Odrzutowiec osiadł na lądowisku Wieży Starka z niemal niesłyszalnym mruknięciem silników. Metaliczne wibracje stopniowo cichły, aż w końcu zapadła ta charakterystyczna, napięta cisza, która pojawia się tuż przed czymś ważnym.
Zanim rampa zdążyła się w pełni otworzyć, Cindy poczuła w powietrzu znajomy zapach starego pergaminu i kadzidła. Delikatny, niemal niewyczuwalny — ale wystarczający, by jej serce zabiło szybciej.
Wiedziała, co to oznacza.
— Cindy — odezwał się spokojny głos NIFTY w jej słuchawce. — Poziom adrenaliny u pana Starka wzrósł o czterdzieści procent. Tętno przyspieszone. Sugeruję głęboki oddech.
Cindy powoli wypuściła powietrze.
Tony stanął obok niej i po raz kolejny poprawił mankiety garnituru. Zbyt dokładnie. Zbyt nerwowo.
— Słuchaj, młoda — zaczął, nie patrząc na nią. — Ten chłopak z lotniska, o którego pytałaś… Peter Parker. Jest w twoim wieku. Chodzi do zwykłej szkoły w Queens. Zwykłe lekcje, zwykłe sprawdziany, zwykłe problemy.
Cindy uniosła lekko brwi.
— Przy twoim życiu „zwykłe” brzmi trochę podejrzanie.
Tony uśmiechnął się krótko.
— Jeśli to wszystko wypali… może kiedyś was przedstawię. Jego twarz jednak szybko spoważniała. — Ale najpierw musimy przetrwać rozmowę z twoim ojcem.
Drzwi do salonu były już otwarte.
W środku, przy ogromnym oknie, stał Stephen Strange. Jego sylwetka była nieruchoma, napięta jak struna. Lewitujący Płaszcz poruszał się niespokojnie, jakby wyczuwał nadchodzącą burzę.
Tony zatrzymał się przy wejściu i położył Cindy dłoń na ramieniu.
— Zostań tu na chwilę — powiedział cicho, patrząc jej w oczy. — Daj mi minutę. To… rozmowa dla dorosłych.
— Tony, ja też jestem w to zamieszana — zaprotestowała.
— Wiem — odpowiedział łagodniej. — Właśnie dlatego chcę najpierw trochę… obniżyć temperaturę. Obiecuję, zaraz cię zawołam. Dobrze?
Zawahała się.
— Dobrze.
Tony skinął głową i wszedł do salonu. Drzwi przesunęły się cicho, ale nie zamknęły całkowicie.
Przez chwilę panowała cisza.
Potem głosy zaczęły się podnosić.
— Chcesz posłać ją do szkoły? Do cywili?! — głos Strange’a był ostry jak szkło.
Cindy zesztywniała.
— Stephen, ona potrzebuje normalności! — odpowiedział Tony, już bez swojej zwykłej lekkości.
Cindy zacisnęła dłonie.
— Jej moce reagują na emocje! Jeśli straci kontrolę wśród dzieci, zginą ludzie!
— Będę ją monitorował dwadzieścia cztery godziny na dobę!
— Nie ufam twoim systemom!
Serce Cindy zaczęło bić szybciej.
— NIFTY — szepnęła.
— Poziom napięcia w pomieszczeniu: wysoki — odpowiedział spokojnie system. — Podwyższone parametry stresu u obu mężczyzn.
— Nie. To nie jest dobre.
W salonie coś zaiskrzyło. Złote światło rozbłysło przy dłoniach Strange’a. Jednocześnie ściany Wieży rozświetliły się chłodnym, niebieskim blaskiem systemów obronnych.
— Konfiguracja defensywna aktywowana — poinformował NIFTY.
— O nie.
Cindy ruszyła biegiem.
Drzwi rozsunęły się gwałtownie, gdy wpadła do środka.
— Przestańcie!
Jej głos przeciął napięcie jak uderzenie.
Stanęła dokładnie między nimi. Fioletowa energia zamigotała wokół jej dłoni, reagując na emocje szybciej, niż zdążyła je opanować.
Obaj mężczyźni zamilkli.
— Tato — powiedziała, oddychając szybciej. — Nie jestem dzieckiem, które trzeba chować.
Spojrzała na Tony’ego.
— Tony, nie jestem projektem do monitorowania.
Zebrała się w sobie.
— Sama wybrałam więzienie, żeby chronić innych. Sama pracowałam nad kontrolą. I sama wybieram to tutaj. — Dajcie mi spróbować.
Strange patrzył na nią długo. Złote iskry wokół jego dłoni powoli zgasły.
— Dobrze — powiedział w końcu, a jego głos był napięty. — Ale jeśli NIFTY zgłosi choćby cień anomalii… zabieram ją. I nigdy jej nie znajdziesz, Tony.
Tony skinął głową z ulgą.
— Umowa stoi. Będzie miała normalne życie. Przynajmniej dopóki świat znowu nie zapłonie.
Napięcie w pomieszczeniu powoli opadło.
A Cindy dopiero wtedy uświadomiła sobie, że gdyby posłuchała Tony’ego i została na korytarzu… ta rozmowa mogłaby skończyć się znacznie gorzej.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
