Dom Toomesa tętnił życiem.
Ciepłe światło lamp rozlewało się po salonie, mieszając się z dźwiękami rozmów, śmiechu i cichej muzyki płynącej z głośników. Zapach pieczonego indyka i przypraw unosił się w powietrzu, tworząc iluzję rodzinnej, spokojnej atmosfery.
Ale dla Cindy i Petera każdy dźwięk brzmiał jak fałszywa nuta.
Gdy tylko przekroczyli próg, oboje poczuli to samo — ciężar spojrzenia gospodarza. Nie było nachalne, nie było wrogie… ale było zbyt uważne. Zbyt świadome.
Cindy odruchowo dotknęła swojego ucha, upewniając się, że miniaturowa słuchawka – jedna z tych, które wykradła z laboratorium Starka – jest na swoim miejscu.
W jej uchu rozległ się cichy trzask.
— Test, test… Cindy, słyszysz? — wyszeptał Ned.
— Słyszę cię — odpowiedziała niemal bez poruszania ustami.
— Peter?
— Też słyszę — mruknął Peter. — Trzymajmy się planu.
— Wchodźcie, wchodźcie! — zawołał Toomes, wychodząc z kuchni.
W ręku trzymał duży nóż do mięsa, który błysnął w świetle lampy. Uśmiechał się szeroko, niemal serdecznie.
Niemal.
— Peter, pomóż mi w kuchni z indykiem. Panno Strange, salon czeka. Rozgość się.
Peter spojrzał na Cindy.
W jego oczach nie było wahania. Tylko czyste ostrzeżenie.
Nie ruszaj się stąd.
Otworzył usta.
— Cindy, jeśli coś—
Nie zdążył dokończyć.
Między nich wpadła Liz, promienna i roześmiana.
— Hej! Jesteście! — zawołała, chwytając Petera za ramię. — Myślałam, że już nie przyjdziecie! Peter, musisz spróbować ponczu. Cindy, chodź! MJ już siedzi przy stole i krytykuje dekoracje.
— Nie krytykuję, tylko oceniam — dobiegł z salonu głos MJ.
Liz roześmiała się i pociągnęła Petera w głąb domu.
— Chodź, Parker! Bez wymówek!
Peter rzucił Cindy ostatnie, błagalne spojrzenie, zanim zniknął za rogiem.
Cindy została sama w przedpokoju.
Na sekundę. Może dwie.
W słuchawce odezwał się stłumiony głos Neda.
— Cindy, słyszysz mnie?
— Tak. Mów.
— Siedzę przy nachosach. I… okej, to ważne. Patrz na szafkę w przedpokoju. Tą z wazonem.
— Widzę.
— Pod tym wazonem… to nie jest dekoracja.
Cindy powoli podeszła bliżej, udając, że poprawia torebkę.
Serce zamarło.
Metalowa konstrukcja. Miniaturowe skrzydła. Czujniki.
— To model drona V-99 — wyszeptał Ned. — Taki sam jak przy furgonetce. On trzyma prototypy… przy rodzinnych zdjęciach.
Cindy przełknęła ślinę.
— Widzę go, Ned.
— Peter jest w kuchni z nim.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
