Podróż trwała już kilka godzin. Słońce zaczęło powoli chować się za horyzontem, a złociste światło zamieniało się w ciemny błękit. Zapanowała cisza, przerywana jedynie odgłosami kroków koni i sporadycznymi żartami Harry’ego i Jacoba, które stawały się coraz rzadsze.
Nagle Patrick uniósł rękę, dając znak, byśmy się zatrzymali.
– Coś jest nie tak – powiedział cicho, zeskakując z konia.
Wszyscy zamarliśmy, spoglądając na niego z niepokojem.
– Co widzisz? – zapytała Lily, która zbliżyła się na swoim koniu.
Wszyscy zamarliśmy, spoglądając na niego z niepokojem.
Patrick wskazał na ścieżkę przed nami, która prowadziła przez niewielką polanę.
– Tam – powiedział, wskazując na ziemię. – Ślady kół wozu. I to świeże.
Spojrzałam na ziemię, gdzie rzeczywiście widniały ślady, które wyglądały na świeżo wyżłobione w miękkim gruncie.
– To mógł być Marcus? – zapytałam, próbując nie zabrzmieć zbyt przestraszona.
– Możliwe – odpowiedział Patrick, patrząc na mnie z powagą.
Patrick wrócił na swojego konia i dał znak, żebyśmy zjechali z głównej ścieżki w stronę gęstszego lasu. Zatrzymaliśmy się na skraju, gdzie konie mogły odpocząć, a my mogliśmy omówić sytuację.
Harry zeskoczył z konia i oparł się o drzewo, krzyżując ramiona.
– Może to w ogóle nie ma nic wspólnego z Marcusem – powiedział. – Ludzie wciąż się tu kręcą, szukając jedzenia albo schronienia.
Jacob pokręcił głową.
– Ślady są za równe – zauważył. – To musiał być jakiś transport, a nie przypadkowy wóz.
Lily spojrzała na Patricka.
– Co robimy? – zapytała cicho.
Patrick wziął głęboki oddech, spoglądając na mapę rozłożoną na ziemi.
– Idziemy dalej – powiedział w końcu. – Ale musimy być czujni. Jeśli to Marcus, to znaczy, że możemy być bliżej, niż nam się wydaje.
Gdy zapadł zmrok, zatrzymaliśmy się, by rozbić tymczasowy obóz. Zwiadowcy wystawili warty, a reszta odpoczywała w milczeniu, starając się oszczędzać siły na nadchodzący dzień.
Siedziałam przy ognisku, przyciągając kolana do piersi, próbując ogrzać się przy ogniu. Patrick podszedł do mnie i usiadł obok, trzymając kubek ciepłej wody, który podał mi bez słowa.
– Dziękuję – powiedziałam cicho, biorąc kubek w ręce.
Spojrzał na mnie, jego spojrzenie było spokojne, ale wyrażało troskę.
– Jak się trzymasz? – zapytał po chwili.
– Staram się… – zaczęłam, ale nie byłam pewna, jak dokończyć. – To wszystko mnie przeraża.
Patrick skinął głową, patrząc w ogień.
– To normalne – powiedział. – Strach jest naturalny. Ale ważne jest, co z nim zrobisz.
– A ty? – zapytałam nagle. – Ty się boisz?
Patrick przez chwilę milczał, jakby ważył swoje słowa.
– Tak – odpowiedział w końcu. – Zawsze się boję. Ale strach to coś, co trzeba zrozumieć i wykorzystać. Pomaga ci zachować czujność, podejmować lepsze decyzje.
Pokiwałam głową, zastanawiając się nad jego słowami.
– Myślisz, że uda nam się go odzyskać? – zapytałam cicho.
Patrick spojrzał na mnie, a jego twarz była pełna powagi.
– Tak – powiedział stanowczo. – Ale musisz nam zaufać. I sobie. Patrick wziął głęboki oddech, jakby chciał zebrać myśli, zanim zacznie mówić. Jego spojrzenie utkwiło w ogniu, a w jego oczach można było dostrzec cienie wspomnień.
– Pierwsza misja, na którą wysłał mnie mój ojciec – zaczął cicho – była piekłem. Mieliśmy wejść do jednej z opustoszałych stref i oczyścić ją z zarażonych. Nie było tam ludzi, tylko chaos i śmierć.
Spojrzał na mnie, a jego głos nabrał ciężaru.
– Nigdy wcześniej nie widziałem zarażonych tak blisko. Na treningu mówili, że są jak zwierzęta, że nie myślą, tylko działają instynktownie. Ale kiedy spojrzałem w oczy jednemu z nich, widziałem coś innego. Może resztkę człowieczeństwa, może tylko echo tego, kim kiedyś był. Nie byłem pewien, czy dam radę.
Pociągnął łyk wody z własnego kubka, jakby chciał zmyć smak tych wspomnień.
– Pierwszy raz, gdy pociągnąłem za spust, ręka mi drżała. Myślałem, że mnie sparaliżuje. Ale potem zobaczyłem, co zrobił z jednym z naszych. I wtedy strach zmienił się w coś innego – w determinację.
Zamilkł na chwilę, pozwalając mi przyswoić jego słowa.
– Zabiłem ich wielu tamtego dnia. Każdy z nich przypominał mi, dlaczego to robię. Dlaczego musimy walczyć. Nie chodzi tylko o przetrwanie, ale o ochronę tego, co jeszcze zostało.
Jego głos złagodniał, a spojrzenie znowu skierował na mnie.
– Strach mnie wtedy nie opuścił, ale nauczyłem się, jak z nim żyć. I wiem, że ty też potrafisz. Jesteś silniejsza, niż myślisz.
Poczułam ucisk w gardle, słuchając jego słów. Jego opowieść nie tylko mnie przeraziła, ale też dodała otuchy.
– Dziękuję, Patrick – powiedziałam cicho, a on skinął głową, jakby to, co powiedział, było najnaturalniejszą rzeczą na świecie.
Noc była cicha, aż zbyt cicha. Siedziałam z Lily na warcie, gdy nagle usłyszałyśmy cichy trzask w krzakach niedaleko obozu.
– Słyszałaś to? – zapytałam szeptem.
Lily skinęła głową i powoli sięgnęła po broń.
– Bądź gotowa – powiedziała cicho, spoglądając w mrok.
Serce biło mi jak szalone, gdy wpatrywałam się w ciemność. Czy to mógł być Marcus? A może zarażeni? Moje dłonie zaczęły lekko drżeć, gdy z krzaków wyszedł cień...
Na szczęście to był tylko jeleń. Jednak przez długi czas po tym wydarzeniu nie mogłam się uspokoić. Wiedziałam, że to była tylko kwestia czasu, zanim napotkamy coś znacznie groźniejszego. I musiałam być gotowa.
Pierwsze promienie słońca wdarły się przez drzewa, budząc obóz do życia. Wszyscy wstawali powoli, zaspani, ale gotowi do dalszej drogi. Konie odpoczęły, żołnierze szybko zwinęli sprzęt, a ja czułam w kościach każdą minutę wczorajszej jazdy.
Patrick przechadzał się między ludźmi, sprawdzając, czy wszystko jest w porządku. Lily i Devon dyskutowali nad mapą, wskazując kolejne punkty, które musimy ominąć. Tymczasem Harry i Jacob, jak zwykle, postanowili rozładować napięcie swoimi komentarzami.
– No proszę, patrz na to – powiedział, wskazując na mnie swoim brudnym palcem. – Amy nie tylko wstała, ale nawet wygląda na ledwo przytomną. Co się stało, księżniczko? Śniły ci się wilki, czy tak cię fascynuje nasze wspaniałe towarzystwo?
Jacob zaśmiał się cicho, podciągając pasek od plecaka na ramieniu.
– Może w ogóle nie spała – dodał z fałszywą powagą. – Wiesz, ciężko się zasypia, kiedy wokół tyle dzikich zwierząt.
Zmierzyłam ich obu spojrzeniem pełnym irytacji, ale wstrzymałam się od odpowiedzi. Mimo to czułam, jak ciśnienie rośnie, a już miałam rzucić coś kąśliwego, kiedy Patrick odwrócił się od swojego konia i posłał obu mężczyznom twarde, pełne zniecierpliwienia spojrzenie.
– Mniej gadania, więcej roboty – powiedział sucho, niemal warcząc.
Harry parsknął, ale nie chciał dalej prowokować. Wzruszył ramionami, wyciągnął szczotkę i zaczął czyścić sierść swojego konia.
-Tak jest, kapitanie – mruknął pod nosem z uśmiechem, który szybko zniknął, gdy Patrick obrócił się do niego plecami.
Jacob tylko wymienił spojrzenie z Harrym, po czym odwrócił się do swoich rzeczy.
Patrick spojrzał na mnie, a jego wzrok złagodniał.
– Wszystko w porządku? – zapytał cicho, ignorując dalsze pomruki Harry’ego.
– Tak, radzę sobie – odpowiedziałam, choć wiedziałam, że moje zmęczenie widać jak na dłoni.
Patrick skinął głową, jakby przyjął to bez wahania.
– Dobra – powiedział. – Szykuj się. Za godzinę wyruszamy.
Skinęłam głową, a Patrick odszedł, zajmując się przeglądem ekwipunku. Tymczasem Harry znów nie wytrzymał.
– To co, Amy, może zrobisz coś użytecznego i zgasisz ogień? A może boisz się, że się oparzysz?
– Harry, zamknij się, zanim sam znajdziesz się w tym ognisku – odpowiedziałam ostrzej, niż zamierzałam, a Jacob parsknął śmiechem.
– Uuu, jaka zadziorna! Może się nadajesz na towarzyszkę w naszej małej drużynie.
Miałam już coś dodać, ale Patrick odwrócił głowę, rzucając im jeszcze jedno ostrzegawcze spojrzenie, które natychmiast ich uciszyło.
Mimo wszystko, uśmiechnęłam się pod nosem. Czasami jego obecność była naprawdę nieoceniona.
Wyruszyliśmy chwilę później. Droga była długa i cicha, przerywana jedynie odgłosami ptaków i skrzypieniem siodeł. Drzewa zdawały się ciągnąć w nieskończoność, a las stawał się coraz gęstszy.
Czułam, jak zmęczenie zaczyna mnie dopadać, ale starałam się nie dać po sobie niczego poznać. Patrick, siedząc przede mną, co jakiś czas spoglądał na mnie przez ramię.
– Jak się trzymasz? – zapytał cicho, tak żeby nikt inny nie usłyszał.
– Lepiej, niż myślałam – odpowiedziałam, choć moje ciało mówiło coś innego.
Patrick uśmiechnął się lekko.
– Dobrze. Trzymaj tak dalej.
Jechaliśmy już kilka godzin, gdy nagle coś wytrąciło mnie z letargu. W oddali usłyszałam dźwięk – cichy trzask, jakby ktoś nadepnął na gałąź.
– Słyszeliście to? – zapytałam, unosząc głowę.
Patrick spojrzał w stronę, z której dochodził dźwięk, a jego dłoń automatycznie sięgnęła do broni.
– Wszyscy zatrzymać się – powiedział, unosząc rękę.
Żołnierze zamarli, a ja czułam, jak napięcie rośnie. Las nagle wydawał się zbyt cichy, jakby coś wstrzymało oddech.
Lily podjechała bliżej.
– Zwiadowcy Marcusa? – zapytała cicho.
Patrick pokręcił głową.
– Nie wiem. Może zwierzęta, może coś więcej.
Devon zeskoczył z konia i ruszył ostrożnie w stronę źródła dźwięku, jego ruchy były ciche jak u drapieżnika. Wszyscy wstrzymaliśmy oddech, gdy zniknął między drzewami.
Chwilę później wrócił.
– Nic tam nie ma – powiedział, ale jego ton nie był pewny.
– Uważajcie – rzucił Patrick. – Ruszamy dalej, ale zachowajcie czujność.
CZYTASZ
Black Mist
AcţiuneAmy i Nicole, dwie młode siostry, wierzyły, że bunkier, w którym schronili się przed śmiertelną epidemią, jest ich jedynym ratunkiem. Ojciec, wybitny naukowiec, zapewniał je, że na zewnątrz nie ma życia - tylko śmierć i zniszczenie. Jednak ich azyl...
