40. Przepraszam, Florence.

960 38 0
                                        

Rzuciłam banknoty na siedzenie i wypadłam z samochodu. Specjalnie podałam niedokładny adres, żeby ktoś czasem mnie nie rozpoznał. Przez to musiałam biec jeszcze jakieś pół kilometra do willi, w której mam nadzieję zastać całego i zdrowego Styles'a.

Biegłam, aż brakowało mi tchu. Moje buty były już mokre od kałuży, w które ciagle wbiegłam. Włosy plątały mi się przy twarzy, a serce waliło jak oszalałe.

Bałam się. Cholernie bałam się o Harry'ego. Próbowałam wytłumaczyć sobie, że chłopak jest silny i jeżeli jest w niebezpieczeństwie da sobie radę, ale w mojej głowie cały czas panował chaos. Harry stał się częścią mojego życia i nie mogłam pozwolić, żeby został skrzywdzony.

Gdy poczułam, że zaczyna brakować mi tchu zwolniłam nieznacznie. Gdy zza drzew i innych bogato zdobionych domów ujrzałam jego dom znów przyspieszyłam. Ostatkiem sił dotarłam do bramy. Przeskoczyłam przez nią, nie zawracając sobie głowy dzwonieniem do drzwi. Wparowałam do domu, a drzwi za mną trzasnęły. Spanikowana wpadłam do salonu, a to co tam zobaczyłam zmroziło mi serce.

Harry miał zakrwawiony łuk brwiowy oraz wargę. Siedział na kanapie z wściekłym wyrazem twarzy, a nad nim stał on. Wysoki, barczysty mężczyzna. Starsza kopia Harry'ego oprócz oczu. Jego były ciemne i nie mogłam odróżnić źrenicy od tęczówki. Była w nich obojętność, a na ustach miał cwaniacki uśmieszek. Bez dwóch zdań był to Robert Styles.

Moja klatka opadała i unosiła się w zabójczym tępie. Wzrok zielonookiego przeniósł się na mnie. Patrzył na mnie z troską i poczuciem winy. Gdy widziałam go w takim stanie już wiedziałam, że próbował coś wskórać. Obstawiam, że musiał go zaszantażować lub zagrozić. To był w tej chwili przestraszony Harry, który patrzył na mnie wielkimi oczami.

- Czy to nasza zguba? - odezwał się Robert.

Miał niesamowicie opanowany i spokojny głos, ociekający pewnością siebie. Zacisnęłam ręce w pieści i starałam się zachować spokój.

Podszedł do mnie bliżej, a ja widziałam jak Harry porusza się niespokojnie. Starałam się zrozumieć w co mógł się wplątać. Nie był głupi. Ufam Harry'emu bezgranicznie, dlatego wzięłam głęboki wdech i cofnęłam się delikatnie. Mężczyzna przewyższał mnie o głowę, ale był niższy od młodszego Styles'a.

- Jak się nazywasz? - zapytał spokojnie, wywiercając dziurę w moich oczach.

Moja szczęka zadrżała, gdy miałam mu odpowiedzieć. Spojrzałam na Harry'ego, który patrzył na mnie z bólem w oczach. Nie mogę pojąć co się stało przed moim przyjściem.

- F-florence Clark. - zająknęłam się.

Moje zęby zaczęły zgrzytać o siebie. Robert uśmiechnął się i wyciągnął rękę w moją stronę.

- Robert Styles. - odpowiedział.

Spojrzałam z kpiną na jego wyciągniętą dłoń. Nagle zebrała się we mnie odwaga i odsunęłam się znacznie. Co on sobie wyobraża? Okej, jestem przerażona, bo stoi przede mną najgroźniejszy mężczyzna jakiego znam, ale nie mam zamiaru się przed nim płaszczyć.

- Nigdy nie uścisnę ręki osobie twojego pokroju. - warknęłam.

Spojrzałam na zielonookiego, który uśmiechał się pod nosem, co oznaczało, że musiało go to wyraźnie zadowolić i roześmiać.

Natomiast jego ojcu nie było do śmiechu. Jego oczy pociemniały, co uważałam za niemożliwe, bo jego oczy już i tak były wręcz czarne. Wziął głęboki wdech i zamaskował prawdziwe uczucia sztucznym uśmiechem. Pierwszy raz widziałam tak profesjonalnego człowieka. Na mojej twarzy wymalowana była pewnie wściekłość.

Fool for You|| H.SOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz