Cindy długo nie mogła zasnąć.
Leżała na łóżku w przydzielonym jej pokoju w Avengers Compound, wpatrując się w sufit. Światło było przygaszone, a za oknem widać było tylko rozmyte kontury lasu. Wszystko było ciche — zbyt ciche jak na jej myśli.
Kiedy ktoś zapukał do drzwi, drgnęła.
— Tak? — odezwała się ostrożnie.
Drzwi uchyliły się i do środka zajrzał Steve Rogers. Bez tarczy, bez munduru. W zwykłej koszulce i dżinsach wyglądał bardziej jak ktoś, kto przyszedł zapytać, czy wszystko w porządku, niż jak legenda.
— Mogę? — zapytał.
Cindy usiadła na łóżku i skinęła głową.
— Jasne.
Steve wszedł i zamknął za sobą drzwi, ale nie podszedł od razu. Oparł się o biurko, dając jej przestrzeń.
— Tony mówił, że rozmawialiście — powiedział spokojnie. — Pomyślałem, że zapytam, jak się czujesz. Nie jako Avenger. Po prostu… jako człowiek.
Cindy uśmiechnęła się słabo.
— To zależy od minuty.
Steve skinął głową, jakby dokładnie tego się spodziewał.
— Po pierwszej misji czułem się podobnie — przyznał. — Tylko że wtedy nie miałem nikogo, kto by mi powiedział, że to normalne.
Cindy spojrzała na niego uważnie.
— Bałeś się?
Steve nie odpowiedział od razu.
— Codziennie — powiedział w końcu. — Różnica polegała na tym, że nauczyłem się iść dalej mimo strachu. Nie zamiast niego.
Cindy oparła dłonie na kolanach.
— Tony uważa, że nie jestem gotowa — powiedziała cicho.
Steve nie zaprzeczył.
— Tony widzi zagrożenia. To go trzyma przy życiu. I nas też — dodał. — Ale to nie znaczy, że nie widzi w tobie potencjału.
— A ty? — zapytała. — Co ty widzisz?
Steve spojrzał na nią poważnie, bez patosu.
— Widzę kogoś, kto dziś mógł się wycofać — powiedział. — A jednak zostałaś. Przestraszona, zmęczona… ale obecna. To więcej, niż potrafi wielu dorosłych.
Cindy przełknęła ślinę.
— Boję się, że jeśli naprawdę zacznę używać tej mocy… przestanę być sobą.
Steve pokręcił głową.
— Moc nie zabiera tego, kim jesteś — powiedział. — Ona tylko stawia pytania. O to, kim chcesz być.
— A jeśli odpowiedź będzie zła?
Steve uśmiechnął się lekko.
— Wtedy ją poprawisz. To też jest wybór.
Zapadła chwila ciszy.
— Steve… — zaczęła niepewnie. — Czy mój tata zrobił dobrze, zostawiając mnie tutaj?
Steve odpowiedział bez wahania.
— Zrobił wszystko, żebyś była bezpieczna — powiedział. — A czasem bezpieczeństwo oznacza zaufanie innym ludziom. Nawet jeśli to trudne.
Cindy skinęła głową, czując, jak napięcie powoli opuszcza jej ramiona.
— Myślisz, że kiedyś… — zawahała się — będę gotowa?
Steve podszedł bliżej, ale nadal zachował dystans.
— Myślę, że gotowość to nie moment — odpowiedział. — To proces. A ty już w nim jesteś.
Wstał.
— Odpocznij — dodał. — Jutro jest nowy dzień. I nowy trening. Bez presji.
— Dziękuję — powiedziała Cindy szczerze.
Steve zatrzymał się w drzwiach.
— I Cindy? — odwrócił się. — Nie musisz nikogo udowadniać. Nie mnie. Nie Tony’emu. Nawet nie swojemu ojcu.
Uśmiechnął się łagodnie.
— Wystarczy, że będziesz uczciwa wobec siebie.
Gdy wyszedł, Cindy położyła się z powrotem na łóżku.
Po raz pierwszy tego dnia strach nie zniknął — ale przestał być samotny.
A to robiło ogromną różnicę.
CZYTASZ
VENUS
ActionDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
