Usłyszałam jego głos. Głos który ściągnął mnie na ziemię. Powoli otworzyłam oczy.
-Ash?
Sekundę po tym za dłoń chwycił mnie właśnie on. Mężczyzna mojego życia.
-Jestem kochanie.
Zauważyłam że płacze.
-Jestem.
-Przepraszam…
Wyszeptałam. Tak bardzo było mi przykro. Pamiętam jak mówił mi bym schowała się na zapleczu. Ja go nie posłuchałam. Po moich policzkach również popłynęły łzy.
-Powinnam była...
-Cii... Nic nie mów kochanie...
Pocałował mnie w czoło.
-Tak się cieszę, że się obudziłaś... Chcesz się napić?
Pokiwałam twierdząco głową. Między wargi chwyciłam rurkę i wzięłam kilka małych łyków. W pokoju zauważyłam jeszcze parę przyjaciół.
-Lucas? Vici?
-Jesteśmy. Narobiłaś nam stracha.
Uśmiechnęłam się do niego. Przytulał dziewczynę która nie była w stanie powiedzieć słowa. Po mojej prawej stronie siedział ktoś jeszcze. Moi rodzice. Cała moja radość nagle zniknęła. Nie chciałam ich tu. Nie po tym co mi zrobili. Nie po tym jak mnie traktowali. Ponownie skupiłam wzrok na moim mężczyźnie. Sińce pod oczami mówiły jak bardzo się nie wysypiał. Jak bardzo przeżywał.
-Pójdę po lekarza.
Lucas podszedł do mojego łóżka.
-Nawet nie wiesz jak dobrze cię mieć z powrotem Aurora.
Uśmiechnął się i wyszedł. Czy tak wygląda rodzina? Ta prawdziwa rodzina? Ścisnęłam mężczyznę ze dłoń.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też skarbie. Tak bardzo Cię przepraszam za to co się stało kilka tygodni temu.
Przyłożył do ust moją dłoń.
-To ja przepraszam. Nie rozumiałam…
-Aurora…
Mój tata wstał. Popatrzyłam na niego beznamiętnym wzrokiem.
-Ja...
-Wyjdźcie. Nie chcę was znać. Nie wiem po co przyjechaliście.
-Córciu. Porozmawiajmy na osobności.
-Nie mamo. Nie porozmawiamy na osobności.
-Wyjdźcie.
Widziałam jak Ash próbuje się hamować.
-Nie będziesz mi mówić co mam robić.
Chwyciłam mocniej mężczyznę za rękę.
-Kochanie. Proszę.
Pokręciłam głową. Gdyby wzrok mógł zabić, moi rodzice leżeli by już martwi na podłodze.
-Dzień dobry pani Auroro.
Do środka wszedł lekarz.
-Napędziła pani strachu swoim najbliższym.
Zaśmiał się.
-Jak się pani czuje?
-Dobrze. Zmęczona ale szczęśliwa.
-Rozumiem. Proszę o opuszczenie sali, muszę zbadać pacjentkę.
-Asher zostań proszę.
-Nigdzie się stąd nie ruszam kotku.
Rodzice niechętnie opuścili pomieszczenie. Vici posłała mi ciepły uśmiech w drodze do drzwi.
Nie puściłam nawet na moment ręki Jonesa. Lekarz badał mnie przez kilka minut.
CZYTASZ
The Devil's Dark Care Tom 2
RomanceŻycie nie jest sprawiedliwe. Życie nie jest proste. Ona w dniu 18-stych urodzin została wyrzucona z domu przez wierzących rodziców, którzy wyrzekli się jej, bo przespała się z chłopakiem. Dzięki dobrym ludziom, przetrwała. Dziewczyna z depresją i...
