|10|

5 0 0
                                        

Avengers Compound nocą zawsze wydawało się większe. Bardziej puste. Jakby beton i stal oddychały ciszej, gdy nie było świadków.

Tony Stark siedział samotnie w sali obserwacyjnej, tej z widokiem na pas startowy quinjetów. Nie pracował. To było nietypowe. Na stole leżał tablet, wygaszony od dobrych kilkunastu minut. Szklanka obok była nietknięta.

Myślami wracał tam, gdzie nie chciał.

Do dziewczyny stojącej niepewnie w progu.
Do jej głosu — zbyt spokojnego jak na kogoś w jej wieku.
Do mężczyzny w płaszczu, który wyglądał, jakby świat zawsze robił mu miejsce.

Stephen Strange nie prosił. On informował.

Zostawiam ją tu.
Ufam ci.

Tony wtedy żartował. Zawsze żartował. To była jego zbroja. Ale gdy drzwi się zamknęły, a Cindy została — poczuł coś, czego nie czuł od dawna.

Ciężar.

— Wiedziałem, że tu będziesz.

Głos Steve’a Rogersa wyrwał go z zamyślenia. Tony nawet nie spojrzał w jego stronę.

— Oczywiście, że wiedziałeś — mruknął. — Znasz to miejsce. Tutaj ludzie udają, że patrzą w przyszłość, a tak naprawdę grzebią w przeszłości.

Steve podszedł bliżej, ale nie siadł.

— Cindy śpi — powiedział. — JARVIS potwierdził. Koszmary, ale spokojne.

Tony zacisnął palce na krawędzi stołu.

— Nie powinna ich mieć — odparł. — Nie w tym miejscu. Nie przez nas.

— Tony…

— Nie — przerwał mu Stark. — Pozwól mi dokończyć. Bo wszyscy dziś mówili. Ty, Wanda, nawet JARVIS. A nikt nie zapytał, dlaczego to mnie tak wkurza.

Steve skrzyżował ramiona, ale nie defensywnie. Raczej uważnie.

— Dlaczego?

Tony w końcu spojrzał na niego.

— Bo widziałem już ten schemat. Geniusz. Bohater. Ojciec, który „tylko na chwilę” znika. A potem dziecko zostaje z pytaniami i mocami, których nikt nie potrafi okiełznać.

— Nie mówisz o Strange’u — zauważył Steve. — Mówisz o sobie.

Cisza.

— Strange wszedł tu z pełnym przekonaniem, że robi słusznie — powiedział Tony wolniej. — Nawet się nie zawahał. Jakby zostawienie córki w siedzibie Avengers było logicznym krokiem.

— Bo wierzy, że ją ochronimy — odparł Steve.

— Właśnie! — Tony podniósł głos. — On wierzy. Ty wierzysz. A ja wiem, jak często wiara nas zawodzi.

Steve zrobił krok bliżej.

— Dlatego zaproponowałem misję — powiedział spokojnie. — Nie dlatego, że chcę ją wystawić na niebezpieczeństwo. Ale dlatego, że już jest częścią tego świata. Czy nam się to podoba, czy nie.

Tony potrząsnął głową.

— W chwili, gdy to powiedziałeś, zobaczyłem ją — przyznał. — Jak stoi obok Strange’a. Jak mówi, że jej ojciec mi ufa. I nagle wszystko stało się… osobiste.

Steve nie odpowiedział od razu.

— Wiesz, co było najgorsze? — ciągnął Tony. — Że przez sekundę chciałem powiedzieć „tak” bez wahania. Jakby to była kolejna decyzja strategiczna. A potem dotarło do mnie, że to nie projekt. To dziecko.

— Dziecko, które słyszy, widzi i rozumie więcej, niż nam się wydaje — odpowiedział Steve. — I które już teraz czuje, że jest powodem napięcia.

Tony odwrócił się w stronę okna. Na płycie lotniska stał quinjet, nieruchomy jak uśpione zwierzę.

— Jeśli ją zabierzemy na misję… — zaczął. — Jeśli coś pójdzie nie tak…

— To będziemy za to odpowiedzialni — dokończył Steve. — Tak samo, jak jesteśmy odpowiedzialni teraz, gdy ją ignorujemy.

Tony zamknął oczy.

— Strange zostawił ją tu, bo ufał nam obu — powiedział cicho. — A ja boję się, że zawiodę go dokładnie tak, jak zawiodłem innych.

Steve położył dłoń na oparciu krzesła, ale go nie dotknął.

— Nie jesteś sam — powiedział. — I Cindy też nie.

Tony spojrzał na niego z mieszanką irytacji i zmęczenia.

— Nie każ mi wybierać między byciem Avengerem a ojcem — powiedział. — Bo nie jestem pewien, czy umiem to pogodzić.

— A ja nie każę ci wybierać — odparł Steve. — Każę ci spróbować.

Między nimi zawisł zgrzyt — nie wybuch, nie krzyk. Coś znacznie gorszego. Różnica w spojrzeniu na świat, której nie dało się rozbroić jednym argumentem.

Tony w końcu odwrócił się plecami.

— Porozmawiam z Cindy jutro — rzucił. — Ale misja jeszcze nie jest przesądzona.

Steve skinął głową.

— To wystarczy na teraz.

Gdy wychodził, Tony został sam — z nocą za szybą i myślą, że decyzja Strange’a sprzed kilku dni właśnie zaczęła zmieniać wszystko.

VENUSOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz