Zapach dymu wciąż siedział jej w płucach.
Cindy nie pamiętała momentu, w którym przestała biec. Obrazy wracały fragmentami — krzyk, błysk, fala gorąca, a potem cisza tak ciężka, jakby powietrze zamieniło się w beton.
Stała w prowizorycznej sali odpraw w kwaterze Avengersów. Ręce miała oparte o stół. Drżały. Nie z zimna.
Na ekranie za nią wciąż odtwarzano nagrania z Lagos.
Eksplozja.
Budynek.
Dzieci.
— Wyłącz to — powiedziała cicho.
Natasha sięgnęła do panelu. Obraz zgasł.
Cisza wróciła.
Tony chodził w kółko. Szybko. Za szybko.
— Straty cywilne. Międzynarodowy incydent. Kolejny. — Jego głos był płaski, mechaniczny. — Świetnie. Naprawdę świetnie.
Steve stał nieruchomo, ręce skrzyżowane.
— Zatrzymaliśmy Rumlowa. Gdyby nie my, zginęłyby tysiące.
Tony zatrzymał się gwałtownie.
— A ile zginęło przez nas?
Nikt nie odpowiedział.
Wanda siedziała pod ścianą, kolana podciągnięte pod brodę. Oczy miała czerwone.
— To ja — wyszeptała. — Próbowałam go wynieść wyżej. Nie zdążyłam.
Steve podszedł do niej natychmiast.
— To nie twoja wina.
Cindy stała kilka kroków dalej. Patrzyła na swoje dłonie.
Na nagraniu był moment, którego nikt jeszcze nie skomentował.
Rumlowa odciągnęła ona.
Gdyby nie jej manewr, eksplozja nastąpiłaby bliżej rynku.
Ale to jej ruch zmusił Wandę do reakcji.
To jej decyzja zmieniła trajektorię całej sytuacji.
Jej głos był prawie niesłyszalny.
— Gdybym go nie ruszyła… może zdążyłabyś.
Wanda podniosła głowę gwałtownie.
— Nie.
— Cindy — powiedział spokojnie Steve — uratowałaś dziesiątki ludzi.
Tony parsknął cicho.
— A straciliśmy ilu? — spojrzał na ekran kontrolny. — Jedenastu. Organizacja humanitarna. Szkoła obok.
Cisza znów zgęstniała.
Po raz pierwszy od czasu, gdy dołączyła do zespołu, Cindy poczuła coś nowego.
Niepewność, czy w ogóle powinna tu być.
A gdzieś głęboko pod tą myślą czaiło się coś jeszcze.
Strach przed własną mocą.
Fioletowa energia pulsowała pod jej skórą jak coś żywego. Czuła ją od dziecka — niestabilną, emocjonalną, reagującą szybciej niż rozum. Jej ojciec zawsze powtarzał, że moc sama w sobie nie jest niebezpieczna.
Niebezpieczne są uczucia, które ją prowadzą.
A dziś w Lagos kierował nią strach.
I to wystarczyło.
Dwa dni później siedziała naprzeciwko generała Rossa.
Pomieszczenie było zimne, sterylne. Jedna lampa nad stołem. Światło odbijało się od metalowej powierzchni, rozdzielając jej twarz na jasną i zacienioną część.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
