|14|

3 0 0
                                        

Korytarz prowadzący z sali treningowej był niemal pusty. Światła przygasiły się automatycznie do trybu nocnego, a echo kroków Cindy odbijało się zbyt głośno, jakby Compound zwracał na nią większą uwagę, niż by chciała.

Nie spodziewała się, że ktoś będzie czekał.

Tony Stark stał oparty o ścianę przy windach, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Bez zbroi. Bez hologramów. Tylko on — w ciemnej koszulce, z tym samym wyrazem twarzy, który trudno było odczytać.

— Hej — odezwał się. — Widzę, że przeżyliśmy. Budynek też.

Cindy zatrzymała się gwałtownie.

— Ja… przepraszam za to pole siłowe — powiedziała odruchowo. — I za drona. I za—

— Stop — przerwał jej Tony, unosząc dłoń. — Jedna katastrofa na zdanie. To mój limit.

Zawahała się, po czym skinęła głową.

— Wanda mówiła, że… — zaczęła, ale urwała. — Nieważne.

Tony zmrużył oczy.

— Nie, nie. Teraz już jest ważne. Co mówiła Wanda?

Cindy spojrzała w bok.

— Że strach jest normalny. I że moja moc reaguje na emocje.

Tony westchnął cicho.

— Świetnie. Emocjonalnie niestabilna energia kosmiczna. Dokładnie to, co lubię najbardziej.

Cindy spuściła głowę.

— Wiem, że się mnie boisz.

To go zatrzymało.

Tony wyprostował się powoli.

— Nie — powiedział po chwili. — Boję się tego, co świat może z tobą zrobić. To różnica. Duża. Choć rzadko ją widać z zewnątrz.

Cindy uniosła wzrok, zaskoczona.

— Myślałam, że uznasz, że… nie nadaję się.

Tony prychnął.

— Gdybym skreślał ludzi po pierwszym niekontrolowanym wybuchu, Avengersi byliby bardzo krótką listą.

Zapadła cisza. Nie niezręczna. Raczej ostrożna.

— Twój ojciec — odezwał się Tony, patrząc gdzieś ponad jej ramieniem — kiedy zostawił cię tutaj… nie wyglądał na kogoś, kto ucieka.

Cindy zacisnęła palce na pasku bluzy.

— On zawsze mówi, że czasem trzeba zaufać innym. Nawet jeśli się boisz.

Tony skrzywił się lekko.

— Tak. On ma do tego talent.

Spojrzał na nią uważniej.

— Powiedz mi coś — powiedział ciszej. — Podczas treningu. W tym momencie, gdy wszystko wymknęło się spod kontroli… słyszałaś coś? Albo czułaś?

Cindy zawahała się, ale przypomniała sobie słowa Wandy.

— Czułam… jakby wszystko było bardzo głośne. Jakby moje myśli nie miały gdzie się schować. A potem… przez chwilę było idealnie cicho.

Tony skinął głową, jakby to miało sens.

— To nie brzmi jak „problem” — stwierdził. — To brzmi jak brak instrukcji obsługi.

— Czyli… nie jestem zepsuta? — zapytała cicho.

Tony uniósł brew.

— Cindy, ja zbudowałem pół swojej kariery na byciu „zepsutym” według cudzych standardów. Uwierz mi — to nie jest wyrok.

Uśmiechnęła się słabo. Po raz pierwszy od treningu.

— Steve uważa, że powinnam jechać na misję — powiedziała nagle.

Tony zamknął oczy na sekundę. Tylko na sekundę.

— Steve uważa wiele rzeczy — odparł. — I często ma rację. To bywa irytujące.

— A ty? — zapytała.

Spojrzał na nią poważnie.

— Ja uważam, że nie jesteś gotowa. Jeszcze. I że to nie jest porażka. To jest… czas.

Cindy skinęła głową, choć w jej oczach pojawiło się rozczarowanie.

— Ale — dodał Tony szybko — jeśli będziesz trenować. Jeśli będziesz mówić, kiedy się boisz. I jeśli przestaniesz udawać, że wszystko jest „w porządku”, gdy nie jest…

Zawiesił głos.

— Wtedy porozmawiamy.

— Naprawdę? — zapytała.

— Naprawdę — potwierdził. — I jeszcze jedno.

Pochylił się lekko, żeby zrównać się z nią wzrokiem.

— Nie jesteś tu dlatego, że coś w tobie jest niebezpieczne. Jesteś tu dlatego, że komuś bardzo na tobie zależy. I… — zawahał się — teraz również nam.

Cindy poczuła, jak coś ściska ją w gardle.

— Dziękuję — powiedziała cicho.

Tony odwrócił się w stronę windy.

— Chodź. JARVIS twierdzi, że potrzebujesz snu. A JARVIS rzadko się myli. Częściej niż ja, co jest oburzające.

Drzwi windy zamknęły się za nimi cicho.

A Cindy po raz pierwszy od przyjazdu do Avengers Compound miała wrażenie, że ktoś nie patrzy na nią jak na zagrożenie — tylko jak na kogoś, kogo warto chronić, zanim będzie gotowa chronić innych.

VENUSOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz