Noc była chłodna, a mgła nad terenem Kompleksu Avengers unosiła się nisko nad ziemią, jakby sama próbowała ich zatrzymać. Silniki quinjetów milczały, a reflektory bezpieczeństwa przecinały ciemność powolnymi, metodycznymi ruchami.
Clint prowadził ich szybko w stronę zewnętrznego ogrodzenia.
— Mamy może trzy minuty, zanim systemy wrócą do pełnej mocy — rzucił przez ramię. — Kapitan przygotował punkt odbioru. Jeśli się pospieszymy, Stark dowie się o wszystkim dopiero, gdy będziemy już w powietrzu.
Cindy czuła, jak fioletowa energia wciąż pulsuje w jej dłoniach. Każdy krok był ciężki, jakby zostawiała za sobą nie tylko budynek, ale całe swoje dotychczasowe życie.
Wanda spojrzała na nią uważnie.
— Trzymasz się? — zapytała cicho.
— Nie wiem — odpowiedziała Cindy szczerze. — Ale jeśli się zatrzymam… chyba już nie ruszę dalej.
Dotarli do miejsca, gdzie ogrodzenie było niemal niewidoczne w cieniu drzew. Clint wyjął małe urządzenie i przyłożył je do panelu zabezpieczeń. Przez chwilę nic się nie działo.
Potem zamki kliknęły.
— A jednak czasem technologia działa na naszą korzyść — mruknął.
Przeszli przez otwartą szczelinę.
W tej samej chwili gdzieś za nimi rozległ się przeciągły alarm.
Cindy zatrzymała się instynktownie.
— Vision…
Wanda zamknęła oczy na moment.
— Uwolnił się.
Z nieba spadła złocista smuga światła. Vision unosił się kilkadziesiąt metrów nad ziemią, jego sylwetka była nieruchoma, ale Kamień Umysłu świecił intensywniej niż zwykle.
— Proszę, zatrzymajcie się — powiedział. Jego głos rozbrzmiał jednocześnie spokojnie i stanowczo. — Nie chcę was skrzywdzić.
Clint napiął łuk.
— Dobrze, bo ja nie chcę skrzywdzić ciebie. Ale jeśli spróbujesz nas zatrzymać, to nie obiecuję, że wszyscy wyjdziemy z tego w jednym kawałku.
Vision nie poruszył się.
— To nie jest tylko decyzja pana Starka. Sekretarz Ross już został powiadomiony o waszym statusie. Jeśli opuścicie teren, zostaniecie uznani za zbiegów.
Cindy zrobiła krok do przodu.
— Vision… czy ty naprawdę myślisz, że to coś zmienia?
Przez krótką chwilę syntozoid milczał.
— Uważam, że to zwiększa prawdopodobieństwo waszego cierpienia o 87 procent.
Cindy uniosła dłonie. Fioletowa energia zapaliła się między jej palcami — nie gwałtowna jak wcześniej, ale spokojna, stabilna.
— A pozostanie tutaj zwiększa je o sto.
Vision opuścił się powoli niżej. Jego spojrzenie zatrzymało się na Wandzie.
— Nie chcę z tobą walczyć.
Wanda odpowiedziała mu tym samym spojrzeniem.
— Więc nie walcz.
Przez kilka sekund czas jakby się zatrzymał.
Potem Vision odwrócił wzrok.
— Punkt odbioru znajduje się 600 metrów na północny zachód — powiedział cicho. — Systemy obronne w tej strefie będą nieaktywne przez dziewięćdziesiąt sekund.
Clint zamrugał.
— Nigdy nie sądziłem, że usłyszę od ciebie coś tak pięknego, Vis.
Vision uniósł się z powrotem w powietrze.
— Nie róbcie z tego błędu — dodał. — To tylko… optymalizacja szkód.
Zniknął w nocnym niebie.
Przez moment nikt się nie ruszał.
— No dobra — powiedział w końcu Clint. — To było dziwne nawet jak na nasze standardy. Ruszamy!
Pobiegli.
Kilkaset metrów dalej, na niewielkiej polanie, czekał quinjet z włączonymi silnikami. Przy rampie stała znajoma sylwetka.
Steve Rogers.
Gdy ich zobaczył, napięcie na jego twarzy ustąpiło.
— Myślałem, że Vision was zatrzyma — powiedział.
Cindy pokręciła głową.
— Dał nam szansę.
Steve spojrzał na nią uważnie, jakby widział w niej coś nowego.
— W takim razie wykorzystajmy ją.
Gdy rampy się zamknęły, a quinjet wzbił się w powietrze, Cindy podeszła do małego iluminatora.
Kompleks Avengers oddalał się, stając się zaledwie punktem światła na tle ciemności.
Poczuła, jak coś w jej piersi pęka.
Nie była już częścią tego miejsca.
Nie była już uczennicą Tony’ego.
Nie była już kimś, kogo można było zamknąć w systemie, monitorze albo tabeli ryzyka.
Fioletowa energia pojawiła się wokół jej dłoni — spokojna, stabilna, jak oddech.
Wanda stanęła obok niej.
— To dopiero początek — powiedziała cicho.
Cindy skinęła głową.
Gdzieś w oddali nad horyzontem błysnęła burza.
I tym razem nie czuła przed nią strachu.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
