Cisza w pokoju Cindy była ciężka, niemal namacalna. Gdy dziewczyna otworzyła oczy, przez chwilę nie wiedziała, gdzie jest, a jedynym dźwiękiem był jej własny, przyspieszony oddech.
Pierwszą rzeczą, którą poczuła, było mrowienie na policzku – dziwne, elektryzujące ciepło. Podeszła do lustra i zamarła.
W półmroku poranka jej twarz rozświetlały delikatne smugi, głębokiego fioletu. Wyglądały jak drobne wyładowania atmosferyczne, które tańczyły wokół rany zadanej przez Toomesa.
Z fascynacją i przerażeniem patrzyła, jak magiczne nitki dosłownie „zszywają” rozciętą skórę.
Rana znikała, pozostawiając po sobie jedynie bladą, ledwo widoczną kreskę, ale kolory magii wciąż pulsowały pod jej skórą, jakby stres nie pozwalał im zgasnąć.
— Nie teraz… proszę, tylko nie teraz — wyszeptała, próbując uspokoić bicie serca. Wiedziała, że jeśli te kolory nie znikną, Stark zauważy je w ułamku sekundy.
W kuchni panowała pozorna sielanka. Pepper nakładała na talerze omlety, a Tony, z kubkiem kawy w dłoni, kłócił się z jakimś hologramem wyświetlonym nad stołem. Cindy wślizgnęła się do środka, naciągając rękawy bluzy tak mocno, jak to możliwe, i chowając twarz za kaskadą włosów.
— Dzień dobry, śpiochu — rzuciła Pepper z ciepłym uśmiechem. — Siadaj, zaraz musisz zbierać się do szkoły. Peter już pewnie na ciebie czeka.
Cindy skinęła tylko głową, nie ufając własnemu głosowi. Usiadła tyłem do okna, by światło nie zdradziło fioletowego blasku, który wciąż tlił się w kąciku jej oka.
— Wszystko okej, panno Strange? — zapytał nagle Tony, wyłączając hologram. — Wyglądasz, jakbyś przespała noc w wirówce do prania. I dlaczego jesz w kapturze?
— Zimno mi — skłamała szybko, wbijając wzrok w talerz. — To znaczy… nie wyspałam się. Dużo nauki.
W tym samym momencie telefon Tony’ego, leżący na blacie, zawibrował i rozświetlił się imieniem: PETER. Stark odebrał na głośnomówiącym, nie przerywając krojenia swojego omletu.
— Młody, jeśli dzwonisz zapytać, czy możesz pożyczyć kombinezon na randkę, to odpowiedź brzmi: nie — zażartował Tony.
— Panie Stark! — głos Petera w słuchawce był spanikowany i nienaturalnie wysoki. — Czy Cindy jest w Wieży? Nie było jej na biologii. Szukałem jej wszędzie, a rano widziałem, jak szła do sali matematycznej… tej na końcu korytarza. Panie Stark, ona nie odbiera, a tam kręcił się ten nowy nauczyciel i ja…
Cindy poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. W kuchni zapadła grobowa cisza. Pepper przestała mieszać kawę, a wzrok Tony’ego powoli, centymetr po centymetrze, przesuwał się z telefonu prosto na Cindy.
— Peter, spokojnie — powiedział Tony, ale jego głos nie był już żartobliwy. Stał się lodowaty i skupiony. — Cindy siedzi właśnie przede mną. Ale wiesz co? Chętnie posłucham o tej sali matematycznej.
Tony rozłączył się, nie czekając na odpowiedź, i odłożył telefon z głośnym stuknięciem. Oparł się o blat, świdrując Cindy spojrzeniem, przed którym nie było ucieczki.
— Więc? — zaczął cicho. — Peter twierdzi, że zniknęłaś w połowie lekcji. Ty twierdzisz, że znasz się na nauce, a masz na policzku ślad, który wygląda jak pamiątka po spotkaniu z czyjąś pięścią. I do tego… — Tony zmrużył oczy, podchodząc krok bliżej.
— Czy ty promieniujesz na fioletowo, czy to ja muszę zmienić markę kawy?
Cindy poczuła, jak pod stołem jej dłonie zaczynają drżeć, a podłoga pod jej stopami staje się dziwnie miękka, jakby portal tylko czekał na jej moment słabości.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
