-A tak w ogóle, to dokąd idziemy? - spytałam, gdy wyszliśmy ze szkoły i szliśmy przed siebie.
-Jak to dokąd? - odpowiedział, jakby miało być to oczywiste.
Wyszliśmy zza rogu i wskazał ręką na stojący tam McDonald. Zaśmiałam się, przypominając sobie naszą poprzednią wizytę tam.
-Ale jesteś nudny, drugi raz w to samo miejsce... - zażartowałam.
-Okej. - gwałtownie zmienił kierunek, obracając mnie również.
Kierowaliśmy się w innym kierunku, a słońce odbijało nam się od twarzy.
-Ale jestem głodna...
-Za późno, trzeba było nie marudzić! - skarcił mnie.
Ze zmarszczonymi brwiami stawiałam kolejne kroki, nie wiedząc dokąd.
Szliśmy obok siebie, tak że nasze ręce co jakiś czas obijały się o siebie. Nikt tego nie komentował, ale było można wyczuć napięcie między nami, ale nie nazwałabym tego niezręcznym. Po paru minutach wędrówki w ciszy, zapytałam, dokąd idziemy.
-Zobaczysz. - usłyszałam tylko.
-Powiedz!!! - wypowiedziałam zirytowana. - Powiedz, powiedz, powiedz!
- Ale słodko się denerwujesz. Nie powiem.
Zirytowałam się jeszcze mocniej, o ile to w ogóle możliwe i przyspieszyłam nieco kroku. Od razu mnie dogonił i dźgnął palcem wskazującym w bok. Odskoczyłam lekko, nie spodziewając się tego.
-Jak ty to robisz, że jesteś taki wkurzający? - spytałam z szyderczym uśmiechem.
-Oj, nie udawaj, że ci się to nie podoba. - powiedział z pewnością siebie.
-Skoro ty ciągniesz mnie w jakieś miejsce, pewnie w celu zrobienia mi krzywdy, to chyba ja podobam się tobie. - odparłam zalotnie.
Nic nie odpowiedział, po czym udałam i z przykrością w głosie, dodałam:
-A nie, czekaj, jesteś w najbardziej toksycznym związku o jakim kiedykolwiek słyszałam. Twoja dziewczyna na pewno byłaby zazdrosna.
Posłał mi udawany uśmiech i podniósł w górę środkowy palec.
-Wygrałam. - skwitowałam.
Pokręcił ze śmiechem głową i rozejrzał się.
-Skręcamy tutaj.
Droga, na którą weszliśmy była z czarnego żwiru. Bardzo kojarzyła się mi się z latem, kiedy jeździłam w dzieciństwie na działkę nad jeziorem. Minęliśmy jakieś drzewka i weszliśmy w mały lasek. zauważyłam parę metrów przed nami mamy stawek, wokół którego rosły wysokie drzewa. Było tam miejsce na ognisko, ławeczki i wydeptana trawa. Wyglądało to na często odwiedzane miejsce.
Shawn stanął na pniu drzewa i rozłożył ręce szeroko.
-Często tu bywasz?
-Nie tak często jak miałbym na to ochotę, bo przychodzi tu dużo ludzi. - powiedział, siadając na ławce. - Ale jak już jestem tu sam, jest idealnie. Często tu komponuje i myślę.
-A dlaczego mnie tu przeprowadziłeś? - dociekałam.
-Bo nie chciałaś iść drugi raz w to samo miejsce, zapomniałaś? - zaśmiał się.
Dotknęłam swojego czoła, udając, że właśnie sobie o tym przypomniałam. Zapatrzyłam się przed siebie, podziwiając widok, bo naprawdę było tu pięknie.
-Jak czujesz się z tym, że to koniec naszych prób? - spytałam.
-A jak ty się czujesz z tym, że w dniu apelu mieliśmy zakończyć znajomość, a jakoś siedzimy tu teraz razem?
Uśmiechnęłam się i musiałam chwilę zastanowić się, nad błyskotliwą odpowiedzią. Miał on jednak rację, chociaż teraz wcale nie miałam ochoty na zakończenie naszej relacji. Poznałam go trochę bliżej i już nie oceniam go przez pryzmat sławy.
-A ty? - spytałam ze śmiechem, ale tak naprawdę pytałam poważnie.
Pokręcił głową i zmarszczył lekko nos, po czym zaśmiał się. Też to zrobiłam i wstałam, aby podejść bliżej wody. Była całkiem przejrzysta, choć dna nie byłam w stanie zauważyć.
Usłyszałam za plecami jak Mendes zrywa się z ławki i biegnie w moją stronę więc, gwałtownie odwracam się. Ledwo zdążył zahamować, przez co wpadł we mnie i razem prawie wpadliśmy do wody. Mocno złapałam się jego rękawa, a on szybko przyciągnął mnie do siebie, dzięki czemu uniknęliśmy upadku. Stałam bardzo blisko niego, więc spojrzałam mu głęboko w oczy i rzekłam:
-jesteś idiotą.
Zaśmiał się głośno, a ja odsunęłam się i poszłam przed siebie.
-Gdzie idziesz? - spytał.
-Chodź, wracamy. - zaproponowałam.
*
Wieczorem, kiedy już wykąpałam się i leżałam w łóżku z zeszytem z biologii, myślałam o tym, że trochę się u mnie pozmieniało przez ostatni miesiąc. W chwili obecnej nie wiem, czy są to zmiany na lepsze czy gorsze, ale jakieś na pewno.
Usłyszałam pukanie do mojego pokoju.
-Proszę.
W drzwiach stał mój tata, który uśmiechnął się do mnie serdecznie. Zauważyłam, że na nogach ma ubrane buty, czego nigdy nie robi, będąc w domu.
-Coś się stało? - zapytałam.
-Nie. - powiedział z lekkim zawahaniem. - Ale muszę na chwilę wyjść.
-Coś z pracy? - dociekałam.
-Tak, właśnie. - uśmiechnął się. - Nie czekaj na mnie, dobranoc kochanie.
-Uważaj na siebie. - powiedziałam na pożegnanie.
Zamknął za sobą drzwi, a ja wróciłam do uczenia się biologii. Udało mi się wyłączyć myślenie o niepotrzebnych rzeczach i skupić się tylko i wyłącznie na nauce.
CZYTASZ
Therapy | shawn mendes fanfiction ff
FanfictionObaj ukrywają wrażliwość pod warstwą sarkazmu, ironii i ciętego języka. Każde z nich ma problemy oraz zmartwienia, lecz nie obarczają nimi innych. Shawn pomimo młodego wieku jest sławnym pianistą, ale wszyscy podchodzą do niego z dystansem, ze wzglę...
