|39|

3 1 0
                                        

Po ostatniej lekcji szkolne korytarze powoli pustoszały. Szafki zamykały się z metalicznym trzaskiem, ktoś śmiał się gdzieś w oddali, a przez okna wpadało ciepłe popołudniowe światło. Cindy czuła zmęczenie całym dniem, ale też ulgę - pierwszy dzień minął bez katastrofy.

Kiedy wyszli przed budynek, przeciągnęła się lekko i spojrzała na Petera, Neda i MJ.

- Wiecie co... - powiedziała z westchnieniem. - Może pójdziemy coś zjeść? Jestem strasznie głodna.

Peter od razu się ożywił.

- O, znam świetne miejsce! Mała tajska restauracja. Najlepszy pad thai w Queens.

- Pad thai w Queens? - spytała Cindy, marszcząc brwi. - Naprawdę? Nie wygląda na takie miejsce...

- Ufaj mi, Cindy - uśmiechnął się Peter. - Zawodowiec od jedzenia mówi ci, że jest świetnie.

- Potwierdzam - dodał Ned poważnym tonem. - Peter nie żartuje, jeśli chodzi o jedzenie. Jego gust kulinarny jest... bezbłędny.

Cindy uniosła brew.

- Bezbłędny, powiadasz? A jak oceniasz moją kanapkę z lunchboxa? - zażartowała, pokazując lekko przywiędłą kanapkę.

- Hmmm... trzy na dziesięć - odpowiedział Ned bez wahania. - Przykro mi, Cindy, ale taka jest prawda.

Cindy parsknęła śmiechem.

MJ spojrzała na nich z lekkim uśmiechem, ale po chwili pokręciła głową.

- Brzmi dobrze, ale muszę iść do biblioteki. Mam pilny projekt.

- Czyli nie idziesz? - zapytała Cindy.

- Niestety. Ktoś musi być odpowiedzialny w tej grupie.

- Okej, odpowiedzialna MJ. Niech ci się wiedzie z projektem. - Peter poklepał ją po ramieniu.

Po krótkim pożegnaniu MJ odeszła, a Cindy została sama z chłopakami. Cisza, która po niej nastąpiła, była jak przed burzą.

- Dobra, chodźmy. Nie mogę się doczekać tego jedzenia - rzucił Peter, kierując grupę w stronę restauracji.

- Wiesz, Cindy... - zaczepił Ned, patrząc na nią z lekkim wahaniem. - Chciałem cię o coś zapytać, ale nie wiedziałem jak...

Cindy spojrzała na niego uważnie.

- Dobra, Ned. Powiedz to.

- Co?

- To, o co chcesz zapytać. Nie bądź taki tajemniczy.

Ned nachylił się nad stołem, jakby wciąż ważył każde słowo.

- Skąd mam wiedzieć o twoich mocach? I dlaczego wiem o tym tak szybko?

Cindy natychmiast spojrzała na Petera, szukając wsparcia.

Peter uniósł ręce w geście spokoju.

- Spokojnie. Ned wie o mnie od dawna. To mój... człowiek od komputerów. Facet w krześle.

- Najlepszy facet w krześle! - dodał Ned z entuzjazmem.

Peter podrapał się po karku, patrząc na Cindy z lekkim uśmiechem.

- Kiedy Stark powiedział mi o tobie i o twoich zdolnościach... uznałem, że Ned musi wiedzieć. On nikomu nic nie powie.

- Przysięgam! - Ned uniósł rękę. - To jest tajemnica najwyższego poziomu.

Cindy obserwowała ich przez chwilę, a w jej oczach pojawiła się mieszanka niepewności i ulgi.

- Dobrze. Wierzę wam - powiedziała w końcu, a na jej twarzy pojawił się pierwszy szczery uśmiech tego dnia.

- I wiesz co? - dodał Peter. - Nawet jeśli coś pójdzie nie tak, mam plan awaryjny.

- Tak? - Cindy uniosła brew. - I czym on jest?

- Nie powiem, bo to tajemnica najwyższego poziomu - odpowiedział Ned, mrugając do niej znacząco.

I wtedy wszystko przerwał potężny huk.

Szklanki na stoliku podskoczyły. Jedna spadła i rozbiła się na podłodze. Okno przy wejściu pękło z głośnym trzaskiem.

- Co to było?! - krzyknął Ned, aż się cofnął.

W tej samej chwili plecak Cindy zaczął się poruszać.

- O nie... - szepnęła, a serce zabiło jej szybciej.

Z plecaka wyłonił się Nifty, migocząc fioletowym światłem i wydając ostrzegawcze dźwięki.

- To chyba zły znak, prawda? - zapytał Ned, patrząc niepewnie.

Peter już wstawał.

- Ned, pod stół. Teraz.

- Już?! - spytał przestraszony Ned.

- Teraz! - Peter nie czekał na wyjaśnienia.

Ned natychmiast zniknął pod stołem, a Cindy i Peter wybiegli na zewnątrz.

Na ulicy unosił się kurz i dym. W ścianę pobliskiego magazynu wbita była furgonetka. Drzwi były wyrwane, a wokół leżały metalowe skrzynie.

Kiedy hałas ucichł, podeszli bliżej.

Cindy nagle zatrzymała się.

Na jednej ze skrzyń widniał napis:

Bestman-Toomes

- Peter... - powiedziała cicho, a jej głos drżał. - To jego firma.

Peter zesztywniał.

- Czyli to nie był przypadek - odpowiedział.

W oddali zaczęły być słychać syreny.

Cindy poczuła narastający niepokój. Jej myśli zaczęły biec w szalonym tempie: Jeśli policja mnie zobaczy... a Tony jest tu... i tata też się dowie...

- Złap mnie - powiedziała nagle do Petera.

- Co? - zapytał zaskoczony.

- Po prostu mnie złap - powtórzyła, chwytając go za rękę i zamykając oczy. Skupiła się na obrazie dachu, który widziała rano.

Wokół nich pojawiły się fioletowo-błękitne iskry.

BUM.

Sekundę później stali na dachu wysokiego budynku. Wiatr uderzył ich w twarze, a miasto rozciągało się pod nimi.

- Cindy... to było niesamowite - powiedział Peter, wciąż oszołomiony.

Nagle nad nimi rozległ się ryk silników.

Czerwono-złota zbroja Iron Mana wylądowała ciężko na dachu, ale zanim kurz opadł, Tony Stark już zdjął hełm i zbroję. Stał przed nimi w zwykłym ubraniu, ręce skrzyżowane na piersi, a spojrzenie przeszywało ich na wylot.

- Co do diabła się tutaj dzieje?! - wyrzucił z gniewem. - Natychmiastowa informacja! Kto był w środku i co tam się działo?!

Peter i Cindy spojrzeli po sobie, próbując zebrać myśli. Nikt nie odezwał się ani słowem. Cisza była ciężka, pełna napięcia, jakby każde słowo mogło wywołać kolejną eksplozję.

Tony przesunął wzrokiem od Petera do Cindy i z powrotem, wyczekując odpowiedzi. Jego ton był ostry, wymagający i bezkompromisowy

- Widziałem to w wiadomościach. - Jego głos był napięty, każdy wyraz ciężki od nacisku. - Chcę dokładnego wyjaśnienia. Teraz. Nie półsłówkami. Natychmiast.

Oczy Petera i Cindy spotkały się w tej samej sekundzie. To było spojrzenie, które nie potrzebowało słów.
Mamy kłopoty.

Cindy poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Żołądek ścisnął się z nerwów.
Tony. I jeśli Tony tu jest... to tata też się dowie.

Strach uderzył ją nagle i mocno. Dłonie zaczęły jej drżeć.

Tony milczał przez chwilę, przesuwając wzrokiem od Petera do Cindy. Nie wyglądał na wściekłego, a to było gorsze.
Był spokojny.

VENUSOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz