-Teraz już mi się zupełnie odechciało tam iść, graj dalej albo idę do domu.
-Chodź i przestań marudzić. - przewrócił oczami, stojąc przy szeroko otwartych drzwiach.
-Dobra idę. - wstałam pewnie. - na autobus.
Gdy chciałam przejść obok niego, chwycił mnie za przedramię, aby mnie zatrzymać. Zsunął dłoń niżej i splótł nasze palce razem tak ciasno, że nie mogłam jej zabrać.
Z widoczną irytacją, posłałam mu nie subtelne, pytające spojrzenie. Nie powiedział nic, chociaż je wyraźnie widział. Zbył mnie, kierując nas do wyjścia, po czym do jego samochodu. Odpalił silnik, wyjeżdżając z parkingu. Żadne z nas nic nie mówiło, tylko radio grało cicho w tle.
-Powiesz coś? - zapytałam.
-Nie teraz. - odparł. - Najpierw muszę się napić.
Mocno przybiłam swoją dłoń do czoła, wzdychając. Zapowiada się bardzo ciekawie.
Dojeżdżamy na miejsce, parkując samochód na jakimś chodniku, który na pewno nie był do tego przeznaczony.
-Jak masz zamiar pić, skoro jesteś samochodem? - spytałam, wysiadając.
-O to się nie martw. - zapewnił.
Spojrzałam pytająco, wystawiając dłoń do przodu. Zerknął na mnie zirytowany, przejeżdżając ręką włosy.
-Spokojnie, nie będę prowadził po pijaku z tobą na siedzeniu pasażera. Zadzwonię po kogoś i nas odbierze, możemy już iść? - powiedział na jednym wydechu.
Milcząc, poszłam w stronę wyznaczonego miejsca, a Shawn tuż za mną. Na zewnątrz stało kilka osób, większość z nich paliła papierosy, reszta stała i dotrzymywała im towarzystwa. Widząc nas razem, wszyscy wbili wzrok w naszą dwójkę. Szybko udaliśmy się do środka. Było tam głośno i panował półmrok, a po oczach świeciły jakieś kolorowe światełka. Mijałam pełno osób, które kojarzę ze szkoły, co nie było zbyt komfortowe. Na dodatek, dosłownie każdy gapił się na Mendesa, który nie zwracał na to uwagi. A że byłam tuż obok niego, też zostawałam obrzucana cudownymi, dyskretnymi spojrzeniami.
-Teraz to ja się muszę napić. - wyznałam, przybliżając się do jego ucha, bo inaczej nic by nie usłyszał.
Podeszliśmy do baru. Już chciał wyjąć portfel, kiedy zapewniłam, że to ja zapłacę, wspominając jak ostatnio to on stawiał jedzenie w mcdonaldzie. Niechętnie zgodził się, bo wiedział, że nie dam się przekonać do zmiany decyzji. Zamówiłam nam dwa szoty na rozluźnienie atmosfery. Najmocniejszej głowy do alkoholu to ja nie mam, więc po jednym takim kieliszku może nie jestem jeszcze pijana, ale czuję się trochę weselej niż normalnie.
Kiedy ze skrzywionymi minami, odstawiliśmy puste kieliszki na barze, ktoś podszedł do nas. Była to Megan, o której kompletnie zapomniałam i właśnie zaczęłam tego żałować.
-Nie wierzę! - wręcz wykrzyczała. - Wystawiłaś mnie i to tylko po to, żeby przyjść tu z nim?
Faktycznie, tak mogło to wyglądać. Powinnam była do niej ponownie zadzwonić, mówiąc że jednak przyjdę, chociaż widząc w jakim stanie jest, i tak nie zrozumiałaby ani słowa.
-Megan, ile wypiłaś? - spytałam.
-Nie zmieniaj tematu, zdradziłaś mnie!
Ta rozmowa nie miała sensu i do niczego nie prowadziła. Będę musiała wytłumaczyć jej to jutro, a narazie pilnować jej, by nie zasnęła gdzieś, i aby już więcej nie piła.
Kiedy dziewczyna wpadła w głąb tłumu na parkiecie i straciłam ją z oczu, zauważyłam jak Shawn, odchylając głowę do tyłu, wypija kolejną kolejkę. Skrzywił usta i tym razem popił trunek sokiem. Siedział na barowym krześle, oparty łokciami o blat. Również usiadłam na jednym obok niego, rozglądając się do okoła.
CZYTASZ
Therapy | shawn mendes fanfiction ff
FanfictionObaj ukrywają wrażliwość pod warstwą sarkazmu, ironii i ciętego języka. Każde z nich ma problemy oraz zmartwienia, lecz nie obarczają nimi innych. Shawn pomimo młodego wieku jest sławnym pianistą, ale wszyscy podchodzą do niego z dystansem, ze wzglę...
