Avengers Compound był nienaturalnie cichy.
Nie było żartów Clinta.
Nie było luźnych komentarzy Sama.
Nawet systemy symulacyjne działały ciszej, jakby same wiedziały, że to ostatni raz.
— To jest finał — powiedział Steve, stojąc na środku hali. — Po tym treningu lecimy. Nie będzie kolejnej próby.
Cindy skinęła głową.
Strój od Tony’ego reagował natychmiast — fioletowe linie rozświetliły się subtelnie, reagując na każdy jej ruch. NIFTY zawisł przy jej ramieniu, gotowy monitorować każdy impuls.
— Wszystkie parametry w normie — zameldował. — Pan Stark obserwuje zdalnie. I tak, jest zdenerwowany.
— Powiedz mu, że ja też — odpowiedziała cicho, ściskając rękaw z fioletowym światłem.
Clint gwizdnął cicho, nie kryjąc podziwu:
— No proszę. Stark naprawdę się postarał.
— To nie tylko wygląd — odezwał się Sam, podchodząc bliżej. — Te linie… reagują w czasie rzeczywistym.
— Synchronizacja neuro-energetyczna — potwierdził NIFTY. — Pan Stark był bardzo dumny, gdy udało się to ustabilizować.
Natasha obeszła ją dookoła, obserwując każdy ruch:
— Lekkie. Mobilne. I nieprzeładowane bronią — powiedziała. — To nietypowe jak na Tony’ego.
— Powiedział, że nie chce, żebym była „chodzącym arsenałem” — odparła Cindy. — Tylko sobą. Ale bez łamania kości przy każdym błędzie.
Steve spojrzał uważnie, nie na strój, a na to, jak w nim stoi.
— Czujesz się w nim pewnie? — zapytał.
— Tak. Jakby… mnie nie ograniczał — odpowiedziała.
Steve skinął głową.
— W takim razie zaczynamy. To ostatni trening.
Hala zmieniła się w miasto.
Wąskie ulice. Wysokie budynki. Hologramy cywilów poruszających się chaotycznie. Hałas, echo, presja.
— Cindy — odezwała się Natasha. — To ty trzymasz równowagę.
Uniosła dłonie.
Fioletowa telekineza popłynęła szeroko, próbując objąć zbyt wiele naraz. Elementy otoczenia unosiły się, blokować potencjalne zagrożenia, ale napięcie rosło.
— Oddychaj — rzucił Sam z góry.
Oddychała. Za bardzo.
Strój rozbłysnął jaśniej niż wcześniej.
— Wzrost aktywności energetycznej — ostrzegł NIFTY. — Cindy, zwolnij—
Za późno.
Moc pękła, nie wybuchła. Jakby coś w niej puściło. Fioletowe fale rozeszły się chaotycznie, a obiekty zawisłe w powietrzu zaczęły drżeć.
— Przerywamy! — zawołał Clint.
— Nie! — Cindy zacisnęła pięści. — Ja mogę… ja muszę—
Zrobiła krok do przodu.
— Dam z siebie wszystko — powiedziała drżącym głosem. — Nawet jeśli jeszcze się boję.
I wtedy kolana odmówiły posłuszeństwa.
Świat zgasł.
— Wyłączyć symulację! — rozkazał Steve.
Miasto zniknęło.
Cindy leżała na podłodze, blada, nieruchoma. Fioletowe światło całkowicie zgasło.
CZYTASZ
VENUS
AcciónDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
