Powietrze było ciężkie od kurzu, spalin i potu. Ulice Lagos tętniły życiem — sprzedawcy nawoływali klientów, dzieci biegały między straganami, muzyka płynęła z otwartych okien. Nikt nie wiedział, że za kilka minut to miejsce stanie się areną wydarzeń, które odcisną piętno nie tylko na Avengersach, ale także na jednej młodej dziewczynce.
Cindy szła tuż za Wandą. Jej bojowa skórzana zbroja była aktywna — cienkie linie energii pulsowały przy każdym ruchu, niemal zsynchronizowane z jej oddechem. Na ramieniu migotał symbol lisa, inspirowany japońską ikonografią, przypominając jej o sprycie, czujności i sile, którą dopiero uczyła się akceptować. Głęboko w kieszeni cicho pracował NIFTY — niewielki dron zwiadowczy, analizujący otoczenie i przesyłający jej dane o ruchach wroga.
Serce biło jej tak mocno, że niemal zagłuszało dźwięki miasta. Dłonie drżały, choć robiła wszystko, by tego nie pokazać.
To była jej pierwsza prawdziwa misja.
— Oddychaj — powiedziała Wanda cicho, nie odwracając wzroku od ulicy. — Skup się na mnie. Jeśli strach zacznie cię przytłaczać… pozwól mi go unieść razem z tobą.
Cindy przełknęła ślinę.
— A jeśli stracę kontrolę? — zapytała, a jej głos zdradził więcej, niż chciała.
Wanda zatrzymała się i spojrzała na nią poważnie.
— Wtedy połączymy nasze moce. — Jej ton był spokojny, niemal kotwiczący. — Nie będziesz sama.
W tym samym momencie w ich słuchawkach zabrzmiał głos Steve’a.
— Drużyno, mamy potwierdzenie. Crossbones jest na miejscu. Działamy według planu.
Imię uderzyło Cindy jak cios. Crossbones. Wiedziała, kim był. Wiedziała, że nie cofnie się przed niczym.
Pierwsze strzały rozdarły powietrze.
Ulica eksplodowała paniką. Ludzie zaczęli krzyczeć, uciekać, przewracać się nawzajem. Fala strachu uderzyła w Cindy tak nagle, że aż zabrakło jej tchu. Kolana zrobiły się miękkie.
— Cindy, patrz na mnie! — krzyknęła Wanda.
Dziewczynka uniosła dłonie. Fioletowa energia pojawiła się natychmiast — drżąca, niestabilna, reagująca bardziej na emocje niż na wolę.
— Dobrze… spokojnie… — prowadziła ją Wanda. — Teraz zsynchronizuj się ze mną. Tylko ze mną.
Ich moce zetknęły się. Czerwień Wandy i fiolet Cindy splatały się, pulsując jak żywy organizm. Cindy poczuła potęgę — zbyt wielką, zbyt ciężką jak na kogoś takiego jak ona.
— Steve! — krzyknęła Wanda. — On ma bombę!
Crossbones ruszył w ich stronę. Czerwone światła na jego piersi migotały złowieszczo.
— Wanda, nie! — krzyknął Steve.
Wanda objęła ładunek polem energii i uniosła go w górę. Cindy, działając instynktownie, wzmocniła impuls.
Za mocno.
— Wanda… coś jest nie tak! — krzyknęła Cindy, czując, jak jej ciało przestaje ją słuchać.
Energia szarpnęła w bok. Eksplozja wyrwała się spod kontroli i uderzyła w pobliski budynek. Huk odbił się echem od ulic, a szkło i fragmenty muru posypały się jak deszcz.
Potem zapadła cisza.
Przerażająca, pusta cisza, przerwana dopiero krzykami ludzi.
Cindy osunęła się na kolana. Serce waliło jej w piersi, w uszach dzwoniło. Świat wydawał się odległy, jakby patrzyła na niego przez grubą szybę.
— Nie… — wyszeptała. — To… to moja wina. Ja…
Wanda uklękła obok niej i objęła ją ramionami. Nie mówiła od razu. Nie było słów, które mogłyby to naprawić.
— To nie czyni cię potworem — powiedziała w końcu cicho, choć sama wyglądała, jakby ledwo trzymała się na nogach. — Ale wiem, jak bardzo to boli.
Łzy spłynęły po policzkach Cindy. Symbol lisa na jej ramieniu pulsował w rytm jej serca. W głowie powtarzała się tylko jedna myśl:
To moja wina. Gdybym była silniejsza. Gdybym była mądrzejsza.
Helikopter z Wakandy pojawił się nad miastem, ale Cindy nie potrafiła oderwać wzroku od zniszczonego budynku.
Nie była już tylko córką Doktora Strange’a.
Nie była tylko dziewczynką uczącą się swoich mocy.
Stała się symbolem konsekwencji.
I ciężaru, którego jeszcze nie wiedziała, jak unieść.
CZYTASZ
VENUS
AkcjaDoctor Strange nie jest już chirurgiem ani nie jest niańką dla dzieci. A tajemnice zawsze były sławne wśród populacji ludzi a ta jedna dziewczyna, miała ich zbyt wiele. Szkoły zawsze były nudne i przeludnione ludźmi zbyt głupimi, zawsze znajdowano...
