13

2.8K 166 26
                                        

-A tak w ogóle, to dokąd idziemy? - spytałam, gdy wyszliśmy ze szkoły i szliśmy przed siebie.

-Jak to dokąd? - odpowiedział, jakby miało być to oczywiste.

Wyszliśmy zza rogu i wskazał ręką na stojący tam McDonald. Zaśmiałam się, przypominając sobie naszą poprzednią wizytę tam.

-Ale jesteś nudny, drugi raz w to samo miejsce... - zażartowałam.

-Okej. - gwałtownie zmienił kierunek, obracając mnie również.

Kierowaliśmy się w innym kierunku, a słońce odbijało nam się od twarzy.

-Ale jestem głodna...

-Za późno, trzeba było nie marudzić! - skarcił mnie.

Ze zmarszczonymi brwiami stawiałam kolejne kroki, nie wiedząc dokąd.

Szliśmy obok siebie, tak że nasze ręce co jakiś czas obijały się o siebie. Nikt tego nie komentował, ale było można wyczuć napięcie między nami, ale nie nazwałabym tego niezręcznym. Po paru minutach wędrówki w ciszy, zapytałam, dokąd idziemy.

-Zobaczysz. - usłyszałam tylko.

-Powiedz!!! - wypowiedziałam zirytowana. - Powiedz, powiedz, powiedz!

- Ale słodko się denerwujesz. Nie powiem.

Zirytowałam się jeszcze mocniej, o ile to w ogóle możliwe i przyspieszyłam nieco kroku. Od razu mnie dogonił i dźgnął palcem wskazującym w bok. Odskoczyłam lekko, nie spodziewając się tego.

-Jak ty to robisz, że jesteś taki wkurzający? - spytałam z szyderczym uśmiechem.

-Oj, nie udawaj, że ci się to nie podoba. - powiedział z pewnością siebie.

-Skoro ty ciągniesz mnie w jakieś miejsce, pewnie w celu zrobienia mi krzywdy, to chyba ja podobam się tobie. - odparłam zalotnie.

Nic nie odpowiedział, po czym udałam i z przykrością w głosie, dodałam:

-A nie, czekaj, jesteś w najbardziej toksycznym związku o jakim kiedykolwiek słyszałam. Twoja dziewczyna na pewno byłaby zazdrosna.

Posłał mi udawany uśmiech i podniósł w górę środkowy palec.

-Wygrałam. - skwitowałam.

Pokręcił ze śmiechem głową i rozejrzał się.

-Skręcamy tutaj.

Droga, na którą weszliśmy była z czarnego żwiru. Bardzo kojarzyła się mi się z latem, kiedy jeździłam w dzieciństwie na działkę nad jeziorem. Minęliśmy jakieś drzewka i weszliśmy w mały lasek. zauważyłam parę metrów przed nami mamy stawek, wokół którego rosły wysokie drzewa. Było tam miejsce na ognisko, ławeczki i wydeptana trawa. Wyglądało to na często odwiedzane miejsce.

Shawn stanął na pniu drzewa i rozłożył ręce szeroko.

-Często tu bywasz?

-Nie tak często jak miałbym na to ochotę, bo przychodzi tu dużo ludzi. - powiedział, siadając na ławce. - Ale jak już jestem tu sam, jest idealnie. Często tu komponuje i myślę.

-A dlaczego mnie tu przeprowadziłeś? - dociekałam.

-Bo nie chciałaś iść drugi raz w to samo miejsce, zapomniałaś? - zaśmiał się.

Dotknęłam swojego czoła, udając, że właśnie sobie o tym przypomniałam. Zapatrzyłam się przed siebie, podziwiając widok, bo naprawdę było tu pięknie.

-Jak czujesz się z tym, że to koniec naszych prób? - spytałam.

-A jak ty się czujesz z tym, że w dniu apelu mieliśmy zakończyć znajomość, a jakoś siedzimy tu teraz razem?

Uśmiechnęłam się i musiałam chwilę zastanowić się, nad błyskotliwą odpowiedzią. Miał on jednak rację, chociaż teraz wcale nie miałam ochoty na zakończenie naszej relacji. Poznałam go trochę bliżej i już nie oceniam go przez pryzmat sławy.

-A ty? - spytałam ze śmiechem, ale tak naprawdę pytałam poważnie.

Pokręcił głową i zmarszczył lekko nos, po czym zaśmiał się. Też to zrobiłam i wstałam, aby podejść bliżej wody. Była całkiem przejrzysta, choć dna nie byłam w stanie zauważyć.

Usłyszałam za plecami jak Mendes zrywa się z ławki i biegnie w moją stronę więc, gwałtownie odwracam się. Ledwo zdążył zahamować, przez co wpadł we mnie i razem prawie wpadliśmy do wody. Mocno złapałam się jego rękawa, a on szybko przyciągnął mnie do siebie, dzięki czemu uniknęliśmy upadku. Stałam bardzo blisko niego, więc spojrzałam mu głęboko w oczy i rzekłam:

-jesteś idiotą.

Zaśmiał się głośno, a ja odsunęłam się i poszłam przed siebie.

-Gdzie idziesz? - spytał.

-Chodź, wracamy. - zaproponowałam.

*

Wieczorem, kiedy już wykąpałam się i leżałam w łóżku z zeszytem z biologii, myślałam o tym, że trochę się u mnie pozmieniało przez ostatni miesiąc. W chwili obecnej nie wiem, czy są to zmiany na lepsze czy gorsze, ale jakieś na pewno.

Usłyszałam pukanie do mojego pokoju.

-Proszę.

W drzwiach stał mój tata, który uśmiechnął się do mnie serdecznie. Zauważyłam, że na nogach ma ubrane buty, czego nigdy nie robi, będąc w domu.

-Coś się stało? - zapytałam.

-Nie. - powiedział z lekkim zawahaniem. - Ale muszę na chwilę wyjść.

-Coś z pracy? - dociekałam.

-Tak, właśnie. - uśmiechnął się. - Nie czekaj na mnie, dobranoc kochanie.

-Uważaj na siebie. - powiedziałam na pożegnanie.

Zamknął za sobą drzwi, a ja wróciłam do uczenia się biologii. Udało mi się wyłączyć myślenie o niepotrzebnych rzeczach i skupić się tylko i wyłącznie na nauce.




Therapy | shawn mendes fanfiction ffOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz