Ona to naprawdę powiedziała. Nie przesłyszałem się. Kocha mnie. Byłem szczęśliwy. Autentycznie kurwa szczęśliwy. Ostatni raz tak było gdy mama zabrała mnie na lody. Rano, tego dnia w którym została zamordowana. Jakby przeczuwała, że już więcej nie będzie mogła mnie na nie zabrać.
Jak to możliwe, by spośród tylu dziewczyn to właśnie ona była mi przeznaczona. Może potrzebowałem właśnie kogoś takiego? Kogoś kim mogłem się zająć. Kogoś kto będzie mnie potrzebować. Mnie, nie moich pieniędzy ani pozycji. Nie patrzyła na to. Tylko raz poprosiła o loże w klubie i tak oczywiście chciała za wszystko zapłacić. Wydałaby wszystkie oszczędności gdyby to chciała zrobić, a przecież ostatnio zepsuło jej się auto i żyła od pierwszego do pierwszego.
Za jakiś czas o tym z nią porozmawiam. Chcę jej pomóc. Nie potrzebuję tylu pieniędzy, nawet gdybym przelał jej połowę z tego to i tak bym tego nie odczuł.
Dzisiaj ostatni raz poszliśmy do pracy. Jutro Lucas i Vici wyjeżdżają na weekend, a my z Aurorą będziemy jako niańki. Inaczej by nie pojechali. Dodatkowo musiał stać wóz pod domem, a jakby chcieli ich gdzieś zabrać to ma jechać z nami.
Przewrażliwieni, ale po części rozumiem. Oni byli dużo cenniejsi niż majątek jaki posiadali.
Moją pięta Achillesa była Aurora. Gdyby ją zabrali od razu bym się poddał. Zrobiłbym wszystko by do mnie wróciła cała.
Nie martwiłem się opieką nad dziećmi, nie gdy u boku była Davis. To ona była przy nich od urodzenia. Ja można powiedzieć, robiłem ja ochroniarza.
Broń w pasie spodni towarzyszyła mi wszędzie. Ani ja ani Lucas się z nią nie rozstawaliśmy. W naszym fachu zagrożenie może nas spotkać wszędzie.
-Jak tam, gotowi na wyjazd?
-Daj spokój, Vici za chwilę zrezygnuje, bo boi się dzieci zostawić.
-Przecież wujek Ash i ciocia Aurora będą się nimi opiekować, co może się stać?
-Weź jej to powiedz.
Machnął dłonią.
-Kobiety.
-Kiedy jej powiecie?
-O czym?
-O tym, że ziemia jest okrągła.
Popatrzyłem na niego jak na debila. Dopiero po chwili zrozumiałem aluzję.
-Nie wiem. To chyba Aurora musi zdecydować.
-A na czym aktualnie stoicie?
Usiadłem naprzeciwko niego. Patrzyłem jak wyciąga papierosa z pudełeczka a następnie odpala i się nim zaciąga. Nigdy nie ciągnęło mnie do papierosów. Nie powiem próbowałem narkotyków ale to też nie moja bajka. Może i David Palmer miał najlepszy towar w mieście no nie tylko mieście ale całym wschodnim wybrzeżu, ale mnie on nie porwał.
-Kochamy się.
Po tych słowach mężczyzna zakrztusił się śliną. Brakuje tego by się debil przekręcił.
-Jak umrzesz to ja umrę bo mnie Vici zabije. Ogarnij dupę idioto.
-Jak to, kochacie się? Jeszcze kilka dni temu ona wyszła od ciebie trzaskając drzwiami.
-Wyjaśniliśmy sobie wszystko iii zaczęliśmy od nowa. Tylko prawda.
-Powiedziałeś jej co zrobiła Katie?
-Mhm. Było ciężko, ale już jest dobrze. Nic nas nie zatrzyma.
-Oby. Tego wam życzę.
Oczywiście wiedziałem, że nie jedno jeszcze przed nami. Nasze życie byłoby nudne i zbyt proste gdyby nic nam już nie zagrażało.
Przez te trzy dni ja miałem przejąć obowiązki Lucasa gdyby się coś działo. Dlatego teraz dopięliśmy wszystko, bym mógł poświęcić się całkowicie jego dzieciom. Byłem pod telefonem w razie problemów jednak cała uwaga miała być skierowana właśnie na dwójce szkrabów.
W samochodzie miałem już naszykowaną torbę z ciuchami. Zaparkowałem pod Summer Caffe i z uśmiechem na ustach wszedłem do środka. Dziewczyna akurat sprzątała stolik. Podeszłem do niej od tyłu i klepnąłem ją w tyłek. Odwróciła się gwałtownie z zamiarem uderzenia mnie w twarz, jednak zablokowałem cios.
CZYTASZ
The Devil's Dark Care Tom 2
RomanceŻycie nie jest sprawiedliwe. Życie nie jest proste. Ona w dniu 18-stych urodzin została wyrzucona z domu przez wierzących rodziców, którzy wyrzekli się jej, bo przespała się z chłopakiem. Dzięki dobrym ludziom, przetrwała. Dziewczyna z depresją i...
