Ciemność podwodnego więzienia Raft była gęsta i wilgotna, przesycona jednostajnym buczeniem generatorów tlenu. O godzinie 5:55 rano stalowe drzwi celi Cindy rozwarły się z suchym trzaskiem elektroniki. W progu stanęło czterech strażników w pełnym rynsztunku bojowym, trzymających karabiny z amunicją obezwładniającą.
— Strange, ruchy. Transport czeka — warknął dowódca, nie podnosząc przyłbicy.
Cindy wstała powoli. Jej nadgarstki wciąż ściskały ciężkie kajdany z wibranium, które pulsowały niebieskawym światłem, wysysając z niej każdą próbę przywołania magii. Prowadzili ją przez sterylne korytarze, mijając cele, w których wciąż spali Wanda i Sam. Serce jej pękło, gdy mijała ich w milczeniu, wiedząc, że za chwilę stanie się „duchem”. Wprowadzili ją do windy towarowej prowadzącej na platformę startową.
6:05.
Winda szarpnęła i zaczęła piąć się w górę, ku powierzchni oceanu. Wewnątrz panowała grobowa cisza, przerywana jedynie oddechami strażników. Cindy zerknęła na mały zegar cyfrowy na panelu windy. Cyfry przeskakiwały nieubłaganie.
6:07.
Nagle światło w windzie zamigotało. Czerwone lampy awaryjne rozbłysły, a z głośników wydobył się piskliwy dźwięk sprzężenia.
— Tu kontrola, mamy skok napięcia w sektorze czwartym! — zachrobotało w radiu dowódcy.
— Co się dzieje? — krzyknął strażnik, odbezpieczając broń. — Strange, ani drgnij!
Cindy nie drgnęła. Wiedziała, że Tony właśnie zaczął swoją partię szachów.
6:08.
Winda stanęła między piętrami z ogłuszającym zgrzytem metalu. W tym samym momencie kajdany na jej nadgarstkach… zgasły. Niebieskie światło wibranium zniknęło. Cindy poczuła to natychmiast – magia uderzyła do jej żył jak lodowata woda do płuc tonącego. Fioletowa energia, dotąd stłumiona, rozbłysła w jej oczach, rozświetlając mrok windy.
— Ona ma moc! Przerwać transport! — wrzasnął dowódca, podnosząc karabin.
6:09.
To była ta sekunda. Ta, o której mówił Tony.
— NIFTY, teraz! — krzyknęła Cindy.
W jej słuchawce, którą Tony przemycił jej podczas wizyty w formie mikroczipu, odezwał się znajomy, spokojny głos:
— Inicjuję protokół „Zniknięcie”. Cindy, wybij dziurę w suficie. Teraz.
Cindy nie czekała. Złożyła dłonie, a fioletowa magia wystrzeliła z nich w formie potężnego, spiralnego wybuchu. Stalowy strop windy wyparował pod wpływem czystej magii eterycznej. Strażnicy zostali odrzuceni falą uderzeniową, a Cindy, niesiona fioletowym lewitacyjnym wirem, wystrzeliła w górę, przebijając się przez kolejne warstwy instalacji.
Wypadła na zewnątrz, prosto w zimne, słone powietrze nad Atlantykiem. Raft majaczyło pod nią jak stalowa wyspa. Na niebie nie było słońca – tylko gęste chmury.
Nagle, z chmur zanurkował czarny, smukły odrzutowiec o napędzie typu stealth. Nie był to Quinjet Avengersów. To był prywatny, nieoznakowany statek Starka. Rampa z tyłu otworzyła się, a w progu stał Iron Man. Jego zbroja lśniła w świetle błyskawic.
— Potrzebujesz podwózki, młoda? — głos Tony'ego w słuchawce był radosny, choć podszyty napięciem.
Cindy skierowała fioletową energię pod stopy, tworząc platformę, i skoczyła. W locie poczuła, jak rakiety obrony przeciwlotniczej Raft namierzają ich statek.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
