Hala ćwiczeń w Avengers Compound powoli wracała do swojej martwej ciszy. Systemy bezpieczeństwa wygasiły ostatnie holograficzne tarcze, a delikatne buczenie generatorów ucichło, jakby same odetchnęły z ulgą. Cindy siedziała na chłodnej podłodze, opierając się plecami o metalową ścianę. Ramiona jej drżały — nie od wysiłku fizycznego, ale z emocji, które dopiero teraz zaczynały ją doganiać.
Wanda została przy niej. Nie spieszyła się. Nie mówiła nic, dopóki Cindy nie zaczęła oddychać równiej.
Steve i Tony wymienili spojrzenia. Rogers skinął głową w stronę wyjścia.
— Dajmy im chwilę — powiedział cicho.
Tony zawahał się, po czym odłożył tablet pod ramię.
— Tylko niech ktoś da mi znać, jeśli znowu zacznie lewitować sprzęt wart kilka milionów.
Drzwi zamknęły się za nimi z miękkim sykiem.
Zostały same.
Cindy przez dłuższą chwilę wpatrywała się w swoje dłonie. Były zwyczajne. Nie świeciły. Nie drżały. A jednak miała wrażenie, że coś w nich zostało — jak echo burzy.
— Myślałam… — zaczęła, ale głos jej się załamał. — Myślałam, że stracę nad tym panowanie. Że zrobię komuś krzywdę.
Wanda usiadła obok, opierając łokcie o kolana.
— Strach po czymś takim jest normalny — powiedziała spokojnie. — Najgorsze, co można zrobić, to go ignorować.
— A jeśli następnym razem się nie uda? — Cindy spojrzała na nią niepewnie. — Jeśli nie będziesz obok?
Wanda odwróciła się w jej stronę. Jej spojrzenie było poważne, ale ciepłe.
— Właśnie dlatego uczymy cię kontroli, a nie siły. Moc sama w sobie nie jest problemem. Problemem jest chaos. A chaos rodzi się z tłumionych emocji.
Cindy spuściła wzrok.
— Ja… zawsze próbuję być „w porządku”. Nie sprawiać kłopotów. Nie panikować.
— Wiem — odpowiedziała Wanda cicho. — I to bardzo ciężki sposób na życie.
Przez moment słychać było tylko odległy dźwięk wind w wieży.
— Kiedy byłam młodsza — zaczęła Wanda — myślałam, że jeśli będę wszystko kontrolować, nic złego się nie stanie. Że jeśli nie pokażę strachu, on zniknie.
(uśmiechnęła się blado) Nie zniknął. Tylko rósł.
Cindy podniosła głowę.
— I co zrobiłaś?
— Nauczyłam się go słuchać. Nie pozwalać mu rządzić, ale też go nie uciszać. Twoja moc reaguje na to, co czujesz. Dlatego dziś wymknęła się spod kontroli.
— Bo się bałam?
— Bo byłaś sama w tym strachu — poprawiła ją Wanda. — A nie musisz być.
Cindy przełknęła ślinę. Coś ścisnęło ją w gardle.
— A jeśli oni… — zawahała się. — Jeśli uznają, że jestem zbyt niebezpieczna?
Wanda nie odpowiedziała od razu. Położyła dłoń na podłodze, tuż obok dłoni Cindy — blisko, ale nie dotykając.
— Steve widzi w tobie potencjał. Tony widzi zagrożenia, bo taka jest jego rola. A ja… — spojrzała jej prosto w oczy — ja widzę dziewczynę, która próbuje zrozumieć coś, czego nikt jej nie wyjaśnił.
Cindy cicho parsknęła.
— Świetnie. Brzmi jak chaos.
— Brzmi jak początek — poprawiła ją Wanda.
Cindy oparła głowę o ścianę.
— To dziwne… — powiedziała po chwili. — Gdy ta energia się pojawiła, było strasznie. Ale przez sekundę… czułam się, jakbym wreszcie była sobą. I to mnie przeraziło najbardziej.
Wanda zamknęła oczy na moment.
— Moc potrafi dać poczucie prawdy o sobie. Dlatego jest tak niebezpieczna, jeśli nie ma się kogoś, kto pomoże ją zrozumieć.
— Zostaniesz? — zapytała Cindy cicho. — Przy treningach?
Wanda uśmiechnęła się lekko.
— Jeśli pozwolisz. I jeśli będziesz szczera — ze mną i z samą sobą.
Cindy skinęła głową.
— Spróbuję.
— Tyle wystarczy na dziś.
Wanda podniosła się pierwsza i podała Cindy rękę. Dziewczynka zawahała się tylko sekundę, po czym ją chwyciła.
Gdy wychodziły z sali, Cindy obejrzała się jeszcze raz. Miejsce wciąż wyglądało surowo, obco. Ale po raz pierwszy nie kojarzyło jej się wyłącznie ze strachem.
Raczej z możliwością.
CZYTASZ
VENUS
ActionDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
