39

1.7K 116 46
                                        

Weszłam do pokoju, w którym wszyscy siedzieli i czułam napiętą atmosferę. W sumie powiedzieć, że ta atmosfera była napięta - to jak nic nie powiedzieć, było jeszcze gorzej.

-No, to usiądźmy. - wybełkotałam, wiedząc, że skoro ja to zaczęłam, muszę się tym zająć

Nikt nie sięgnął po jedzenie, oprócz mojego taty, który nie wiedział o co to całe zamieszanie, był głodny po podróży i najważniejsze, nareszcie w domu. Reszta tylko rozglądała się po pomieszczeniu, uciekając wzrokiem od siebie.

-Nie wiem czy to ma sens... - zaczął ojciec Shawna i wstał.

Jego matka spojrzała na niego piorunującym wzrokiem, jakby nagle miała odwagę się mu postawić. Wcześniej zawsze była cicho i robiła co kazał jej mąż.

Mężczyzna usiadł z powrotem na miejsce. Jego żona zaczęła, z pewnością, trudną rozmowę.

-Shawn dziecko, chciałabym, żeby było jak dawniej.

Nie wiedziałam za bardzo o co chodzi, bo z opowieści Shawna, nigdy nie było dobrze. Pewnie po prostu chciała zacząć rozmowę.

-Czyli kiedy? - nie był miły. - Zanim się urodziłem?

W porządku, każdy poczuł się bardzo niezręcznie. Ale chociaż rozmawiają.

-Wezmę Melise i pójdziemy z tatą do kuchni. - wskazałam ojcu, aby wstał, po czym rzuciłam spojrzenie Mendesowi. - A wy proszę, dogadajcie się.

Czym prędzej wyszliśmy z pomieszczenia, aby im nie przeszkadzać.

-Opowiesz mi nieco o tym? - wskazał widelcem na drzwi, kierujące do jadalnii i kontynuował jedzenie.

Opowiedziałam mu wszytsko od początku, z większymi lub mniejszymi szczegółami.

-No i teraz jesteśmy można to powiedzieć, parą. - zarumieniłam się, kończąc historię.

Ojciec uśmiechnął się.

-Wydaje się być świetnym chłopakiem, pasuje do ciebie.

-Tak, na początku wcale się taki nie wydawał, wręcz go nie znosiłam. - zaśmiałam się. - Ale jak to mówią od nienawiści do miłości niedaleko.

-Oj dzieci, chciałbym być znów w waszym wieku... - zapatrzył się w dal. - Oczywiście jeśli wciąż miałbym ciebie.

-Tęskniłam za tobą. - wyznałam.

-A myślisz, że ją z tobą to nie? - roześmiał się i przytulił mnie.

-Nie słyszę żadnych krzyków, może serio uda im się porozumieć? - odparłam po dłuższej chwili.

-Udało ci się mnie wyleczyć, jak uda ci się jeszcze to, to jesteś cudotwórcą.

Uważam, że stwierdzenie, że udało mi się wyleczyć tatę jest ponad miarę, ale zgadzam się, przyczyniłam się do tego i jestem z tego dumna.

Minęła już godzina, a z tamtego pokoju nadal nikt nie wyszedł. Albo siedzieli w kompletnej ciszy, albo udało im się porozumieć. Obstawiam to drugie.

Byłam tak ciekawa co się tam dzieje, ale nie mogłam wejść do środka, nie chciałam przeszkadzać. Zniecierpliwiona czekałam i chodziłam w kółko, ale tata na szczęście kazał mi się uspokoić i usiąść obok niego. Mogliśmy w tym czasie porozmawiać. Wtedy zdałam sobie sprawę, że tęskniłam za naszymi długimi rozmowami i nie wiem jak dałabym radę bez tego.

Po niespełna dwóch godzinach wszyscy wyszli z pokoju. Mama Shawna ze łzami w oczach i spokojnym wyrazem twarzy, ojciec z Melisą na rękach, która prawie spała i Shawn, z uśmiechem, którego dawno nie widziałam.

Therapy | shawn mendes fanfiction ffOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz