Na dachu panowała cisza.
Wysoko nad Nowym Jorkiem wiatr przesuwał się między budynkami, niosąc odległy szum ulic, przytłumione sygnały karetek i echo codziennego życia.
Beton pod stopami był jeszcze ciepły po całym dniu, ale powietrze wokół Petera, Cindy i Tony’ego było napięte i ciężkie. Każdy oddech zdawał się głośny.
Tony Stark stał naprzeciwko nich, nieruchomy. Hełm jego zbroi był odsunięty, a twarz spokojna, choć skupiona. Skrzyżował ręce na piersi i przez dłuższą chwilę milczał, wpatrując się w Petera i Cindy. Peter poczuł, jakby jego ciało automatycznie napinało się w obawie przed każdym spojrzeniem. Nie wiedział, co powiedzieć, gdy Stark patrzył w ten sposób — wzrok ten był jak radar, badający każdy jego ruch.
— Dobra. Kto chce mi wytłumaczyć, dlaczego śledzę dwójkę licealistów teleportujących się po Nowym Jorku? — odezwał się w końcu Tony, tonem spokojnym, ale pełnym wagi autorytetu.
Peter odruchowo podniósł rękę:
— To… moja wina.
Tony westchnął ciężko, prawie teatralnie.
— Peter… ty zawsze mówisz, że to twoja wina. Spróbujmy dziś czegoś nowego.
Peter spuścił wzrok, zakłopotany. W sercu czuł ucisk — bał się reakcji dorosłego bohatera, który wydawał się widzieć wszystko. Cindy natomiast spojrzała mu znacząco w oczy, jakby chciała dać znać, że nie wszystko zależy od niego.
Tony przesunął spojrzenie na Cindy.
— Co się stało?
Cindy przełknęła ślinę, w ramionach poczuła napięcie. Wzięła głęboki oddech.
— Byliśmy w restauracji. Usłyszeliśmy wybuch. Wybiegliśmy na zewnątrz.
Tony nie przerywał. Jego oczy wciąż były chłodne, analityczne.
— Na miejscu była rozbita furgonetka. I metalowe skrzynie. Jedna z nich miała logo… Bestman-Toomes.
Tony lekko zesztywniał.
— Jesteś pewna?
— Tak — odpowiedziała Cindy zdecydowanie, choć serce waliło jej mocniej.
Peter nerwowo dodał:
— Ja też to widziałem.
Tony milczał przez kilka sekund, jakby analizował informacje. Peter poczuł, jak napięcie w klatce piersiowej rośnie; nie wiedział, czy Stark się zdenerwuje, czy tylko obserwuje.
— A potem? — zapytał Tony.
— Nadjeżdżała policja — powiedziała Cindy. — Było dużo ludzi. Nie chciałam, żeby ktoś mnie zobaczył. Więc nas przeniosłam.
Tony zamknął oczy na moment i potarł twarz dłonią. Peter poczuł, że w tym geście jest coś ludzkiego — odrobina zmęczenia i troski.
— Czyli znaleźliście potencjalnie nielegalny transport i uznaliście, że najlepszym rozwiązaniem będzie działać sami?
Peter skrzywił się, głos cichy:
— Chcieliśmy tylko sprawdzić.
Tony spojrzał na niego. Peter poczuł się nagle jakby ważył zbyt mało, by zasłużyć na uwagę.
— I właśnie dlatego ciągle jeszcze rozmawiamy tutaj, a nie tłumaczymy się przed rządem.
Zapadła cisza. Peter nieśmiało spojrzał w bok, a w jego myślach kłębiły się pytania, czy zrobił coś naprawdę złego.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
