Korytarz prowadzący z sali treningowej był niemal pusty. Światła przygasiły się automatycznie do trybu nocnego, a echo kroków Cindy odbijało się zbyt głośno, jakby Compound zwracał na nią większą uwagę, niż by chciała.
Nie spodziewała się, że ktoś będzie czekał.
Tony Stark stał oparty o ścianę przy windach, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Bez zbroi. Bez hologramów. Tylko on — w ciemnej koszulce, z tym samym wyrazem twarzy, który trudno było odczytać.
— Hej — odezwał się. — Widzę, że przeżyliśmy. Budynek też.
Cindy zatrzymała się gwałtownie.
— Ja… przepraszam za to pole siłowe — powiedziała odruchowo. — I za drona. I za—
— Stop — przerwał jej Tony, unosząc dłoń. — Jedna katastrofa na zdanie. To mój limit.
Zawahała się, po czym skinęła głową.
— Wanda mówiła, że… — zaczęła, ale urwała. — Nieważne.
Tony zmrużył oczy.
— Nie, nie. Teraz już jest ważne. Co mówiła Wanda?
Cindy spojrzała w bok.
— Że strach jest normalny. I że moja moc reaguje na emocje.
Tony westchnął cicho.
— Świetnie. Emocjonalnie niestabilna energia kosmiczna. Dokładnie to, co lubię najbardziej.
Cindy spuściła głowę.
— Wiem, że się mnie boisz.
To go zatrzymało.
Tony wyprostował się powoli.
— Nie — powiedział po chwili. — Boję się tego, co świat może z tobą zrobić. To różnica. Duża. Choć rzadko ją widać z zewnątrz.
Cindy uniosła wzrok, zaskoczona.
— Myślałam, że uznasz, że… nie nadaję się.
Tony prychnął.
— Gdybym skreślał ludzi po pierwszym niekontrolowanym wybuchu, Avengersi byliby bardzo krótką listą.
Zapadła cisza. Nie niezręczna. Raczej ostrożna.
— Twój ojciec — odezwał się Tony, patrząc gdzieś ponad jej ramieniem — kiedy zostawił cię tutaj… nie wyglądał na kogoś, kto ucieka.
Cindy zacisnęła palce na pasku bluzy.
— On zawsze mówi, że czasem trzeba zaufać innym. Nawet jeśli się boisz.
Tony skrzywił się lekko.
— Tak. On ma do tego talent.
Spojrzał na nią uważniej.
— Powiedz mi coś — powiedział ciszej. — Podczas treningu. W tym momencie, gdy wszystko wymknęło się spod kontroli… słyszałaś coś? Albo czułaś?
Cindy zawahała się, ale przypomniała sobie słowa Wandy.
— Czułam… jakby wszystko było bardzo głośne. Jakby moje myśli nie miały gdzie się schować. A potem… przez chwilę było idealnie cicho.
Tony skinął głową, jakby to miało sens.
— To nie brzmi jak „problem” — stwierdził. — To brzmi jak brak instrukcji obsługi.
— Czyli… nie jestem zepsuta? — zapytała cicho.
Tony uniósł brew.
— Cindy, ja zbudowałem pół swojej kariery na byciu „zepsutym” według cudzych standardów. Uwierz mi — to nie jest wyrok.
Uśmiechnęła się słabo. Po raz pierwszy od treningu.
— Steve uważa, że powinnam jechać na misję — powiedziała nagle.
Tony zamknął oczy na sekundę. Tylko na sekundę.
— Steve uważa wiele rzeczy — odparł. — I często ma rację. To bywa irytujące.
— A ty? — zapytała.
Spojrzał na nią poważnie.
— Ja uważam, że nie jesteś gotowa. Jeszcze. I że to nie jest porażka. To jest… czas.
Cindy skinęła głową, choć w jej oczach pojawiło się rozczarowanie.
— Ale — dodał Tony szybko — jeśli będziesz trenować. Jeśli będziesz mówić, kiedy się boisz. I jeśli przestaniesz udawać, że wszystko jest „w porządku”, gdy nie jest…
Zawiesił głos.
— Wtedy porozmawiamy.
— Naprawdę? — zapytała.
— Naprawdę — potwierdził. — I jeszcze jedno.
Pochylił się lekko, żeby zrównać się z nią wzrokiem.
— Nie jesteś tu dlatego, że coś w tobie jest niebezpieczne. Jesteś tu dlatego, że komuś bardzo na tobie zależy. I… — zawahał się — teraz również nam.
Cindy poczuła, jak coś ściska ją w gardle.
— Dziękuję — powiedziała cicho.
Tony odwrócił się w stronę windy.
— Chodź. JARVIS twierdzi, że potrzebujesz snu. A JARVIS rzadko się myli. Częściej niż ja, co jest oburzające.
Drzwi windy zamknęły się za nimi cicho.
A Cindy po raz pierwszy od przyjazdu do Avengers Compound miała wrażenie, że ktoś nie patrzy na nią jak na zagrożenie — tylko jak na kogoś, kogo warto chronić, zanim będzie gotowa chronić innych.
CZYTASZ
VENUS
AcciónDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
