Huk lądującej zbroi Iron Man rozdarł powietrze niczym eksplozja, a asfalt pod stopami Cindy zadrżał i popękał, wznosząc chmurę pyłu i drobnych kamyków. Tony tym razem nie wylądował z gracją, którą znała z jego wcześniejszych akcji — spadł z impetem, jakby chciał wbić się w ziemię siłą całego pancerza. Jego repulsory jarzyły się groźnym błękitem, rzucając na otoczenie nieprzyjazne światło, które odbijało się w oknach pobliskich budynków, tworząc kalejdoskop migotliwych odbić.
— Cindy! — ryknął głos z głośników w zbroi, przeszywając huk silników i trzaski lądującej technologii. — Użyłaś grawitacji kwantowej przeciwko dzieciakowi?! On mógł zginąć! Miałaś być bezpieczna, miałaś być pod kontrolą!
Fioletowa aura wokół dłoni Cindy pulsowała i migotała w odpowiedzi, odbijając światło repulsorów Tony’ego jak magiczna tarcza.
— On jest tu z Twojego powodu, Tony! — odkrzyknęła, a magia rozpryskiwała się w iskry, wirując w powietrzu, jakby sama przestrzeń nie mogła wytrzymać tej siły. — Ty go tu sprowadziłeś, żeby walczył w twojej wojnie!
Tony wystrzelił serię ogłuszających impulsów z repulsorów. Cindy błyskawicznie uniosła fioletową tarczę, która rozświetliła się od przepływającej przez nią energii, lecz potężny nacisk odrzucił ją o kilka metrów, aż odbiła się od muru hangaru, wbijając w siebie fragmenty betonu. W tej samej chwili między nimi pojawił się Steve Rogers. Jego tarcza wibranium rozbłysnęła srebrzystym światłem, odbijając resztki energii w kierunku Tony’ego.
— Tony, przestań! — krzyknął Kapitan, z każdym słowem wstrząsając przestrzenią wokół. — Ona tylko próbuje przetrwać to, co ty stworzyłeś!
Ziemia zadrżała nagle jeszcze mocniej, jakby reagując na napięcie między bohaterami. W jednej chwili Scott Lang przemienił się w Giant-Mana, jego sylwetka wyrastając jak żywy mur. Wzrost i masywna postawa sprawiły, że cała drużyna mogła się za nim schronić.
— To wasza szansa! — wrzasnął, chwytając War Machine’a w locie, wirując razem z nim nad ziemią. — Biegnijcie do hangaru!
Cindy ruszyła sprintem w stronę Quinjeta, czując jak wiatr rozdziera jej włosy, a powietrze wibruje od energii repulsorów i magii. Jej drogę nagle przecięła czarna smuga.
Czarna Pantera poruszał się z nieludzką szybkością, jego sylwetka niemal stapiała się z cieniami. Pazury błyszczały, odbijając fioletową tarczę Cindy, wysyłając drobne iskry w powietrze.
— Stoisz po stronie mordercy, mała magini — warknął T’Challa, głos niski i groźny, rezonujący z każdą jej kością.
Zanim Cindy zdążyła odpowiedzieć, z boku wyskoczyła Natasha Romanoff, jej ruchy były precyzyjne i śmiertelnie szybkie, każdy cios i uniki wyuczony w latach treningu. Paraliżujące żądła wystrzeliły prosto w stronę Cindy, ścinając powietrze z sykiem.
— Cindy, nie rób tego! — krzyknęła Natasha, a jej słowa przenikały chaos bitwy. — Jeszcze możemy to naprawić!
Z nieba zanurkował Sam Wilson, jego mechaniczne skrzydła rozcinając powietrze z dźwiękiem ostrych łopat. Z impetem odciął Natashę od Cindy, blokując kolejne ciosy Wdowy.
— Biegnij, młoda! Ja się zajmę Nat, ty leć do Quinjeta! — krzyknął Sam, dynamicznie zmieniając trajektorię skrzydeł, by utrzymać przeciwniczkę na dystans.
Cindy dotarła do hangaru. Rampy Quinjeta były już otwarte, światło wylotu rzucało długie cienie. Ale na jej drodze pojawił się Vision. Złoty blask Kamienia Umysłu emanował spokojnym, niemal hipnotyzującym światłem, które kontrastowało z chaotycznym, fioletowym światłem magii Cindy.
— Cindy, proszę. Nie zmuszaj mnie do tego ponownie — powiedział Vision, jego głos był stonowany, a aura niematerialności sprawiała, że żaden jej pocisk nie mógł go trafić.
Cindy czuła, jak jej siły powoli opadają, jakby energia fioletu wchłaniała z niej ostatki wytrzymałości. Wtedy, jakby z samego chaosu, pojawiła się Wanda Maximoff. Czerwona magia chaosu zawirowała wokół jej palców, splatając się w wirujący, energetyczny taniec, który kontrastował z fioletowym światłem Cindy.
— Ja się nim zajmę — oznajmiła Wanda, a jej oczy rozbłysły czerwienią, jakby pochłaniały wszystko wokół. — Cindy, otwórz przejście. Teraz!
Wanda uderzyła w Visiona potężnym strumieniem czystej energii, zmuszając go do defensywy. Cindy wiedziała, że to jej jedyna szansa. Skupiła resztki sił, czując, jak fioletowa energia pali jej dłonie i pulsuje w żyłach.
— NIFTY, pełna moc na wrota! — krzyknęła z determinacją, która przebijała przez hałas bitwy.
— Ostrzeżenie: Poziom energii krytyczny. Możesz stracić przytomność, Cindy — ostrzegł robot.
— Rób to! — wrzasnęła, głos drżący od adrenaliny.
Cindy wyrzuciła ręce przed siebie. Fioletowa energia eksplodowała, formując gigantyczny portal, stabilny i świetlisty, prowadzący prosto do wnętrza Quinjeta, z pominięciem obrony Visiona. Steve i Bucky wbiegli do środka, a Cindy trzymała portal resztkami woli, czując jak każda komórka jej ciała płonie od wysiłku.
Gdy Quinjet zaczął kołować, Cindy spojrzała za siebie. Widziała Tony’ego, stojącego z maską zdjętą, w jego oczach nie było gniewu — tylko bezgraniczny smutek. Wanda wciąż trzymała Visiona w szachu, a portal powoli zamykał się z głośnym, metalicznym hukiem. Cindy opadła na kolana, łapiąc oddech, czując jak każdy mięsień w jej ciele domaga się odpoczynku.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
