I wyszło tak, że pojechaliśmy do mnie. Ledwo co weszliśmy do domu, a bardzo szybko trafiliśmy do łóżka. Jak zwykle było cudownie.
Po wszystkim leżeliśmy przytuleni do siebie, Shawn delikatnie przejeżdżał opuszkami palców po moich nagich plecach.
-Twój tata to szczęściarz, że ma taką mądrą córkę. - szepnął.
Uśmiechnęłam się lekko. Cały czas myślałam tylko o tym, czy mam rację.
-Tak strasznie się boję, zrobiłam sobie taką nadzieję. - wyznałam. - Najchętniej to zadzwoniłabym do niego i mu o wszystkim powiedziała.
-Wiem. - zapewnił i pocałował mnie w czoło. - Musisz poczekać.
Mój telefon zadzwonił. Spojrzeliśmy na siebie, spodziewając się, że to mój tata. Sięgnęłam ręką do szafki, na której leżał smartfon. Pokiwałam głową, kiedy nasze podejrzenia się sprawdziły.
Porozmawiałam z nim, bardzo mocno powstrzymując się, aby nic na wiadomy temat nie wspomnieć.
-Skończyłaś już zajęcia? - spytał.
-Tak - powiedziałam trochę zbyt szybko. - Właśnie wróciłam do domu.
Pożegnałam się z nim i ciężko upadłam na poduszkę, wzdychając.
Shawn usiadł na skraju łóżka, zbierając z ziemi bieliznę i koszulkę. Ubrał je i wstał, szukając swojej jeansowej kurtki. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów, włożył jednego do ust i otworzył drzwi od balkonu. Stanął w progu, ale nie wyszedł dalej. Odpalił papierosa, a ja obserwowałam to. Nie lubiłam papierosów i nie popierałam ich, ale wyglądało to tak nieziemsko pociągająco, że nie miałam problemu, że pali.
-Chodź, - powiedział, gdy wrócił do środka. - zrobię coś do jedzenia.
Ubrałam majtki i bluzę, kierując się do drzwi. Podszedł do mnie z tyłu i pocałował moją szyję. Bardzo namiętnie i długo.
W kuchni, jak zwykle Shawn zajął się wszystkim. Ja, jedyne co zrobiłam to nalałam nam do szkalnek soku. On zajął się robieniem makaronu.
Znów zadzwonił telefon, ale tym razem nie mój.
-To Petterson. - odparł.
Zaciekawiona czekałam, aż odbierze, z czym się trochę ociągał. Dawno się z nim nie kontaktowaliśmy, a do rozprawy zostały dwa tygodnie.
Odebrał, ale mało mówił. Jedynie potakiwał i marszczył brwi. Odłożył telefon i zapatrzył się w blat kuchenny.
-Shawn, co powiedział?
-Wiedziałem, że ten dzień w końcu przyjdzie, ale bardzo tego nie chcę.
-O co chodzi? - zakłopotałam się. - Przesunęli termin rozprawy? No nie, tyle czekaliśmy...
-Nie, to nie to. - zapewnił. - W piątek mam przyjść z Melisą, musi z nią porozmawiać pani psycholog.
Odetchnęłam z ulgą. Jak zwykle musiał mnie bez powodu wystraszyć.
-Przecież wiedziałeś, że coś takiego będzie miało miejsce.
-Wiem przecież. - syknął. - Ale to może być niemiłe dla małej, nie chcę, żeby źle to przeżyła.
Podeszłam do niego i go objęłam.
-Mała da radę. - szepnęłam. - I jej brat też ma dać.
Uśmiechnął się i odzwajemnił uścisk.
Kiedy jedliśmy obiad przygotowany przez Mendesa, zadzwonił on do Lauren, aby spytać jak się ma Melisa. Przy okazji powiedziała mu ona, że dostała wezwanie na wstępną rozmowę w sprawie rozprawy. Poprosił mnie, abym sprawdziła pocztę. Poszłam więc do skrzynki na listy i faktycznie, była tam koperta.
CZYTASZ
Therapy | shawn mendes fanfiction ff
FanfictionObaj ukrywają wrażliwość pod warstwą sarkazmu, ironii i ciętego języka. Każde z nich ma problemy oraz zmartwienia, lecz nie obarczają nimi innych. Shawn pomimo młodego wieku jest sławnym pianistą, ale wszyscy podchodzą do niego z dystansem, ze wzglę...
