Alarm to chyba najbardziej znienawidzony przez wszystkich dźwięk na świecie. Nie otwierając zmęczonych oczu, wyszukałam źródło hałasu i wyłączyłam je. Zaspana próbowałam przyzwyczaić wzrok do światła, które najwyraźniej zostawiłam zapalone. Kiedy wreszcie mi się to udało, wstałam i rozprostowałam wszystkie kręgi. Sen regeneruje ? Chyba nie mnie. Wyspana? Ani trochę. Zapaliłam telefon ponownie, aby zapoznać się z godziną - 20:17. Cholera, mam mało czasu.
W panice wybiegłam z sypialni, prawie wywalając się na zakręcie. Wparowałam do łazienki z czarnymi rurkami i białą koszulą w ręce. Podniosłam kosmetyczkę z białego krzesełka i otworzyłam ją. W pośpiechu wyciągnęłam wszystkie potrzebne kosmetyki do uzupełnienia i wyostrzenia mojego makijażu. Znasz to uczucie, gdy w głowie już układasz swoje alibi za spóźnienie ? Kiedy robisz wszystko tak gwałtownie, że tusz wypada ci z ręki? Spotykam się z tym prawie codziennie i stwierdzam, że to kolejna rzecz, która zniechęca mnie do wszystkiego.
Po podkreśleniu oczu czarną kreską, pogrubieniu rzęs i przyciemnieniu brwi, zabrałam się za strój. Nałożyłam na siebie górną część ubrania, która całkiem przypadkowo była prześwitująca, na skutek czego byłam zmuszona do założenia białego stanika. Na nogi włożyłam czarne spodnie, przylegające do moich nóg. Rolę obuwia pełniły tak jak najczęściej - czarne Nike. Na szyi zawiesiłam srebrny łańcuszek, którego wisiorek schował się pod kołnierzykiem białej koszuli. Kawałek metalu drażnił mój mostek swoim chłodem.
Z półki podniosłam szczoteczkę do zębów, którą następnie zwilżyłam i obłożyłam miętową pastą. Z wielką dokładnością umyłam zęby, co było prawie ostatnią czynnością do wykonania. Została już tylko generalna odzież w postaci kurtki.
Po ubraniu okrycia wierzchniego zabrałam kluczyki z podłogi i czym prędzej wyszłam z wieżowca.
Odpaliłam silnik, co chwila kontrolnie zerkając na zegarek. Zacisnęłam ręce na kierownicy i z piskiem opon wyjechałam z miejsca parkingowego. Dziś wyjątkowo nie miałam nastroju na słuchanie jakiejkolwiek płyty, więc do 'pracy' jechałam w ciszy, przerywanej czasem moim marudzeniem pod nosem. Pasy bezpieczeństwa także były tego dnia zupełnie nieistotne.
- No jedź! - wrzasnęłam drugi raz, gdy białe bmw z przodu nie ruszyło się nawet metr do przodu przez tak długi czas. Na maxa zdenerwowana przechyliłam się do tylnych siedzeń, aby wyciągnąć komórkę i poinformować o swoim prawdopodobnym spóźnieniu.
Pojazd w dalszym ciągu stał w miejscu. Nie mogąc dłużej wytrzymać nacisnęłam gaz i ruszyłam do przodu, chcąc wyminąć tego frajera. Po chwili jednak gwałtownie zahamowałam widząc, jak drzwi od drugiego samochodu otwierają się.
- Zwariował pan?! - otworzyłam szybę, zwracając się do kierowcy.
Drzwi wróciły na swoje miejsce, natomiast ciemna szyba drugiego samochodu zsunęła się, a moim oczom ukazała się kobieta - co pani robi ? - spytałam o wiele spokojniej. Brązowooka zaśmiała się i pokiwała głową. Gestem dłoni wskazała przede mnie, a ja momentalnie poczułam przyrost czerwonej barwy na moich policzkach.
- Myślę, że powinna pani trochę odpocząć - puściła mi oczko, posyłając sarkastyczny uśmiech. Przewróciłam oczami i zaczęłam nerwowo naciskać przycisk do zamknięcia okienka. Nieznajoma szatynka przyglądała mi się z rozbawieniem.
- Myślę, że powinna pani trochę odpocząć - powtórzyłam, przedrzeźniając młodą właścicielkę pojazdu.
Wzięłam głęboki oddech i ze spokojem wycofałam, następnie idealnie podjeżdżając pod ceglany budynek. Niezadowolona wysiadałam z czarnego range rovera, zabierając także swoją torebkę.
Na ekranie mojego telefonu widniała godzina 21:02, więc nie jest aż tak źle. Zgonię wszystko na uczelnię, powinno się udać. Wbiegłam do środka przez drugie wejście, dzięki któremu można z niego korzystać bez zbędnych zderzeń z pijanymi typami, uprzednio przyglądającymi ci się w klubie.
___________________________
CZYTASZ
(BAD)Cinderella x Camren ff
Fanfiction- Dlaczego jest tu taki burdel? -Niedawno wstałam, ciężka noc -Oh, Kopciuszku.. w takim razie po co tu jesteś? -Nie nazywaj mnie tak -Bo niby co mi zrobisz.. kopciuszku? Zdecydowanym krokiem podeszłam do zdezorientowanej szatynki. -Przekonasz się ...
