Gdy w końcu zostali sami, ogromny salon Wieży Starka wydawał się jeszcze większy niż wcześniej. Szklane ściany odsłaniały nocny Nowy Jork — morze świateł, neonów i powoli przesuwających się w oddali samochodów. Miasto żyło własnym rytmem, jakby nic na świecie nie mogło go zatrzymać.
A jednak tutaj panowała cisza.
Cindy podeszła do szerokiego, niskiego parapetu i ostrożnie na nim usiadła. Peter zawahał się przez moment, po czym dołączył do niej, zostawiając niewielki dystans — taki, który nie był ani zbyt bliski, ani zbyt oficjalny.
Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało.
Cindy wciąż trzymała pudełko od Pepper. Jej palce były zaciśnięte tak mocno, jakby to ono utrzymywało ją w teraźniejszości. Dopiero po kilku głębszych oddechach napięcie w jej ramionach zaczęło powoli ustępować.
— Ross nie przestanie, prawda? — zapytała cicho.
Nie spojrzała na Petera. Patrzyła w szybę, w swoje odbicie na tle rozświetlonego miasta.
— Mój tata zawsze mówił, że strach odbiera ludziom rozsądek… a ten człowiek żywi się strachem. Im bardziej ktoś się boi, tym mocniej naciska.
Peter przez chwilę milczał, zastanawiając się nad odpowiedzią. Patrzył na jej profil oświetlony blaskiem miasta i księżyca. Wyglądała na zmęczoną. I bardzo samotną.
— Pewnie nie przestanie — powiedział w końcu spokojnie. — Ale nie jest jedyny.
Cindy lekko drgnęła.
— Masz Starka. Masz Pepper. I… — zawahał się na sekundę, po czym uśmiechnął się nieśmiało — masz mnie. A ja całkiem nieźle radzę sobie z ukrywaniem. Czasem nawet przed nauczycielami.
Kąciki ust Cindy uniosły się odrobinę.
— To mało pocieszające.
— Hej, raz siedziałem trzy godziny w szkolnej wentylacji. To wymaga poświęceń.
Tym razem jej uśmiech był wyraźniejszy.
Cisza między nimi przestała być ciężka. Stała się spokojna.
Po chwili Cindy westchnęła.
— Ja nawet nie wiem, jak wygląda normalne życie. Ostatnie miesiące to była tylko ucieczka. Ukrywanie się. Sprawdzanie drzwi. Nasłuchiwanie kroków.
Peter skinął głową.
— Rozumiem.
Spojrzała na niego zaskoczona.
— Kiedy dostałem moce, wszystko zmieniło się w jeden dzień. Nagle widziałem szybciej, słyszałem więcej, reagowałem szybciej. Na początku myślałem, że coś jest ze mną nie tak.
— Bałeś się?
— Najpierw byłem zdezorientowany. Potem zachwycony. A potem… przyszła odpowiedzialność.
Cindy przechyliła głowę.
— Odpowiedzialność?
Peter uśmiechnął się lekko, choć w jego oczach pojawił się cień.
— Bo kiedy możesz coś zrobić… nie możesz już udawać, że nie widzisz problemów.
Przez chwilę oboje milczeli.
Po chwili Cindy uniosła rękę i poruszyła palcami w powietrzu. Między nimi pojawiły się drobne, fioletowe iskry, które zaczęły splatać się w wirujące, geometryczne wzory. Delikatna, pulsująca poświata odbijała się w szybie i na twarzy Petera, nadając całej chwili niemal nierealny charakter.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
