Po nerwowym spotkaniu przy szafkach Peter nie potrafił wyrzucić z głowy jednego słowa: Lipsk. Brzmiało w jego myślach jak echo, ciężkie i niepokojące. Serce wciąż biło mu zbyt szybko, a w żołądku czuł znajome napięcie – to samo, które pojawiało się zawsze, gdy jego dwa światy zaczynały się niebezpiecznie przenikać. W końcu wymknął się Nedowi i MJ, rzucając w pośpiechu krótkie:
— Zapomniałem czegoś z biblioteki!
Nie czekał na odpowiedź. Musiał ją znaleźć. Musiał wiedzieć.
Znalazł ją między wysokimi regałami z chemią organiczną. Stała tyłem, powoli przesuwając palcami po grzbietach starych, ciężkich woluminów, jakby szukała konkretnego tytułu albo próbowała uspokoić własne myśli. Peter podszedł cicho, lecz coś podpowiadało mu, że Cindy doskonale wie o jego obecności. Nie drgnęła.
— Skąd tam byłaś? — wydyszał. — Lipsk to nie miejsce na wycieczkę. Widziałaś mnie… w kostiumie?
Cindy odwróciła się powoli. W jej oczach pojawił się ostry, niebezpieczny błysk.
— Widziałam wszystko, Parker. Widziałam, jak ukradłeś tarczę Kapitanowi. I widziałam, jak bardzo się starałeś zaimponować Starkowi.
Słowa zabolały bardziej, niż się spodziewał.
— A ty? — zapytał ciszej, robiąc krok bliżej.
Cindy zacisnęła usta.
— Byłam tam z nimi. Z drużyną Rogersa. To, co robiliście, było niesprawiedliwe. Nie tylko ty masz potężnych przyjaciół, Peter.
Między nimi zawisła napięta cisza, jakby powietrze nagle zgęstniało.
Zanim Peter zdążył odpowiedzieć, drzwi sali otworzyły się z trzaskiem, a surowy wzrok pana Cobbwella natychmiast spoczął na nich obojgu.
— Moon, Parker. Skoro już skończyliście tę fascynującą dyskusję, może łaskawie zajmiecie swoje miejsca? Mamy polimery do omówienia.
W sali panował zaduch, a ciężkie powietrze pachniało szkłem laboratoryjnym i chemikaliami. Pan Cobbwell poprawił okulary i wskazał na tablicę.
— Dzisiaj synteza polimerów. Pracujemy w parach! Moon, Parker – stanowisko numer cztery!
Usiedli obok siebie w milczeniu. Napięcie z biblioteki nie zniknęło. Peter próbował skupić się na zadaniu, nerwowo przeszukując szufladę w poszukiwaniu zapałek do palnika. Cindy wciąż była roztrzęsiona. Jej ruchy były zbyt szybkie, zbyt chaotyczne, jakby myślami nadal była gdzieś indziej.
Wyciągnęła dłoń w stronę probówki.
I wtedy z jej palców wystrzeliła drobna, błękitna iskra.
Ciecz natychmiast zaczęła gwałtownie wrzeć, rozświetlając się nienaturalnym, fioletowym blaskiem.
— Co ty robisz?! — syknął Peter.
Kątem oka zobaczył zbliżającego się nauczyciela. Bez chwili wahania stanął przed stanowiskiem, zasłaniając je własnym ciałem.
— Panie profesorze! — powiedział szybko. — Proszę spojrzeć, jaka niesamowita reakcja egzotermiczna! To… nowa metoda katalizy, o której czytałem!
Cobbwell zmrużył oczy, przyglądając się dymiącej zlewce.
— Parker, mniej entuzjazmu, więcej precyzji. Choć muszę przyznać, że tempo reakcji jest… zdumiewające. Kontynuujcie.
Gdy nauczyciel odszedł, Peter nachylił się bliżej.
— Użyłaś magii? — szepnął.
— To był wypadek — mruknęła Cindy, spuszczając wzrok.
W tym samym momencie rozległ się dzwonek kończący lekcję. Ciszę natychmiast zastąpił gwar, przesuwane krzesła i odgłosy zamykanych plecaków. Uczniowie ruszyli do wyjścia. Cindy szybko zbierała notatki, gdy nagle Flash Thompson, przechodząc obok z wyraźnie złośliwym zamiarem, celowo i mocno potrącił jej torbę. Plecak zsunął się z blatu i uderzył o podłogę.
— Hej, nowa! Uważaj, bo jeszcze zarazisz Parkera swoim dziwnym wzrokiem — zakpił, śmiejąc się do kolegów. — Słyszałem, że w bibliotece też na siebie wpadliście. Co tam robiliście? Szukaliście instrukcji, jak przestać być przegrywami?
Twarz Cindy zapłonęła z wściekłości i wstydu. Jej dłonie zacisnęły się na krawędzi stołu. NIFTY natychmiast zarejestrowała gwałtowny wzrost tętna. Jednym impulsem mogłaby posłać Flasha przez zamknięte drzwi.
Ale zanim zdążyła zareagować, Peter stanął przed nią.
Jak tarcza.
— Odwal się, Flash — powiedział spokojnie, a jego głos był niższy i pewniejszy niż zwykle. — Idź poćwiczyć rzuty do kosza, bo na chemii tylko marnujesz nam tlen.
Flash zamrugał zaskoczony. Nie był przyzwyczajony do takiej wersji Parkera. Mruknął coś pod nosem i odszedł.
Cindy poczuła, jak jej policzki robią się gorące, tym razem z innego powodu. Patrzyła na plecy Petera, czując bijące od niego dziwne, uspokajające ciepło. Nie wiedziała, czy to jego dobroć, czy coś jeszcze, co sprawiało, że jej serce znów zaczęło bić szybciej.
Kiedy wyszli razem przed budynek szkoły, Cindy nagle zatrzymała się w pół kroku.
Na parkingu stało lśniące Audi.
Obok samochodu czekał Tony Stark, a Happy Hogan obserwował otoczenie czujnym, podejrzliwym wzrokiem.
— Parker! Pakuj się! — zawołał Stark, po czym spojrzał na Cindy i uniósł brew. — O, widzę, że zapoznałeś się z naszą „znajomą” z Lipska. Drużyna Rogersa wiedziała, kogo werbować.
Drzwi z tyłu samochodu otworzyły się i wysiadła Pepper Potts.
Na jej widok napięcie w ramionach Cindy natychmiast osłabło. Pepper podeszła do niej spokojnie, z łagodnym, ciepłym uśmiechem.
— Dobra robota, Cindy — powiedziała miękko, podając jej termos z parującą herbatą. — To dla ciebie. Obiecałam ci rano, że nagrodzimy cię za przetrwanie tego pierwszego, najtrudniejszego dnia w nowym świecie.
Wyciągnęła zza pleców ozdobne pudełko przewiązane błękitną wstążką.
— To twoje ulubione słodycze. Dokładnie te, o których rozmawiałyśmy w kuchni. Zasłużyłaś na nie. —
Pepper Potts uśmiechnęła się ciepło i puściła do Cindy porozumiewawcze oczko.
Cindy przez chwilę patrzyła na prezent w milczeniu, czując, jak napięcie powoli opuszcza jej ciało.
Po raz pierwszy tego dnia miała wrażenie, że mimo chaosu, tajemnic i konfliktów… nie jest w tym wszystkim sama.
Odwzajemniła uśmiech, ściskając w dłoniach słodycze. Przez moment przemknęła jej jeszcze jedna myśl.
Ciekawe, co pomyślałby jej tata… i co właściwie robiłby tutaj, gdyby nagle otworzył portal w samym środku pokoju.
Nagle poczuła na sobie czyjś wzrok. Odwróciła głowę i natknęła się na spojrzenie Petera Parkera, który patrzył na nią z wyraźnym zakłopotaniem, jakby kompletnie nie rozumiał, co właśnie się dzieje.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
