|40|

4 1 0
                                        

Na dachu panowała cisza.

Wysoko nad Nowym Jorkiem wiatr przesuwał się między budynkami, niosąc odległy szum ulic, przytłumione sygnały karetek i echo codziennego życia.

Beton pod stopami był jeszcze ciepły po całym dniu, ale powietrze wokół Petera, Cindy i Tony’ego było napięte i ciężkie. Każdy oddech zdawał się głośny.

Tony Stark stał naprzeciwko nich, nieruchomy. Hełm jego zbroi był odsunięty, a twarz spokojna, choć skupiona. Skrzyżował ręce na piersi i przez dłuższą chwilę milczał, wpatrując się w Petera i Cindy. Peter poczuł, jakby jego ciało automatycznie napinało się w obawie przed każdym spojrzeniem. Nie wiedział, co powiedzieć, gdy Stark patrzył w ten sposób — wzrok ten był jak radar, badający każdy jego ruch.

— Dobra. Kto chce mi wytłumaczyć, dlaczego śledzę dwójkę licealistów teleportujących się po Nowym Jorku? — odezwał się w końcu Tony, tonem spokojnym, ale pełnym wagi autorytetu.

Peter odruchowo podniósł rękę:

— To… moja wina.

Tony westchnął ciężko, prawie teatralnie.

— Peter… ty zawsze mówisz, że to twoja wina. Spróbujmy dziś czegoś nowego.

Peter spuścił wzrok, zakłopotany. W sercu czuł ucisk — bał się reakcji dorosłego bohatera, który wydawał się widzieć wszystko. Cindy natomiast spojrzała mu znacząco w oczy, jakby chciała dać znać, że nie wszystko zależy od niego.

Tony przesunął spojrzenie na Cindy.

— Co się stało?

Cindy przełknęła ślinę, w ramionach poczuła napięcie. Wzięła głęboki oddech.

— Byliśmy w restauracji. Usłyszeliśmy wybuch. Wybiegliśmy na zewnątrz.

Tony nie przerywał. Jego oczy wciąż były chłodne, analityczne.

— Na miejscu była rozbita furgonetka. I metalowe skrzynie. Jedna z nich miała logo… Bestman-Toomes.

Tony lekko zesztywniał.

— Jesteś pewna?

— Tak — odpowiedziała Cindy zdecydowanie, choć serce waliło jej mocniej.

Peter nerwowo dodał:

— Ja też to widziałem.

Tony milczał przez kilka sekund, jakby analizował informacje. Peter poczuł, jak napięcie w klatce piersiowej rośnie; nie wiedział, czy Stark się zdenerwuje, czy tylko obserwuje.

— A potem? — zapytał Tony.

— Nadjeżdżała policja — powiedziała Cindy. — Było dużo ludzi. Nie chciałam, żeby ktoś mnie zobaczył. Więc nas przeniosłam.

Tony zamknął oczy na moment i potarł twarz dłonią. Peter poczuł, że w tym geście jest coś ludzkiego — odrobina zmęczenia i troski.

— Czyli znaleźliście potencjalnie nielegalny transport i uznaliście, że najlepszym rozwiązaniem będzie działać sami?

Peter skrzywił się, głos cichy:

— Chcieliśmy tylko sprawdzić.

Tony spojrzał na niego. Peter poczuł się nagle jakby ważył zbyt mało, by zasłużyć na uwagę.

— I właśnie dlatego ciągle jeszcze rozmawiamy tutaj, a nie tłumaczymy się przed rządem.

Zapadła cisza. Peter nieśmiało spojrzał w bok, a w jego myślach kłębiły się pytania, czy zrobił coś naprawdę złego.

VENUSOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz