32

2.1K 153 13
                                        

I wyszło tak, że pojechaliśmy do mnie. Ledwo co weszliśmy do domu, a bardzo szybko trafiliśmy do łóżka. Jak zwykle było cudownie.

Po wszystkim leżeliśmy przytuleni do siebie, Shawn delikatnie przejeżdżał opuszkami palców po moich nagich plecach.

-Twój tata to szczęściarz, że ma taką mądrą córkę. - szepnął.

Uśmiechnęłam się lekko. Cały czas myślałam tylko o tym, czy mam rację.

-Tak strasznie się boję, zrobiłam sobie taką nadzieję. - wyznałam. - Najchętniej to zadzwoniłabym do niego i mu o wszystkim powiedziała.

-Wiem. - zapewnił i pocałował mnie w czoło. - Musisz poczekać.

Mój telefon zadzwonił. Spojrzeliśmy na siebie, spodziewając się, że to mój tata. Sięgnęłam ręką do szafki, na której leżał smartfon. Pokiwałam głową, kiedy nasze podejrzenia się sprawdziły.

Porozmawiałam z nim, bardzo mocno powstrzymując się, aby nic na wiadomy temat nie wspomnieć.

-Skończyłaś już zajęcia? - spytał.

-Tak - powiedziałam trochę zbyt szybko. - Właśnie wróciłam do domu.

Pożegnałam się z nim i ciężko upadłam na poduszkę, wzdychając.

Shawn usiadł na skraju łóżka, zbierając z ziemi bieliznę i koszulkę. Ubrał je i wstał, szukając swojej jeansowej kurtki. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów, włożył jednego do ust i otworzył drzwi od balkonu. Stanął w progu, ale nie wyszedł dalej. Odpalił papierosa, a ja obserwowałam to. Nie lubiłam papierosów i nie popierałam ich, ale wyglądało to tak nieziemsko pociągająco, że nie miałam problemu, że pali.

-Chodź, - powiedział, gdy wrócił do środka. - zrobię coś do jedzenia.

Ubrałam majtki i bluzę, kierując się do drzwi. Podszedł do mnie z tyłu i pocałował moją szyję. Bardzo namiętnie i długo.

W kuchni, jak zwykle Shawn zajął się wszystkim. Ja, jedyne co zrobiłam to nalałam nam do szkalnek soku. On zajął się robieniem makaronu.

Znów zadzwonił telefon, ale tym razem nie mój.

-To Petterson. - odparł.

Zaciekawiona czekałam, aż odbierze, z czym się trochę ociągał. Dawno się z nim nie kontaktowaliśmy, a do rozprawy zostały dwa tygodnie.

Odebrał, ale mało mówił. Jedynie potakiwał i marszczył brwi. Odłożył telefon i zapatrzył się w blat kuchenny.

-Shawn, co powiedział?

-Wiedziałem, że ten dzień w końcu przyjdzie, ale bardzo tego nie chcę.

-O co chodzi? - zakłopotałam się. - Przesunęli termin rozprawy? No nie, tyle czekaliśmy...

-Nie, to nie to. - zapewnił. - W piątek mam przyjść z Melisą, musi z nią porozmawiać pani psycholog.

Odetchnęłam z ulgą. Jak zwykle musiał mnie bez powodu wystraszyć.

-Przecież wiedziałeś, że coś takiego będzie miało miejsce.

-Wiem przecież. - syknął. - Ale to może być niemiłe dla małej, nie chcę, żeby źle to przeżyła.

Podeszłam do niego i go objęłam.

-Mała da radę. - szepnęłam. - I jej brat też ma dać.

Uśmiechnął się i odzwajemnił uścisk.

Kiedy jedliśmy obiad przygotowany przez Mendesa, zadzwonił on do Lauren, aby spytać jak się ma Melisa. Przy okazji powiedziała mu ona, że dostała wezwanie na wstępną rozmowę w sprawie rozprawy. Poprosił mnie, abym sprawdziła pocztę. Poszłam więc do skrzynki na listy i faktycznie, była tam koperta.

Therapy | shawn mendes fanfiction ffOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz