|29|

5 0 0
                                        

Odrzutowiec osiadł na lądowisku Wieży Starka z niemal niesłyszalnym mruknięciem silników. Metaliczne wibracje stopniowo cichły, aż w końcu zapadła ta charakterystyczna, napięta cisza, która pojawia się tuż przed czymś ważnym.

Zanim rampa zdążyła się w pełni otworzyć, Cindy poczuła w powietrzu znajomy zapach starego pergaminu i kadzidła. Delikatny, niemal niewyczuwalny — ale wystarczający, by jej serce zabiło szybciej.

Wiedziała, co to oznacza.

— Cindy — odezwał się spokojny głos NIFTY w jej słuchawce. — Poziom adrenaliny u pana Starka wzrósł o czterdzieści procent. Tętno przyspieszone. Sugeruję głęboki oddech.

Cindy powoli wypuściła powietrze.

Tony stanął obok niej i po raz kolejny poprawił mankiety garnituru. Zbyt dokładnie. Zbyt nerwowo.

— Słuchaj, młoda — zaczął, nie patrząc na nią. — Ten chłopak z lotniska, o którego pytałaś… Peter Parker. Jest w twoim wieku. Chodzi do zwykłej szkoły w Queens. Zwykłe lekcje, zwykłe sprawdziany, zwykłe problemy.

Cindy uniosła lekko brwi.

— Przy twoim życiu „zwykłe” brzmi trochę podejrzanie.

Tony uśmiechnął się krótko.

— Jeśli to wszystko wypali… może kiedyś was przedstawię. Jego twarz jednak szybko spoważniała. — Ale najpierw musimy przetrwać rozmowę z twoim ojcem.

Drzwi do salonu były już otwarte.
W środku, przy ogromnym oknie, stał Stephen Strange. Jego sylwetka była nieruchoma, napięta jak struna. Lewitujący Płaszcz poruszał się niespokojnie, jakby wyczuwał nadchodzącą burzę.

Tony zatrzymał się przy wejściu i położył Cindy dłoń na ramieniu.

— Zostań tu na chwilę — powiedział cicho, patrząc jej w oczy. — Daj mi minutę. To… rozmowa dla dorosłych.

— Tony, ja też jestem w to zamieszana — zaprotestowała.

— Wiem — odpowiedział łagodniej. — Właśnie dlatego chcę najpierw trochę… obniżyć temperaturę. Obiecuję, zaraz cię zawołam. Dobrze?

Zawahała się.

— Dobrze.

Tony skinął głową i wszedł do salonu. Drzwi przesunęły się cicho, ale nie zamknęły całkowicie.

Przez chwilę panowała cisza.

Potem głosy zaczęły się podnosić.

— Chcesz posłać ją do szkoły? Do cywili?! — głos Strange’a był ostry jak szkło.

Cindy zesztywniała.

— Stephen, ona potrzebuje normalności! — odpowiedział Tony, już bez swojej zwykłej lekkości.

Cindy zacisnęła dłonie.

— Jej moce reagują na emocje! Jeśli straci kontrolę wśród dzieci, zginą ludzie!

— Będę ją monitorował dwadzieścia cztery godziny na dobę!

— Nie ufam twoim systemom!

Serce Cindy zaczęło bić szybciej.

— NIFTY — szepnęła.

— Poziom napięcia w pomieszczeniu: wysoki — odpowiedział spokojnie system. — Podwyższone parametry stresu u obu mężczyzn.

— Nie. To nie jest dobre.

W salonie coś zaiskrzyło. Złote światło rozbłysło przy dłoniach Strange’a. Jednocześnie ściany Wieży rozświetliły się chłodnym, niebieskim blaskiem systemów obronnych.

— Konfiguracja defensywna aktywowana — poinformował NIFTY.

— O nie.

Cindy ruszyła biegiem.

Drzwi rozsunęły się gwałtownie, gdy wpadła do środka.

— Przestańcie!

Jej głos przeciął napięcie jak uderzenie.

Stanęła dokładnie między nimi. Fioletowa energia zamigotała wokół jej dłoni, reagując na emocje szybciej, niż zdążyła je opanować.

Obaj mężczyźni zamilkli.

— Tato — powiedziała, oddychając szybciej. — Nie jestem dzieckiem, które trzeba chować.

Spojrzała na Tony’ego.

— Tony, nie jestem projektem do monitorowania.

Zebrała się w sobie.

— Sama wybrałam więzienie, żeby chronić innych. Sama pracowałam nad kontrolą. I sama wybieram to tutaj. — Dajcie mi spróbować.

Strange patrzył na nią długo. Złote iskry wokół jego dłoni powoli zgasły.

— Dobrze — powiedział w końcu, a jego głos był napięty. — Ale jeśli NIFTY zgłosi choćby cień anomalii… zabieram ją. I nigdy jej nie znajdziesz, Tony.

Tony skinął głową z ulgą.

— Umowa stoi. Będzie miała normalne życie. Przynajmniej dopóki świat znowu nie zapłonie.

Napięcie w pomieszczeniu powoli opadło.

A Cindy dopiero wtedy uświadomiła sobie, że gdyby posłuchała Tony’ego i została na korytarzu… ta rozmowa mogłaby skończyć się znacznie gorzej.

VENUSOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz