Pewnie chcą się pożegnać. Arwena rzuciła mi się w ramiona.

- Wracaj szybko. - powiedziała mi do ucha.

- Mam nadzieje, że się jeszcze rozmyślisz i jednak wrócisz. - powiedział Gimli do Luke'a.

- Wątpie. - odparł.

***

Gdy byliśmy już w StoryBroock, Sasza zmienił się w wilka i gdzieś pobiagł, a my skierowaliśmy się do kawiarenki "U Babci".
Ruby była wniebowzięta i od razu rzuciła się nam w ramiona.

- Żyjecie! Ekstra, bo Regina już działa mi na nerwy i jest nie do zniesienia.

- O wilku mowa... - wtrąciła Żaklina.

Do kawiarni weszła pani burmistrz.

- Co wy tu robicie?! - krzykneła na nasz widok.

- Stoimy, oddychamy, ro... - Luke zaczął wymieniać, ale Regina mu przerwała.

- Nie o to mi chodzi! Gdzie byliście?!

- Martwisz się o nas? Awww... Jakie to słodkie... - odpowiedział blondyn.

- Zamknij się! Bez was było tu dużo lepiej!

- Chyba tylko tobie. - odezwała się Ruby.

Nagle do knajpki wpadło z 10 facetów z karabinami maszynowymi. Przypominali... Komandosów? Albo FBI. Mierzyli we mnie, Luke'a, albo Regine.

- Ręce do góry! - krzyknął jeden z nich.

- Ha! Teraz ciebie zamkną! - powiedzał Luke z uśmiechem, zbliżajac się troszke do naszej burmistrz.

- Ty blondas, nie słyszałeś! - odezwał się ten sam koleś co poprzednio.

- Ja?? - zapytał zszokowany, ale zrobił to co powiedział facet. Na twarzy Reginy pojawił się ten jej wredzy uśmieszek wiedźmy. - Za co?

- My tylko wykonujemy rozkazy. - powiedział jakiś facet.

- Czyje? - zapytałem.

- Prezesa. - co?! Mojego ojca?! On w ogóle ma takie uprawnienia!?
Oczywiście Luke stawiał opór, ale faceci powalili go na ziemie i skuli.

- Twój ojciec wreszcie przejrzał na oczy. - skomentowała Regina, po tym jak kolesie wyprowadzili Luke'a.

Nie wytrzymałem i dałem jej w twarz. Nie. Nie żałuje tego, chętnie zrobił bym to jeszcze raz. Szybko wstała i wyszła trzymając się za krwawiący nos.

Ruby musiała zostać w pracy. Nie była z tego zadowolona i powstała kłutnia między nią, a jej babcią. Sasza był na "przyjacielskim spotkaniu" z Eveleen, więc tylko ja i Żaki postanowiliśmy coś z tym zrobić.

- Jak oni się tu dostali? - zapytała. - Myślałam, że nikt nie może tu wejść.

- Gold... Napewno maczał w tym palce.

Ustaliliśmy, że ona pójdzie do Golda i dowie się, dlaczego ci faceci znaleźli się tu, a ja pojade do Bostonu i pogadam z ojcem. To będzie najgorsza rozmowa w moim życiu...

#Żaklina

Troy pojechał do Bostonu, a ja ide w strone sklepu Golda. Na moje nieszczęście znowu spotkałam tego idiote, co się we mnie zakochał.

- To ty...

- Ja... A ty kim jesteś?

- Twoją miłością.

- Chciałbyś. Znalazłam innego. - nie kłamałam. Luke jest miliard tysięcy razy lepszy od niego. Pod każdym względem.

- Ale ja cię kocham!

- A ja nie! A teraz suń się. - odepchnełam go i poszłam dalej.

Czy on zawsze będzie mnie napadał!? Może go tu zostawie?... Nie, nie będe taka. On to chyba Czkawka. Stąd imie Szczerbi dla psa. Lubie Szczerbatka. On też jest okey, ale w tym świecie raczej nie.
Gold jak zawsze był w sklepie i przeglądał jakieś papiery.

- Co zrobiłeś!? - zapytałam na wejściu.

- Nie wiem, o co ci chodzi. - odpowiedział obojętnie.

- Podobno nikt nie może tu wejść.

- A, o to ci chodzi. Przyznaje się, ja to zrobiłem.

- Dlaczego?

- Bo miałem taką zachcianke. - odparł z uśmiechem.

- Skoro można tu wejść, to chyba można też opuścić miasto bez problemu. Tak? - zaczełam się obawiać. A co jeśli Troy'owi coś się stanie?

- Raczej tak. - ulżyło mi. Gdy już chciałam opuścić sklep, Gold znowu się odezwał.

- Przywróciłem też magię. - zatrzymałam się, ale nie odwróciłam się w jego strone. Po chwili otrząsnełam się i wyszłam.

#Troy

W drodze do Bostonu, rozmyślałem o moim spotkaniu z ojcem. Nie pamiętam kiedy się z nim ostatnio widziałem. To spotkanie raczej nie będzie należało do miłych...
Dojechałem do firmy, w której obecnie znajduje się mój ojciec. Przed jego biurem stali dwaj ochroniarze. Gdy chciałem wejść, zatrzymali mnie.

- Nie wolno. Prezes...

- To mój ojciec! - przepchnąłem się i wpadłem do pomieszczenia.
Za biurkiem siedział on.

- Jakim prawem!?! - krzyknąłem, gdy tylko przeszedłem przez próg.

- Dostałem awans. Takim prawem.

- Nie możesz zamykać moich kumpli!

- Moge.

- Dlaczego!?

- Ten blondas...

- Luke.

- Niech będzie. Nie lubie go i nie chce żebyś się z nim przyjaźnił.

- Nie mam pięciu lat! Nie możesz wybierać mi przyjaciół!

- Moge. A od następnego tygodnia będziesz mieszkać w Londynie przez najbliższy rok.

Nie odpowiedziałem mu. Opuściłem jego biuro z niekrytą złością. Jak on może mi to robić!? Nie. Nie może! Nie ważne co wymyśli, ani kim jest. Luke to mój przyjaciel i nic tego nie zmieni!

Skierowałem się do więzienia, w którym jest elfik. Po kilku minutach udało mi się wymusić wizyte. Wszedłem do sali, w której był Luke.

- Heja. - powiedział, kiedy mnie zobaczył. Dziwił mnie jego entuzjazm i uśmiech.

- Hej...

- Coś taki smutny?

- A ty wesoły?

- Omineła mnie rozprawa. - odpowiedział z uśmiechem. - Taraz ty.

- Ojciec chce mnie wysłać do Londynu na rok!

- Ja posiedze tu rok. To co? Za rok impreza? - co za debil...

- Ty idioto! Nic nie kumasz!?

- Kumam. Twój ojciec zrobił mi specjalne przesłuchanie. Osobiście. - powiedział bez uśmiechu, wstał i odszedł. Policjant go zabrał, a drugi wyprowadził mnie.

Once UponceOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz