-Do twojego domu przyszła twoja dziewczyna, a ty nie chcesz tam być - głośno podsumowałam.
-Długa, nudna i głupia historia. - odparł.
-Pewnie tak - przyznałam. - Chcesz tak jeździć w kółko, czy pójdziemy coś zjeść?
-Jadłaś ryż, który sam osobiście ci zrobiłem.
Zaśmiałam się i spuściłam wzrok. On oderwał wzrok od jezdni i gapił się na mnie.
-Był ohydny. - trudno było mi stłumić śmiech.
Szturchnął mnie w ramię i położył obie dłonie na kierownicy.
-Jesteś mi winien coś dobrego do jedzenia. - dokończyłam.
Wyobrażałam sobie takich ludzi jak on, stołujących się w najdroższych restauracjach jakich tylko się da. Szczerze mówiąc, to nigdy nie byłam w wykwintnum lokaku, ale wcale mnie do takiego nie ciągnie.
-Co powiesz na frytki? - zaproponował, wskazując na McDonalda przed nami.
Pokiwałam energicznie głową. Podjechał do okienka i zamówił jedzenie i picie dla nas. Było mi trochę głupio, więc powiedziałam, że zapłacę za moją porcję.
-Ty stawiasz następnym razem. - odpowiedział.
Wzruszyłam ramionami. Wątpię, aby taki się odbył, ale nie będę się z nim spierać. Zatrzymaliśmy się na parkingu nieopodal, wyłączając silnik, ale zostawiając włączone radio. Przez chwilę jedliśmy w ciszy, ale należałam raczej do tych ciekawskich osób.
-No opowiadaj o tej dziewczynie - zachęciłam.
-Wątpię, żebyś chciała tego słuchać.
-Nie chcę, ale nie musimy teraz udawać znajomych, korzystam tylko z tego, że masz pieniądze i kupiłeś mi jedzenie. - uśmiechnął się lekko. - Wyrzuć to z siebie.
Chwilę się wahał, ale chyba chciał to zrobić. Stukał palcami o kierownicę, patrząc przed siebie i mrużąc oczy.
-Nie kocham jej. - powiedział luźno, jakby mówił o pogodzie. - I tyle.
-To czemu jesteście parą?
-Bo mam kasę. - stwierdził. - Zaczęło się od tego, że mój ojciec zatrudnił ją jako opiekunke do małej. Jest w moim wieku, więc zaczęła spędzać ze mną więcej czasu. Na początku nawet mi się spodobała, myślałem nawet, że ją kocham, ale nie czuje tego 'czegoś'.
-Czemu z nią po prostu nie zerwiesz? - zmarszczyłam brwi.
-Bo wiem jaka wredna potrafi być, a Melisa bardzo ją lubi, więc jak chciałbym ją zwolnić, mała byłaby na mnie zła. Jak jej nie zwolnie, pewnie będzie uprzykrzać mi życie.
Chwilę trwaliśmy w ciszy, tylko w tle cicho leciała muzyka.
-Wiesz, że to głupie. - skwitowałam, po krótkim zastanowieniu.
-Wiem. - nie ukrywał zażenowania, śmiejąc się. - Muszę coś wymyśleć.
Pokiwałam głową, zgadzając się. Chwile patrzył na mnie, po czym spytał:
-Rozumiem w takim razie, że ty jesteś w szczęśliwym związku?
Parsknęłam śmiechem, przypominając sobie mój ostatni związek.
-Nie i może to i lepiej.
-A ten cały Mike? - spytał.
-Proszę, zamknij się. - uderzyłam się otwartą dłonią w czoło. - Możemy o nim nie rozmawiać.
-To twój były? - Nie ukrywał śmiechu.
-Nie! - zaprzeczyłam od razu. - Tylko nie to, błagam.
-Więc...?
-Więc poznałam go na imprezie w stanie, w którym wydawał się fajny. - Wzdrygnęłam się.
Wybuchł śmiechem, lecz mi nie za bardzo było do śmiechu. Przez chwilę nie mógł się uspokoić, więc spytałam o co chodzi.
-Nie wiem jak bardzo pijana musiałaś być, żeby ten człowiek wydawał ci się fajny. - mówił z uśmiechem na ustach.
-Teraz też to wiem.
Włożył puste opakowanie po frytkach do papierowej torby i wrzucił to na tylne siedzenie.
-Może powinniśmy umówić Lauren i Mike'a razem, obaj będziemy mieli spokój. - powiedział.
-Doskonały pomysł, aż dziwne, że sam na niego wpadłeś.
Podrapał się po czubku nosa, przypadkowo zrobił to środkowym palcem. Wydałam z siebie teatralne 'ha ha', które zbył. Odpalił silnik i kazał mi zapiąć pasy.
-Dzięki za troskę. - powiedziałam sarkastycznie.
-Jak dla mnie możesz wylecieć nawet przez to okno, ale gdyby co to ja dostanę mandat nie ty. - mówił z totalną powagą, wyjeżdżając z parkingu.
Przyznałam mu rację, zapinając pas. Podgłośniłam trochę radio, bo usłyszałam piosenkę, którą lubię. Zaczęłam ją nawet trochę nucić, patrząc przez okno.
Ściszył muzykę, na co skarciłam go wzrokiem.
-Już wiem, że nie kłamałaś, mówiąc, że nie znasz się na muzyce. - powiedział.
-Oj cicho bądź, panie wielce wykształcony. - wygarnęłam mu.
Nie zdążył nic więcej powiedzieć, chociaż pewnie miał ochotę jeszcze mi dogryźć. Powiedziałam, żeby skręcił w prawo, bo w tamtym kierunku znajdował się mój dom. Poinstruowałam go jak dojechać pod mój adres. Pożegnaliśmy się krótkim 'dzięki, cześć', po czym odjechał. Weszłam do domu, jak zwykle głośno witając się z tatą.
-Cześć Olivia! - usłyszałam z salonu.
Tradycyjnie mi ulżyło, bo nie pamiętam już ostatniego razu, kiedy weszłam do domu bez poczucia stresu. Zdjęłam buty i poszłam do niego, widząc go dziwnie uśmiechniętego.
-Ktoś tu ma chłopaka i nic mi nie powiedział!
Parsknęłam śmiechem i przewróciłam oczami.
-Tato, proszę, nie obrażaj mnie. - usiadłam na kanapie. - to ten koleś od prób.
Przytaknął pośpiesznie, myśląc, że zmyślam. Zirytowana, udałam się do mojego pokoju. Spojrzałam na zegarek, była już prawie dwudziesta pierwsza. W sumie to nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak późno byłam w domu. Zawsze po szkole od razu do niego wracałam i siadałam do lekcji. Wzięłam szybki prysznic i usiadłam do książek.
Dziwnie było mi to przyznać, ale dzisiejszy dzień był całkiem znośny. Nie spodziewałam się, że będę mogła nazwać tak dzień spędzony z Mendesem. Wątpię, żeby był taki kolejny i wcale nie jest smutno z tego powodu. Znów będziemy unikać się w szkole, niedługo próby się skończą i wszystko wróci do normy. Tak jak było jeszcze miesiąc temu. Jestem pewna, że tak będzie.
------------------------------
jak tam u was
CZYTASZ
Therapy | shawn mendes fanfiction ff
Fiksi PenggemarObaj ukrywają wrażliwość pod warstwą sarkazmu, ironii i ciętego języka. Każde z nich ma problemy oraz zmartwienia, lecz nie obarczają nimi innych. Shawn pomimo młodego wieku jest sławnym pianistą, ale wszyscy podchodzą do niego z dystansem, ze wzglę...
