Ja: Czemu znowu nie ma cię w szkole?
Mendes: A czemu ciebie nie ma w moim domu?
Ja: BO JESTEM W SZKOLE IDIOTO
Minął zaledwie tydzień, od wieczora, w którym Mendes pojawił się w moim domu. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Codziennie spotykamy się i myślimy jak rozstrzygnąć jego problem. Wydaje mi się, że wymyśliliśmy już każdą możliwą opcję, ale żadna nie jest wystarczająco dobra bądź możliwa do realizacji.
Pierwsze co mu powiedziałam, to aby poleciał tam na jakiś czas i zbadał jak tam to u nich wygląda. Niestety, nie ma on ich adresu. Japonia to małe państwo, ale nie na tyle by polecieć tam z drugiego końca świata i modlić się, że spotka on swoich rodziców na ulicy. Dzwonił do nich milion razy, ale tylko po to, aby porozmawiać z Melisą i spytać jak się ma. Mówiła, że nie jest źle, ale tęskni za nim. Cały czas powtarzał, że coś wymyśli i znów będą razem.
Dużo myślałam o tej sytuacji, aż w końcu w głowie utkwił mi jeden, ostatni plan. Nie należał może do najmądrzejszych czy rozsądnych, ale innego wyjścia chyba nie mamy. Musiałam długo zastanowić się, zanim zdecydowałam mu się to powiedzieć.
Wychodząc ze szkoły zauważyłam Sue i Camerona. Gładziła ona jego rękę i miała smutną minę, tak jak zresztą on. Wyglądało to jakby pocieszała go lub przeprowadzali jakąś poważną rozmowę. Poczekałam chwilę w małej odległości, widząc jak zaczynają się żegnać. Cam poszedł w swoją stronę, a dziewczyna w swoją.
-Sue, czekaj!
Obróciła się i lekko uśmiechnęła.
-Coś się stało? - spytałam i zaczęłyśmy powoli iść przed siebie. - Cameron wyglądał nie najlepiej.
Machnęła ręką koło głowy i pokręciła głową.
-Marine zerwała z nim w dość chamski sposób, długa historia. - mówiła. - A ty idziesz do Shawna?
-Tak - uśmiechnęłam się, wracaj do tematu. - To Cameron jest teraz wolny...
-Przestań! - oburzyła się. - To mój przyjaciel, muszę go teraz pocieszyć.
- Wiem w jaki sposób... - oznajmiłam, unosząc brew. - zresztą, z tego co wiem, chyba i tak im się nie ukladało.
-Racja, od kilku miesięcy zgrzytało między nimi, on też myślał o zerwaniu, ale wyprzedziła go. Wiesz, byli razem prawie dwa lata, więc trochę dziwnie, kiedy zakończył się ten związek.
-Daje wam miesiąc. - rzuciłam.
-Tak jak ja tobie z panem Mendesem. - odgryzła się.
-Możemy się założyć, ale ja wygram, a ty definitywnie przegrasz. - mówiłam przekonująco.
-Oczywiście. - zaśmiała się i przytuliła mnie na pożegnanie, gdy doszłyśmy do skrzyżowania, gdzie skręcała. - Miłej wizyty w rezydencji Mendesów.
Wydałam z siebie "ha ha" i odwzajemniłam uścisk. Poszłam przed siebie, wkładając słuchawki w uszy.
Brama była otwarta i wiedziałam, że drzwi wejściowe też nie będą zakluczone. Nie wiem czy jest to bezpieczne, zważając na to, w jakiej wręcz willi on mieszka, ale jego to raczej nie obchodzi.
Nie mam zamiaru pukać do drzwi, więc po prostu wchodzę. Słyszę głośną muzykę i jakieś dźwięki dochodzące z kuchni. Kieruję się tam i widzę Shawna, stojącego do mnie tyłem i mieszającego coś na patelni. W powietrzu unosił się bardzo przyjemny zapach jedzenia. Miał ubrane szare dresy, czarną bluzkę i narzucony na to wszystko fartuch. Usiadłam na wysokim krześle przy blacie, starając się być cicho, lecz muzyka leci na tyle głośno, że i tak nic nie słyszał. Mogłabym być włamywaczem i wynieść jakieś cenne rzeczy, których w tym domu nie brakuje. Oparłam brodę o moją dłoń, powstrzymując śmiech, widząc jak podśpiewuje i w zabawny sposób porusza biodrami. W końcu głośno kaszlnęłam, aby w końcu mnie zauważył. Patelnia którą trzymał prawie wylądowała na ziemi, lecz udało mu się ją utrzymać. Złapał sie za klatkę piersiową, a na jego twarzy widać było wyraźny strach. Spojrzał na mnie, jakby chciał mnie zabić wzrokiem, a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu. Odłożył to co trzymał w ręku na blacie i położył ręce na biodra. Ściszył muzykę i zwrócił się ponownie w moją stronę.
-No nie mam wyjścia. - potrząsał głową i uśmiechał się. - Muszę cię zabić.
Udawał powagę i zaczął zmierzać w moim kierunku. Szybko zerwałam się z krzesła i zaczęłam uciekać przed nim. Stanęłam za kanapą i złapałam się oparcia. On stanął przed nią i obserwował mnie. Usiadł na kanapę na swoich kolanach i złapał mnie za nadgarstki. Jego twarz była blisko mojej i miał na niej wyraz zwycięstwa.
-Panie Mendes, to podchodzi pod molestowanie. - powiedziałam.
Już chciał się odgryźć, kiedy usłyszeliśmy z kuchni jak coś się przypala.
-Nie, nie, nie! - krzyknął i pobiegł szybko do kuchni.
Wróciłam na miejsce i obserwowałam co robi.
-Jezu szybciej, jestem głodna.
-Okej, to zrób coś sobie, ja teraz nie mogę, bo sam będę jadł. - mówił z powagą.
-Zjem twoje. - dałam mu znać.
Zaśmiał się i pokazał mi środkowy palec. Wyjął z szafki dwa talerze (kto by się tego spodziewał) i zaczął nakładać to co przyrządził.
-Ty dostajesz to spalone. - zaśmiał się.
Przewróciłam oczami i czekałam tylko aż da mi ten talerz. Gdy w końcu się doczekałam, chętnie spróbowałam dania, które wyglądało zachęcająco.
Było to zaskakująco dobre, patrząc na to, kto to przygotował.
-Nie chętnie to powiem, ale udało ci się.
Wzruszył ramionami, wiedząc, że nie kłamałam. Dumny z siebie usiadł na kanapie z talerzem na kolanach.
Gdy minęło trochę czasu, siedzieliśmy w salonie, w tle leciała spokojna, wolna muzyka. Dźwięk pianina rozbrzmiewał w całym domu, co pasowało do tego miejsca.
-Tęsknię za Melisą. - wyznał szczerze, mówiąc bardzo poważnie.
Również spoważniałam, bo wiedziałam, że nie jest to najlepszy powód do żartów. Co prawda - na początku dogryzałam mu trochę, ale aż sama źle czułam się z tym.
-Wiem. - pogładziłam go po ramieniu. - Naprawdę nie wiem co możemy zrobić.
Zabrałam rękę z jego, opierając się o kanapę. Spojrzał na mnie z wyrzutem i powiedział:
-Rób tak dalej. - wziął moją dłoń i położył znów na jego ramię.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-To bardzo mi pomaga skupić się na wymyślaniu nowych pomysłów. - wytłumaczył się, żartując.
Zaśmiałam się i kontynuowałam przejeżdżanie moimi palcami po jego ramieniu.
Zapatrzyłam się przed siebie i myślałam czy powiedzieć mu o moim głupim pomyślę. Wiedziałam, że on będzie za, ale to może dużo namieszać. Jak już mu to powiem, na pewno nie da za wygraną i zrobi wszystko, by się udało. Widziałam jednak jak się męczy, więc zaryzykowałam.
-Właściwie nie musisz więcej nad tym myśleć. - mówiłam. - Coś wymyśliłam.
Spojrzał na mnie zaintrygowany. Zamilkłam na chwilę, więc poganiał mnie.
-Moore, mów bo zrobię ci krzywdę.
Westchnęłam i przybliżyłam się trochę do niego.
-Możemy pozwać twoich rodziców.
-----------------------------
CZYTASZ
Therapy | shawn mendes fanfiction ff
FanfictionObaj ukrywają wrażliwość pod warstwą sarkazmu, ironii i ciętego języka. Każde z nich ma problemy oraz zmartwienia, lecz nie obarczają nimi innych. Shawn pomimo młodego wieku jest sławnym pianistą, ale wszyscy podchodzą do niego z dystansem, ze wzglę...
