12

3K 178 80
                                        

Nie wiem czy powinnam stresować się dniem apelu tak bardzo jak właśnie to robię. Szykuję się do wyjścia, żegnając tatę, który idzie do pracy.

Mój tata ze względu na swoją chorobę nie mógłby pracować w normalnej pracy, ale jego dobry przyjaciel ma małą firmę, sprzedającą artykuły budowlane. Obsługuje on klientów, bo ma dobry kontakt z ludźmi i na dodatek lubi to robić. Bardzo cieszy mnie to, że może żyć normalnie pomimo choroby.

Wolałam się upewnić, że Mendes pamięta, że ma pojawić się w szkole wcześniej. Apel zaczyna się o dziesiątej, ale on ma być tam już o ósmej trzydzieści, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Ja również jadę tam wcześniej, chociaż cały czas zadaję sobie pytanie, po co właściwie to robię. Równie dobrze mogłabym przyjść na dziesiątą i pokazać się pani Dawson i przypomnieć, aby wpisała mnie na zajęcia na uniwersytecie. Tak już mam, że angażuje się w różne sprawy, i to często aż za bardzo.

Napisałam do niego wiadomość, żeby pamiętał, o której ma pojawić się w szkole. Widniało tam, że był aktywny osiem godzin temu. Zdenerwowałam się i miałam nadzieję, że nie oznacza to, że jeszcze śpi, tylko, że po prostu po wstaniu rano nie używa telefonu.

Wchodzę do szkoły i kieruje się na małą aulę, na której takie wydarzenia mają miejsce. W przejściu spotykam panią Dawson, po której widać, że jest zabiegana i zdenerwowana.

-Oh, Olivia! - usłyszałam od niej. - Dobrze, że jesteś. A Shawn...?

-Przekazałam mu, o której ma być, a dziś nic mi nie odpisał.

Przyłożyła dłoń do czoła i nerwowo rozejrzała się. Wyminęła mnie i gdzieś poszła. Weszłam na aulę i zobaczyłam ją bardzo ładnie i elegancko przystrojoną. Nie wyglądało to jak apel z okazji rozpoczęcia roku, a raczej jak jakiś bankiet w celu zbierania pieniądzy na cele charytatywne przez najbogatszych mieszkańców. Nad sceną wisiał wielki napis "Rok szkolny 2017/2018", a po bokach wisiały jakieś czarno - złote serpentyny.

Nauczycielka stanęła z rękami założonymi na biodrach i rozejrzała się.

-Pomóc w czymś pani?

Zastanawiła się przez chwilę. Spojrzała na mnie zirytowana i zapewne zestresowana całym wydarzeniem.

-Jedyne czego teraz tutaj potrzebuje to Mendes.

Wyjęłam telefon z kieszeni i zapewniłam, że postaram się go tu ściągnąć. Uśmiechnęła się lekko i pokiwała głową.

Po wykręceniu jego numeru jedyne co słyszałam to niekończący się sygnał, a na potem poczta głosowa. Próbowałam dodzwonić się do niego kilka razy, aż w końcu poddałam się. Jedyne co teraz mogę zrobić to czekać, aż z łaski swojej pojawi się tutaj.

Do występu zostało czterdzieści minut. Ludzie pewnie niedługo zaczną się schodzić, żeby zajmować miejsca. Sama usiadłam w ostatnim rzędzie, patrząc jak dyrektor i pani Dawson zabiegani załatwiają ostatnie sprawy, jakby było to wydarzenie na światową skalę.

Na salę weszła któraś z pierwszych klas, nie mam pojęcia o jakim profilu. Nauczycielka widząc ich, nerwowo wskazała ręką gdzie mają usiąść.

Kiedy do rozpoczęcia zostało pięć minut, cała szkoła była już na auli i czekała aż się zacznie. Patrzyłam na mój telefon, który wciąż milczał.

Zajęłam obok mnie cztery miejsca, dla Sue, Camerona, Johnsona i Meg. Wszyscy rozmawialiśmy, obstawiając powód, dla którego Mednes nie przyszedł.

-Być może jego warta kilka tysięcy koszula ma pognieciony kołnierzyk. - odezwał się Johnson.

-Albo skończył się jego dwudziestu cztero karatowy krem do twarzy i stwierdził, że nie wyjdzie z domu. - dodała Sue.

Therapy | shawn mendes fanfiction ffOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz