|18|

1 0 0
                                        


Avengers Compound był nienaturalnie cichy.

Nie było żartów Clinta.
Nie było luźnych komentarzy Sama.
Nawet systemy symulacyjne działały ciszej, jakby same wiedziały, że to ostatni raz.

— To jest finał — powiedział Steve, stojąc na środku hali. — Po tym treningu lecimy. Nie będzie kolejnej próby.

Cindy skinęła głową.

Strój od Tony’ego reagował natychmiast — fioletowe linie rozświetliły się subtelnie, reagując na każdy jej ruch. NIFTY zawisł przy jej ramieniu, gotowy monitorować każdy impuls.

— Wszystkie parametry w normie — zameldował. — Pan Stark obserwuje zdalnie. I tak, jest zdenerwowany.

— Powiedz mu, że ja też — odpowiedziała cicho, ściskając rękaw z fioletowym światłem.

Clint gwizdnął cicho, nie kryjąc podziwu:
— No proszę. Stark naprawdę się postarał.

— To nie tylko wygląd — odezwał się Sam, podchodząc bliżej. — Te linie… reagują w czasie rzeczywistym.

— Synchronizacja neuro-energetyczna — potwierdził NIFTY. — Pan Stark był bardzo dumny, gdy udało się to ustabilizować.

Natasha obeszła ją dookoła, obserwując każdy ruch:
— Lekkie. Mobilne. I nieprzeładowane bronią — powiedziała. — To nietypowe jak na Tony’ego.

— Powiedział, że nie chce, żebym była „chodzącym arsenałem” — odparła Cindy. — Tylko sobą. Ale bez łamania kości przy każdym błędzie.

Steve spojrzał uważnie, nie na strój, a na to, jak w nim stoi.
— Czujesz się w nim pewnie? — zapytał.

— Tak. Jakby… mnie nie ograniczał — odpowiedziała.

Steve skinął głową.
— W takim razie zaczynamy. To ostatni trening.

Hala zmieniła się w miasto.

Wąskie ulice. Wysokie budynki. Hologramy cywilów poruszających się chaotycznie. Hałas, echo, presja.

— Cindy — odezwała się Natasha. — To ty trzymasz równowagę.

Uniosła dłonie.

Fioletowa telekineza popłynęła szeroko, próbując objąć zbyt wiele naraz. Elementy otoczenia unosiły się, blokować potencjalne zagrożenia, ale napięcie rosło.

— Oddychaj — rzucił Sam z góry.

Oddychała. Za bardzo.

Strój rozbłysnął jaśniej niż wcześniej.

— Wzrost aktywności energetycznej — ostrzegł NIFTY. — Cindy, zwolnij—

Za późno.

Moc pękła, nie wybuchła. Jakby coś w niej puściło. Fioletowe fale rozeszły się chaotycznie, a obiekty zawisłe w powietrzu zaczęły drżeć.

— Przerywamy! — zawołał Clint.

— Nie! — Cindy zacisnęła pięści. — Ja mogę… ja muszę—

Zrobiła krok do przodu.

— Dam z siebie wszystko — powiedziała drżącym głosem. — Nawet jeśli jeszcze się boję.

I wtedy kolana odmówiły posłuszeństwa.

Świat zgasł.

— Wyłączyć symulację! — rozkazał Steve.

Miasto zniknęło.

Cindy leżała na podłodze, blada, nieruchoma. Fioletowe światło całkowicie zgasło.

VENUSOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz