Tony nie ruszył się od razu, gdy winda zatrzymała się na piętrze mieszkalnym. Wyszedł razem z Cindy i odprowadził ją znajomym korytarzem aż pod drzwi jej pokoju.
Zatrzymała się przed nimi, jakby czekała na sygnał.
— Dobranoc, Cindy — powiedział po chwili, ciszej, niż zamierzał.
Skinęła głową i weszła do środka. Drzwi zamknęły się bezszelestnie.
Tony został sam na korytarzu.
Stał jeszcze chwilę, wsłuchując się w odgłosy bazy — ciche, uporządkowane, przewidywalne. Korytarz był pusty. Zbyt pusty. To był ten rodzaj ciszy, który zostaje po czymś ważnym — albo po błędzie.
Nie płakała.
Zauważył to dopiero teraz.
To niedobrze.
Dzieci, które nie płaczą, zwykle nauczyły się, że to nic nie zmienia.
Otarł dłonią kark, czując znajome napięcie. W głowie wciąż miał obraz sali treningowej: rozchwianą energię, moment, w którym wszystko mogło się rozsypać. I ten ułamek sekundy, gdy bał się nie tego, że coś zniszczy — tylko że się przestraszy własnej mocy.
Znam to. Aż za dobrze.
Całe życie budował rzeczy po to, by mieć kontrolę. Zbroje, systemy, bariery. Świat był prostszy, gdy dało się go zamknąć w schemacie. Cindy się w nim nie mieściła. Żadne dziecko by się nie zmieściło.
— Genialnie — mruknął sam do siebie. — Znowu ktoś zaufał mi bardziej, niż powinien.
Strange.
Nie jego magia była problemem. Tylko spokój. Ten irytujący spokój człowieka, który wie, że decyzja jest słuszna — nawet jeśli boli. Zostawił córkę i odszedł, jakby wiedział, że Tony zrobi dokładnie to, czego trzeba.
A Tony nienawidził takich ludzi.
Bo zwykle mieli rację.
Ruszył w stronę pracowni, ale po kilku krokach zwolnił. Przypomniał sobie głos Cindy, gdy zapytała, czy jest „zepsuta”. To słowo odbijało się echem, uporczywe, niechciane.
Jeśli ona w to uwierzy…
Nie dokończył myśli.
Telefon zawibrował tak cicho, że niemal go zignorował.
Spojrzał na ekran.
Nieznany numer
Zmarszczył brwi.
— Jeśli to reklama ubezpieczeń, przysięgam… — mruknął, odbierając.
— Tony — odezwał się głos, spokojny jak zawsze. — Widzę, że jeszcze nie śpisz.
Tony zamknął oczy.
— Stephen — odpowiedział. — Zgadnę: kosmiczne przeczucie? Zakłócenie w rzeczywistości? Czy po prostu zadzwoniłeś, bo miałeś rację?
— Cindy miała dziś pierwszy trening — powiedział Strange.
To nie było pytanie.
— Tak — odparł Tony. — I nie, nie zniszczyła bazy. Jeszcze.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Krótka, ale znacząca.
— Jest bezpieczna? — zapytał Strange.
Tony spojrzał na sufit, jakby odpowiedź była tam zapisana.
— Fizycznie? Tak. Reszta… jest w trakcie.
— Dziękuję — powiedział Strange cicho.
To jedno słowo było gorsze niż pretensje.
— Nie dziękuj mi jeszcze — odparł Tony. — Nie wiem, czy robię to dobrze.
— Nikt z nas nie wie — odpowiedział Strange. — Ale wiem, że jej słuchałeś. To wystarczy na początek.
Tony zacisnął palce na telefonie.
— Następnym razem — powiedział — ostrzegaj mnie, zanim zrobisz ze mnie punkt odniesienia w czyimś życiu.
— Nie było czasu — odparł Strange. — A ty byłeś jedyną rozsądną opcją.
— To brzmi jak bardzo niska poprzeczka.
— A jednak ją przekroczyłeś.
Połączenie się zakończyło.
Tony długo patrzył na czarny ekran.
— Cholera — powtórzył, ciszej niż wcześniej.
Bo gdzieś pod ironią i złością czaiła się myśl, której nie chciał dopuścić do głosu: że jeśli zawiedzie, Cindy zapamięta nie upadek — tylko to, że nikt jej nie złapał.
A na to Tony Stark nie mógł sobie pozwolić.
CZYTASZ
VENUS
AcciónDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
