Wieża Avengers nocą sprawiała wrażenie ogromnej, cichej struktury unoszącej się nad miastem niczym latarnia, która na chwilę przygasiła swój blask.
Większość pięter pogrążona była w półmroku, a długie, przeszklone korytarze odbijały jedynie sporadyczne światła systemów bezpieczeństwa.
Jednak w apartamencie Cindy jedno miejsce wciąż żyło – biurko przy oknie, nad którym unosiła się chłodna, niebieskawa poświata monitora.
Na ekranie laptopa widniały trzy połączone okna rozmowy.
W jednym z nich Ned siedział na swoim łóżku, niemal niewidoczny spod sterty pudełek z klockami, schematów i porozrzucanych instrukcji.
Światło ekranu odbijało się w jego okularach, nadając jego twarzy blady, niemal laboratoryjny wygląd.
W drugim oknie Peter, w lekko przekrzywionych słuchawkach, opierał się o zagracone biurko w swoim pokoju w Queens. Za jego plecami widać było stos zeszytów, rozciągniętą bluzę Spider-Mana
i lampkę, która świeciła tylko częściowo, jakby zaraz miała zgasnąć.
— Cindy? Słyszysz nas? — szepnął Peter, przysuwając twarz bliżej kamerki. Jego głos był cichy, ostrożny, jakby sam fakt rozmowy o tej porze był czymś ryzykownym. — Stark już śpi? Nie chcę, żeby nagle wszedł i zapytał, dlaczego planujemy misję szpiegowską o pierwszej w nocy.
Cindy automatycznie spojrzała w stronę drzwi. Były zamknięte, a ich gruba, dźwiękoszczelna konstrukcja tłumiła każdy odgłos z zewnątrz. Mimo to czuła lekkie, niemal niewyczuwalne wibracje – stały rytm systemów klimatyzacji i pracy technologii, która nigdy w Wieży nie zasypiała.
— Śpi. Albo siedzi w warsztacie z wyłączonymi powiadomieniami. Friday obiecała, że mnie nie wyda, dopóki nie zacznę podpalać zasłon magią — odpowiedziała cicho, pochylając się nad klawiaturą. — Możemy zaczynać.
— Dobra, słuchajcie — zaczął Ned, prostując się nagle z powagą, która kontrastowała z chaosem wokół niego. — Przejrzałem bazy danych Bestman-Toomes. Oficjalnie to firma sprzątająca, ale skąd facet, który wywozi gruz, ma technologię, która przecina rzeczywistość? To nie są zwykłe gadżety, Peter. To technologia Chitauri przerobiona na coś gorszego.
Peter natychmiast podchwycił temat, nerwowo obracając długopis między palcami.
— Ned ma rację. Widziałem te fioletowe wyładowania przy furgonetce. Cindy, to wyglądało prawie jak twoja magia. Myślisz, że on próbuje naśladować to, co ty potrafisz?
Na te słowa Cindy poczuła, jak po plecach przebiega jej chłodny dreszcz.
— Nie wiem, Peter. Ale w sali matematycznej patrzył na mnie, jakby widział we mnie baterię. Powiedział, że jestem jego „asem w rękawie”. Jeśli on handluje tą bronią, to ja jestem dla niego jedynym dowodem na to, że taka moc może istnieć w człowieku.
— Hej, zaraz wracam, muszę przynieść nachosy z kuchni! — rzucił nagle Ned i zniknął z kadru, pozostawiając po sobie puste krzesło i lekko drgający obraz.
W pokoju zapadła cisza.
Teraz na ekranie byli tylko oni – Peter i Cindy. Peter powoli przysunął się bliżej kamerki, tak blisko, że w jego źrenicach Cindy widziała odbicie własnego monitora.
— Cindy… naprawdę, jak się czujesz? — zapytał szeptem. — Stark mówił, że po tym portalu na dachu byłaś blada jak ściana. Twoja magia… ona cię boli?
Cindy oparła podbródek na dłoniach, przez chwilę szukając odpowiednich słów.
— Nie boli. Ale piecze. Jakby pod skórą płynęła mi woda gazowana, która zaraz chce wybuchnąć. Toomes… on to wyczuł. Poczułam, że on nie boi się moich mocy. On je podziwia. A to jest o wiele gorsze.
Peter zacisnął usta, a na jego czole pojawiła się głęboka zmarszczka zmartwienia.
— Stark sprawdza te skrzynie. Jeśli coś znajdzie, jutro rano może być po wszystkim. Ale jeśli nie… Cindy, obiecaj mi jedno. Jeśli poczujesz, że on cię osacza, albo jeśli twoja magia zacznie świrować… nie walcz z tym sama. Nie musisz być idealną córką Doktora Strange'a ani idealną podopieczną Starka. Po prostu bądź sobą. Wyciągnę cię stamtąd, choćbym miał użyć wszystkich sieci, jakie mam.
Cindy poczuła ciepło zupełnie inne niż to, które rodziła jej magia. Proste, ludzkie. Przez chwilę chciała powiedzieć wszystko — o szantażu, o Rossie, o Raft. Słowa już formowały się na końcu języka.
— Peter, ja… on wie coś o mnie. Coś, co może sprawić, że Ross… — zaczęła cicho.
W tym momencie obraz Neda nagle ożył.
— Jestem! Przyniosłem przekąski! O czym gadacie? — zawołał, głośno szeleszcząc paczką chipsów.
Cindy zamknęła usta i przełknęła niewypowiedzianą prawdę. Peter spojrzał na nią uważnie, czując, że coś zostało przerwane, ale ona tylko pokręciła głową i wymusiła lekki uśmiech.
— O mapie, Ned. Peter właśnie mówił, że musimy mieć plan B — skłamała spokojnie.
— Plan B to podstawa! — Ned natychmiast ożywił się, pokazując kartkę pełną schematów. — Dom Liz ma dwa wyjścia awaryjne. Jeśli Toomes spróbuje was „zaprosić na rozmowę” do piwnicy, Peter, ty udajesz, że nagle kręci ci się w głowie. A ty, Cindy, robisz tę swoją sztuczkę z dymem i znikacie w krzakach.
Peter uśmiechnął się słabo, ale jego spojrzenie co jakiś czas wracało do Cindy.
— Ned, to nie jest gra wideo. Toomes jest inteligentny. I ma na nas oko.
— Właśnie to mnie przeraża — powiedziała cicho Cindy. — On nie zachowuje się jak złoczyńca z wiadomości. On zachowuje się jak ojciec, który chroni swój teren. A my jesteśmy intruzami.
— Nie jesteśmy intruzami — odpowiedział Peter po chwili. — Jesteśmy tymi, którzy wiedzą. To nasza przewaga. Jeśli Stark coś znajdzie, jutro rano pod dom Liz może przyjechać cały Iron Legion.
— I to jest Plan C! „Operacja: Imprezowy Areszt”! — Ned aż podskoczył, rozsypując okruchy na klawiaturę.
Cindy zaśmiała się krótko. Napięcie na moment opadło.
Przez kilka minut rozmawiali o szkole, o Flashu, o MJ i o rzeczach zupełnie zwyczajnych. Jakby normalność mogła na chwilę zatrzymać nadciągającą burzę.
Gdy Ned w końcu pożegnał się, ziewając i obiecując wysłać rano „ostateczny protokół bezpieczeństwa”, na ekranie znów zostali tylko oni.
— Cindy? — odezwał się Peter ciszej. — To, co chciałaś powiedzieć… o Rossie. Jeśli Toomes cię szantażuje, musisz mi zaufać. Nawet jeśli to coś strasznego. Nawet jeśli myślisz, że Stark się od ciebie odwróci. Ja tego nie zrobię.
Cindy spojrzała na swoje nadgarstki. Pod skórą pulsowały delikatne, fioletowe żyłki, zsynchronizowane z biciem serca.
— Peter, ty nie rozumiesz. Jeśli Ross dowie się, że Stark mnie ukrywa, zamknie też jego. Zniszczy Avengersów. Toomes trzyma granat, a ja jestem jedyną osobą, która może powstrzymać go przed wyciągnięciem zawleczki.
— Nie jesteś jedyna — odpowiedział Peter stanowczo. — Masz mnie. A ja mam pajęczynę, która potrafi zatrzymać autobus. Razem coś wymyślimy. A teraz idź spać. Jutro musimy wyglądać jak zwyczajni, nudni nastolatkowie.
— Dobranoc, Peter.
— Dobranoc, Cindy.
Po rozłączeniu pokój nagle wydał się zbyt cichy. Słychać było tylko jednostajny szum komputera i odległe, niemal uspokajające brzmienie systemów Wieży.
Cindy podeszła do okna.
Światła Queens migotały w oddali jak rozsypane gwiazdy. Gdzieś tam, w jednym z tych domów, Toomes prawdopodobnie planował swój kolejny ruch, analizując dane swoich dronów z tą samą cierpliwą determinacją, z jaką patrzył na nią w szkole.
Cindy oparła dłoń o chłodne szkło.
Czuła, że jutrzejszy wieczór nie będzie zwykłym przyjęciem.
Będzie granicą.
Albo końcem jej wolności.
Albo początkiem wojny, na którą nikt z nich nie był gotowy.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
