|17|

2 0 0
                                        


Cindy długo nie mogła zasnąć.

Leżała na łóżku w przydzielonym jej pokoju w Avengers Compound, wpatrując się w sufit. Światło było przygaszone, a za oknem widać było tylko rozmyte kontury lasu. Wszystko było ciche — zbyt ciche jak na jej myśli.

Kiedy ktoś zapukał do drzwi, drgnęła.

— Tak? — odezwała się ostrożnie.

Drzwi uchyliły się i do środka zajrzał Steve Rogers. Bez tarczy, bez munduru. W zwykłej koszulce i dżinsach wyglądał bardziej jak ktoś, kto przyszedł zapytać, czy wszystko w porządku, niż jak legenda.

— Mogę? — zapytał.

Cindy usiadła na łóżku i skinęła głową.

— Jasne.

Steve wszedł i zamknął za sobą drzwi, ale nie podszedł od razu. Oparł się o biurko, dając jej przestrzeń.

— Tony mówił, że rozmawialiście — powiedział spokojnie. — Pomyślałem, że zapytam, jak się czujesz. Nie jako Avenger. Po prostu… jako człowiek.

Cindy uśmiechnęła się słabo.

— To zależy od minuty.

Steve skinął głową, jakby dokładnie tego się spodziewał.

— Po pierwszej misji czułem się podobnie — przyznał. — Tylko że wtedy nie miałem nikogo, kto by mi powiedział, że to normalne.

Cindy spojrzała na niego uważnie.

— Bałeś się?

Steve nie odpowiedział od razu.

— Codziennie — powiedział w końcu. — Różnica polegała na tym, że nauczyłem się iść dalej mimo strachu. Nie zamiast niego.

Cindy oparła dłonie na kolanach.

— Tony uważa, że nie jestem gotowa — powiedziała cicho.

Steve nie zaprzeczył.

— Tony widzi zagrożenia. To go trzyma przy życiu. I nas też — dodał. — Ale to nie znaczy, że nie widzi w tobie potencjału.

— A ty? — zapytała. — Co ty widzisz?

Steve spojrzał na nią poważnie, bez patosu.

— Widzę kogoś, kto dziś mógł się wycofać — powiedział. — A jednak zostałaś. Przestraszona, zmęczona… ale obecna. To więcej, niż potrafi wielu dorosłych.

Cindy przełknęła ślinę.

— Boję się, że jeśli naprawdę zacznę używać tej mocy… przestanę być sobą.

Steve pokręcił głową.

— Moc nie zabiera tego, kim jesteś — powiedział. — Ona tylko stawia pytania. O to, kim chcesz być.

— A jeśli odpowiedź będzie zła?

Steve uśmiechnął się lekko.

— Wtedy ją poprawisz. To też jest wybór.

Zapadła chwila ciszy.

— Steve… — zaczęła niepewnie. — Czy mój tata zrobił dobrze, zostawiając mnie tutaj?

Steve odpowiedział bez wahania.

— Zrobił wszystko, żebyś była bezpieczna — powiedział. — A czasem bezpieczeństwo oznacza zaufanie innym ludziom. Nawet jeśli to trudne.

Cindy skinęła głową, czując, jak napięcie powoli opuszcza jej ramiona.

— Myślisz, że kiedyś… — zawahała się — będę gotowa?

Steve podszedł bliżej, ale nadal zachował dystans.

— Myślę, że gotowość to nie moment — odpowiedział. — To proces. A ty już w nim jesteś.

Wstał.

— Odpocznij — dodał. — Jutro jest nowy dzień. I nowy trening. Bez presji.

— Dziękuję — powiedziała Cindy szczerze.

Steve zatrzymał się w drzwiach.

— I Cindy? — odwrócił się. — Nie musisz nikogo udowadniać. Nie mnie. Nie Tony’emu. Nawet nie swojemu ojcu.

Uśmiechnął się łagodnie.

— Wystarczy, że będziesz uczciwa wobec siebie.

Gdy wyszedł, Cindy położyła się z powrotem na łóżku.

Po raz pierwszy tego dnia strach nie zniknął — ale przestał być samotny.

A to robiło ogromną różnicę.

VENUSOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz