|22|

3 0 0
                                        

Noc była chłodna, a mgła nad terenem Kompleksu Avengers unosiła się nisko nad ziemią, jakby sama próbowała ich zatrzymać. Silniki quinjetów milczały, a reflektory bezpieczeństwa przecinały ciemność powolnymi, metodycznymi ruchami.

Clint prowadził ich szybko w stronę zewnętrznego ogrodzenia.

— Mamy może trzy minuty, zanim systemy wrócą do pełnej mocy — rzucił przez ramię. — Kapitan przygotował punkt odbioru. Jeśli się pospieszymy, Stark dowie się o wszystkim dopiero, gdy będziemy już w powietrzu.

Cindy czuła, jak fioletowa energia wciąż pulsuje w jej dłoniach. Każdy krok był ciężki, jakby zostawiała za sobą nie tylko budynek, ale całe swoje dotychczasowe życie.

Wanda spojrzała na nią uważnie.

— Trzymasz się? — zapytała cicho.

— Nie wiem — odpowiedziała Cindy szczerze. — Ale jeśli się zatrzymam… chyba już nie ruszę dalej.

Dotarli do miejsca, gdzie ogrodzenie było niemal niewidoczne w cieniu drzew. Clint wyjął małe urządzenie i przyłożył je do panelu zabezpieczeń. Przez chwilę nic się nie działo.

Potem zamki kliknęły.

— A jednak czasem technologia działa na naszą korzyść — mruknął.

Przeszli przez otwartą szczelinę.

W tej samej chwili gdzieś za nimi rozległ się przeciągły alarm.

Cindy zatrzymała się instynktownie.

— Vision…

Wanda zamknęła oczy na moment.

— Uwolnił się.

Z nieba spadła złocista smuga światła. Vision unosił się kilkadziesiąt metrów nad ziemią, jego sylwetka była nieruchoma, ale Kamień Umysłu świecił intensywniej niż zwykle.

— Proszę, zatrzymajcie się — powiedział. Jego głos rozbrzmiał jednocześnie spokojnie i stanowczo. — Nie chcę was skrzywdzić.

Clint napiął łuk.

— Dobrze, bo ja nie chcę skrzywdzić ciebie. Ale jeśli spróbujesz nas zatrzymać, to nie obiecuję, że wszyscy wyjdziemy z tego w jednym kawałku.

Vision nie poruszył się.

— To nie jest tylko decyzja pana Starka. Sekretarz Ross już został powiadomiony o waszym statusie. Jeśli opuścicie teren, zostaniecie uznani za zbiegów.

Cindy zrobiła krok do przodu.

— Vision… czy ty naprawdę myślisz, że to coś zmienia?

Przez krótką chwilę syntozoid milczał.

— Uważam, że to zwiększa prawdopodobieństwo waszego cierpienia o 87 procent.

Cindy uniosła dłonie. Fioletowa energia zapaliła się między jej palcami — nie gwałtowna jak wcześniej, ale spokojna, stabilna.

— A pozostanie tutaj zwiększa je o sto.

Vision opuścił się powoli niżej. Jego spojrzenie zatrzymało się na Wandzie.

— Nie chcę z tobą walczyć.

Wanda odpowiedziała mu tym samym spojrzeniem.

— Więc nie walcz.

Przez kilka sekund czas jakby się zatrzymał.

Potem Vision odwrócił wzrok.

— Punkt odbioru znajduje się 600 metrów na północny zachód — powiedział cicho. — Systemy obronne w tej strefie będą nieaktywne przez dziewięćdziesiąt sekund.

Clint zamrugał.

— Nigdy nie sądziłem, że usłyszę od ciebie coś tak pięknego, Vis.

Vision uniósł się z powrotem w powietrze.

— Nie róbcie z tego błędu — dodał. — To tylko… optymalizacja szkód.

Zniknął w nocnym niebie.

Przez moment nikt się nie ruszał.

— No dobra — powiedział w końcu Clint. — To było dziwne nawet jak na nasze standardy. Ruszamy!

Pobiegli.

Kilkaset metrów dalej, na niewielkiej polanie, czekał quinjet z włączonymi silnikami. Przy rampie stała znajoma sylwetka.

Steve Rogers.

Gdy ich zobaczył, napięcie na jego twarzy ustąpiło.

— Myślałem, że Vision was zatrzyma — powiedział.

Cindy pokręciła głową.

— Dał nam szansę.

Steve spojrzał na nią uważnie, jakby widział w niej coś nowego.

— W takim razie wykorzystajmy ją.

Gdy rampy się zamknęły, a quinjet wzbił się w powietrze, Cindy podeszła do małego iluminatora.

Kompleks Avengers oddalał się, stając się zaledwie punktem światła na tle ciemności.

Poczuła, jak coś w jej piersi pęka.

Nie była już częścią tego miejsca.

Nie była już uczennicą Tony’ego.

Nie była już kimś, kogo można było zamknąć w systemie, monitorze albo tabeli ryzyka.

Fioletowa energia pojawiła się wokół jej dłoni — spokojna, stabilna, jak oddech.

Wanda stanęła obok niej.

— To dopiero początek — powiedziała cicho.

Cindy skinęła głową.

Gdzieś w oddali nad horyzontem błysnęła burza.

I tym razem nie czuła przed nią strachu.

VENUSOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz