8

2.9K 168 24
                                        

-Do twojego domu przyszła twoja dziewczyna, a ty nie chcesz tam być - głośno podsumowałam.

-Długa, nudna i głupia historia. - odparł.

-Pewnie tak - przyznałam. - Chcesz tak jeździć w kółko, czy pójdziemy coś zjeść?

-Jadłaś ryż, który sam osobiście ci zrobiłem.

Zaśmiałam się i spuściłam wzrok. On oderwał wzrok od jezdni i gapił się na mnie.

-Był ohydny. - trudno było mi stłumić śmiech.

Szturchnął mnie w ramię i położył obie dłonie na kierownicy.

-Jesteś mi winien coś dobrego do jedzenia. - dokończyłam.

Wyobrażałam sobie takich ludzi jak on, stołujących się w najdroższych restauracjach jakich tylko się da. Szczerze mówiąc, to nigdy nie byłam w wykwintnum lokaku, ale wcale mnie do takiego nie ciągnie.

-Co powiesz na frytki? - zaproponował, wskazując na McDonalda przed nami.

Pokiwałam energicznie głową. Podjechał do okienka i zamówił jedzenie i picie dla nas. Było mi trochę głupio, więc powiedziałam, że zapłacę za moją porcję.

-Ty stawiasz następnym razem. - odpowiedział.

Wzruszyłam ramionami. Wątpię, aby taki się odbył, ale nie będę się z nim spierać. Zatrzymaliśmy się na parkingu nieopodal, wyłączając silnik, ale zostawiając włączone radio. Przez chwilę jedliśmy w ciszy, ale należałam raczej do tych ciekawskich osób.

-No opowiadaj o tej dziewczynie - zachęciłam.

-Wątpię, żebyś chciała tego słuchać.

-Nie chcę, ale nie musimy teraz udawać znajomych, korzystam tylko z tego, że masz pieniądze i kupiłeś mi jedzenie. - uśmiechnął się lekko. - Wyrzuć to z siebie.

Chwilę się wahał, ale chyba chciał to zrobić. Stukał palcami o kierownicę, patrząc przed siebie i mrużąc oczy.

-Nie kocham jej. - powiedział luźno, jakby mówił o pogodzie. - I tyle.

-To czemu jesteście parą?

-Bo mam kasę. - stwierdził. - Zaczęło się od tego, że mój ojciec zatrudnił ją jako opiekunke do małej. Jest w moim wieku, więc zaczęła spędzać ze mną więcej czasu. Na początku nawet mi się spodobała, myślałem nawet, że ją kocham, ale nie czuje tego 'czegoś'.

-Czemu z nią po prostu nie zerwiesz? - zmarszczyłam brwi.

-Bo wiem jaka wredna potrafi być, a Melisa bardzo ją lubi, więc jak chciałbym ją zwolnić, mała byłaby na mnie zła. Jak jej nie zwolnie, pewnie będzie uprzykrzać mi życie.

Chwilę trwaliśmy w ciszy, tylko w tle cicho leciała muzyka.

-Wiesz, że to głupie. - skwitowałam, po krótkim zastanowieniu.

-Wiem. - nie ukrywał zażenowania, śmiejąc się. - Muszę coś wymyśleć.

Pokiwałam głową, zgadzając się. Chwile patrzył na mnie, po czym spytał:

-Rozumiem w takim razie, że ty jesteś w szczęśliwym związku?

Parsknęłam śmiechem, przypominając sobie mój ostatni związek.

-Nie i może to i lepiej.

-A ten cały Mike? - spytał.

-Proszę, zamknij się. - uderzyłam się otwartą dłonią w czoło. - Możemy o nim nie rozmawiać.

-To twój były? - Nie ukrywał śmiechu.

-Nie! - zaprzeczyłam od razu. - Tylko nie to, błagam.

-Więc...?

-Więc poznałam go na imprezie w stanie, w którym wydawał się fajny. - Wzdrygnęłam się.

Wybuchł śmiechem, lecz mi nie za bardzo było do śmiechu. Przez chwilę nie mógł się uspokoić, więc spytałam o co chodzi.

-Nie wiem jak bardzo pijana musiałaś być, żeby ten człowiek wydawał ci się fajny. - mówił z uśmiechem na ustach.

-Teraz też to wiem.

Włożył puste opakowanie po frytkach do papierowej torby i wrzucił to na tylne siedzenie.

-Może powinniśmy umówić Lauren i Mike'a razem, obaj będziemy mieli spokój. - powiedział.

-Doskonały pomysł, aż dziwne, że sam na niego wpadłeś.

Podrapał się po czubku nosa, przypadkowo zrobił to środkowym palcem. Wydałam z siebie teatralne 'ha ha', które zbył. Odpalił silnik i kazał mi zapiąć pasy.

-Dzięki za troskę. - powiedziałam sarkastycznie.

-Jak dla mnie możesz wylecieć nawet przez to okno, ale gdyby co to ja dostanę mandat nie ty. - mówił z totalną powagą, wyjeżdżając z parkingu.

Przyznałam mu rację, zapinając pas. Podgłośniłam trochę radio, bo usłyszałam piosenkę, którą lubię. Zaczęłam ją nawet trochę nucić, patrząc przez okno.

Ściszył muzykę, na co skarciłam go wzrokiem.

-Już wiem, że nie kłamałaś, mówiąc, że nie znasz się na muzyce. - powiedział.

-Oj cicho bądź, panie wielce wykształcony. - wygarnęłam mu.

Nie zdążył nic więcej powiedzieć, chociaż pewnie miał ochotę jeszcze mi dogryźć. Powiedziałam, żeby skręcił w prawo, bo w tamtym kierunku znajdował się mój dom. Poinstruowałam go jak dojechać pod mój adres. Pożegnaliśmy się krótkim 'dzięki, cześć', po czym odjechał. Weszłam do domu, jak zwykle głośno witając się z tatą.

-Cześć Olivia! - usłyszałam z salonu.

Tradycyjnie mi ulżyło, bo nie pamiętam już ostatniego razu, kiedy weszłam do domu bez poczucia stresu. Zdjęłam buty i poszłam do niego, widząc go dziwnie uśmiechniętego.

-Ktoś tu ma chłopaka i nic mi nie powiedział!

Parsknęłam śmiechem i przewróciłam oczami.

-Tato, proszę, nie obrażaj mnie. - usiadłam na kanapie. - to ten koleś od prób.

Przytaknął pośpiesznie, myśląc, że zmyślam. Zirytowana, udałam się do mojego pokoju. Spojrzałam na zegarek, była już prawie dwudziesta pierwsza. W sumie to nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak późno byłam w domu. Zawsze po szkole od razu do niego wracałam i siadałam do lekcji. Wzięłam szybki prysznic i usiadłam do książek.

Dziwnie było mi to przyznać, ale dzisiejszy dzień był całkiem znośny. Nie spodziewałam się, że będę mogła nazwać tak dzień spędzony z Mendesem. Wątpię, żeby był taki kolejny i wcale nie jest smutno z tego powodu. Znów będziemy unikać się w szkole, niedługo próby się skończą i wszystko wróci do normy. Tak jak było jeszcze miesiąc temu. Jestem pewna, że tak będzie.

------------------------------
jak tam u was

Therapy | shawn mendes fanfiction ffOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz